12 maja wiceszef MSWiA i pełnomocnik rządu ds. ukraińskich uchodźców Paweł Szefernaker oświadczył w Polsat News, że informacje o wstrzymywaniu przez samorządy wypłat środków za udzielanie gościny uchodźcom z Ukrainy „są zatrważające”. Ale już 30 maja minister oświadczył w TVP Info, że wypłata świadczenia w wysokości 40 zł za noc nie będzie przez rząd w ogóle przedłużona. – Jesteśmy przekonani, że wiele osób jest w stanie się usamodzielnić – stwierdził.

Czytaj więcej

Od jutra autostrady płatne dla aut Ukraińców

Wypłaty pieniędzy uruchomiono 30 kwietnia. System zatkał się błyskawicznie. Wiele osób, które przyjęły pod swój dach całe rodziny, do dziś nie otrzymały żadnych środków. Pomoc podyktowana była odruchem serca, ale dziś oszczędności i proste rezerwy wśród własnej rodziny już się skończyły. Zmalała też prawie do zera pomoc rzeczowa w punktach pomocowych.

Minister Szefernaker twierdzi, uzasadniając decyzję o wstrzymaniu pomocy, że od 10 maja odnotowywanych jest więcej powrotów uchodźców na Ukrainę niż przyjazdów do Polski. Oczywiście ma rację. Ale co to ma wspólnego z wypłacaniem świadczenia pomocowego? Wracają przecież raczej ci, którzy mają do czego wrócić, a zostają w Polsce ci, którzy przyjechali z terenów, gdzie wciąż toczą się walki, albo tacy, którzy w pierwszym etapie agresji stracili wszystko.

Czy pełnomocnik rządu ds. uchodźców potrafi wskazać tym osobom, najczęściej z małymi dziećmi, jakiś sposób usamodzielnienia się? Nie. Mówi tylko, że „mają być wyjątki”. – Osoby, które z przyczyn od nich niezależnych nie mogą się usamodzielnić, czyli osoby niepełnosprawne, kobiety w ciąży albo z wieloma dziećmi, będą dalej otrzymywały wsparcie. Ustawa przewiduje takie rozwiązanie – zaznaczył.

A czy minister zna statystyki? Czy wie, że ponad 80 proc. uchodźców to kobiety z dziećmi? I nawet jeśli część z nich to już nastolatkowie i nie potrzebują żadnej opieki, to wciąż zostaje ogromna grupa wymagająca wsparcia?