Problem polega na tym, że białoruski lider uwielbia mówić. Odzywa się prawie na każdy temat. Możliwe, że w ciągu ćwierćwiecza rządów nie wypowiadał się jeszcze tylko o astronomii. A o wszystkim pozostałym – w nadmiarze.
I tu właśnie jest pies pogrzebany. Na każdy bowiem temat ma zdanie – tyle że co kilka dni inne. W czasie poniedziałkowego wystąpienia na przykład zapewniał, że nie ma nic wspólnego z zamordowaniem w Kijowie białoruskiego emigranta Witalija Szyszoua. Ale czy kogokolwiek by zdziwiło, gdyby powiedzmy w najbliższy czwartek ten sam Łukaszenko wystąpił i grożąc oponentom potęgą swoich służb specjalnych, powiedział, że to one zamordowały Białorusina? Myślę, że nikogo.