Szkoła polityczna rozpoczęła się jak zwykle od awantury. Jeden z zerówki PO nazwał prymusa z trzeciej PiS enkawudzistą. Ten zerówkowicz może nie wiedzieć, co to znaczy, bo przecież historii jeszcze nie przerabiali.

– Szczerze mówiąc, mnie to nie dziwi – skarżył się dalej pilny uczeń Kłopotek – bo jest cios za cios i spodziewajmy się dalszych razów, które będą dawane jeden drugiemu.

Jak to po wakacjach, uczniowie największe kłopoty mają z językiem, który rozpuścili na koloniach i obozach.

– Czasami ten język jest nie tyle męski, co babski – tłumaczył licealista Jarosław Gowin. – Nie należy tego mylić z językiem kobiecym.

Gowin, niby dobry uczeń, a twierdzi, że kobieta to nie baba. Wiadomo było, że zaraz do dyskusji włączą się chłopaki z zawodówki, bo oni w gębie są naprawdę mocni: – Ja mogę przyprowadzić swoją armię. I wtedy będzie cieniutko, będą uciekać – chwalił się Lech Wałęsa u "Lisa na żywo". – Jak za pasy weźmiemy i po czterech literach damy, to się nauczą kultury.

W naszej klasie politycznej to się nie spodoba, bo w niej wspomniane cztery litery najmniej służą do nauki kultury. Natomiast Aleksander Kwaśniewski mówił Tomaszowi Lisowi, żeby się nie przejmować: – Nawet najgłupsze działania i wypowiedzi polityków nie powinny nas przerażać.

Olkowi łatwo mówić, bo jest już poza grą i w żadnej paczce go nie chcą. Z kolei na bardzo długie wagary poszedł Jan Rokita i tak sobie pofilozofował w programie "Teraz my": – Polityka składa się z dwóch wielkich dziedzin – słowa i czynu. Żeby być prawdziwym, spełnionym politykiem, trzeba do niej wracać i w słowie, i w czynie. Ja do niej w czynie nie wracam; w słowie – tak, więc nie jest to prawdziwa polityka.

Janku drogi, dziś prawdziwej polityki już nie ma, zostało tylko gadanie bez sensu.