Od roku 2015 zmieniała się więc w Lechu kadra piłkarzy i trenerów, ale nie właściciele. Rodzinie Rutkowskich raz się wiodło lepiej, raz gorzej, ale nie widać było z ich strony rozpaczliwych i nieprzemyślanych decyzji. Cały czas można było mówić o dobrej pracy akademii, transferach bardziej udanych niż nietrafionych. Klub zarobił na sprzedaży graczy, brał udział w rozgrywkach europejskich, co też przyniosło mu profity. 

Krótko mówiąc: w Lechu pracowano z głową, a na początku bieżącego sezonu władze postawiły się nawet kibicom o gorących głowach, żądającym zwolnienia dyrektora sportowego Tomasza Rząsy. I Lech zdobył tytuł z Rząsą.

Czytaj więcej

Lech Poznań mistrzem Polski

Gwardia kibiców Lecha często udowadnia, że nie tylko nie zna się na piłce i nie rozumie istoty prowadzenia klubu, ale że bliższe są jej własne interesy niż klub. Gdyby zamiast bić się z policją pod Stadionem Narodowym, kibice Lecha poszli na trybuny dopingować swoją drużynę w finale rozgrywek o Puchar Polski, być może pisalibyśmy dziś o dublecie Lecha Poznań.

Lech wygrał ligę, bo miał w całym sezonie najrówniejszą drużynę i uniknął wpadek, jakie konkurentom przydarzały się częściej. Prowadził już po rundzie jesiennej i mimo że spadał z pierwszego miejsca, ostatecznie wywalczył je na finiszu. Najzupełniej zasłużenie, chociaż walka z Rakowem toczyła się niemal do samego końca i akurat tego przeciwnika nie udało się pokonać ani w lidze, ani w pucharze. 

Lech nie wygrał też z Radomiakiem. Natomiast jesienią w ostatniej chwili doprowadził do remisu na swoim boisku z Pogonią, a w lutym nie dał jej szans w Szczecinie. Zwycięstwo 3:0 przyszło we właściwym momencie, po porażce z Lechią i pierwszych uwagach, w rodzaju: Lech przechodzi kryzys, choć w kolejnym spotkaniu poznaniacy ulegli w Poznaniu Rakowowi.

Ale kryzys zażegnano. Od tamtej pory Lech nie przegrał dziewięciu kolejnych meczów. Podniósł się nawet po przegranym finale Pucharu Polski. Nie chodziło wyłącznie o porażkę z Rakowem, ale prawo serii: to był czwarty przegrany finał Lecha w tych rozgrywkach na Stadionie Narodowym i druga porażka Skorży. A jednak wszyscy jakoś się pozbierali.

Poznaniacy mają najlepszy bilans: najwięcej strzelonych bramek i najmniej straconych. Ponieśli tylko cztery porażki. Antonio Milić i Bartosz Salamon tworzą świetny jak na polskie warunki duet środkowych obrońców. Rywalizacja w drugiej linii jest tak zażarta, że miejsce stracił Tiba, uważany w ubiegłym sezonie za najlepszego pomocnika ligi. Zastąpił go Joao Amaral. Mikael Ishak jest wyróżniającym się napastnikiem, walczącym wciąż o koronę króla strzelców.

Lech oddał do zagranicznych klubów kilku utalentowanych zawodników, ale na ich miejsce przychodzą kolejni. Pierwszym, wybitnie uzdolnionym i jednym z najlepszych w całej ekstraklasie jest Jakub Kamiński, który wkrótce skończy dwadzieścia lat, a od nowego sezonu grać będzie w Wolfsburgu. Klub wziął za niego 10 mln euro.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Maciej Skorża od zawsze współpracuje z Rafałem Janasem i obydwaj dobrze na tym wychodzą. W Lechu doszedł do nich były piłkarz tego klubu i reprezentacji Polski Dariusz Dudka. A do tego wspomniany Tomasz Rząsa. Każdy ma  mnóstwo doświadczeń i osiągnięć z gry lub pracy w kraju i za granicą. Znają się na tym, co robią.

Dla Skorży to czwarty tytuł mistrza Polski w karierze trenerskiej (po dwa z Wisłą i Lechem), ma też trzy zwycięstwa w rozgrywkach o Puchar Polski. Jest więc dziś najbardziej utytułowanym szkoleniowcem w ekstraklasie. 

Skorża w styczniu obchodził pięćdziesiąte urodziny. Lech obchodzi w tym roku setne. I chociaż historycy spierają się co do słuszności uznania roku 1922 za datę powstania klubu, to dla jego sympatyków nie ma to większego znaczenia. Zostali mistrzami Polski i to jest najważniejsze.