Kolejny lockdown nie spadł na nas jak grom z jasnego nieba. Nie jesteśmy winni pandemii, ale jej skala w znacznej mierze zależy od nas. Od naszych osobistych zachowań, decyzji i wzorców, które fundują nam liderzy opinii publicznej, a w pierwszym rzędzie politycy i celebryci. Od społecznej dyscypliny albo jej braku. Musimy to zrozumieć w kontekście strat, które przynosi nagłe wyłączanie gospodarki.
To kwota – a próbowaliśmy to w miarę precyzyjnie obliczyć w redakcji „Rzeczpospolitej" – równa miliardowi trzystu milionom złotych dziennie. Tyle wynosi realna strata, która odbija się na naszym standardzie życia, perspektywach kraju, kondycji naszych firm. Kwoty wyglądają zwykle abstrakcyjnie, zwłaszcza te duże, ale przecież kryje się za nimi masa ludzkich dramatów, bezrobocie, bankructwa, frustracja, a nawet samobójstwa. To naturalny skutek lockdownu. Przy okazji efekt naszego braku dyscypliny.