To po co w takim razie składać odwołanie, jeżeli już przesądziliśmy, że doszło do nieprawidłowości ze strony Polski przy umowie? Albo po jakie argumenty mamy sięgnąć przy potencjalnej ugodzie? A prawda jest taka, że piłka jest nadal w grze. Bo wyrok nie jest prawomocny. I choć prawo belgijskie jest bardziej srogie niż polskie, choćby w kwestii płatności – powinniśmy zapłacić całą kwotę niezależnie, czy będziemy się odwoływać od wyroku, czy nie. Jednak ruchów jest jeszcze sporo – a ostateczny wynik nie jest wcale przesądzony. Owszem, sąd dość jednoznacznie stanął po stronie Pfizera. Ale to pierwsza instancja i nie oznacza to, że w kolejnej takie stanowisko zostanie utrzymane. Tym bardziej, że niewątpliwie najbardziej zaskakującym – by nie powiedzieć absurdalnym elementem – jest „obowiązek” odbioru przez Polskę ponad 60 mln dawek szczepionki przeciw COVID-19. Pomijając to, że sąd – wbrew interesowi publicznemu, jakim jest choćby ochrona środowiska – zmusza firmę do produkcji czegoś, co zostanie natychmiast zutylizowane, to są jeszcze inne elementy. Choćby kwestia tego, czy na pewno Pfizer może wyprodukować szczepionkę, której legalność patentowa jest pod lupą. Zarówno w USA, jak i w Europie toczą się liczne procesy dotyczące tego, czy Pfizer nie naruszył przy jej produkcji prawa patentowego.

Czytaj więcej

Krok po kroku, kto zawinił w sporze z Pfizerem. Szerokie tło zamówień na szczepionki

I nawet jeśli wszyscy chcą krwi i pytają, kto jest winny, sprawa nie jest prosta. Owszem, poprzedni rząd popełnił błędy, ale warto przypomnieć realia maja 2021 roku, gdy podpisywano umowę na dziesiątki milionów dawek Pfizera. Dziś łatwo powiedzieć, że była zbędna, bo mieliśmy już inne kontrakty. Wtedy jednak sytuacja wyglądała inaczej. Przypomnę tylko kilka dat. Umowa była podpisywana 20 maja 2021. Tymczasem do 21 maja zamknięte były boiska, do 28 kina i teatry, a dzieci wróciły do szkół dopiero 31 maja. I jeszcze inne dane. W kwietniu 2021 roku umierało nawet 650 osób dziennie, w maju około 200 dziennie. Szczepienia dopiero się rozpędzały, jeszcze zimą obowiązywała ścisła kolejność – najpierw osoby starsze i chore.

Czytaj więcej

„Rzecz w tym”: Umowa bez wyjścia. Kulisy sporu Polski z Pfizerem o szczepionki i miliardy

Kto powinien odpowiedzieć za marnotrawstwo szczepionek

W tym samym czasie Komisja Europejska negocjowała zakup kolejnych 900 mln dawek na lata 2022–2024, czyli po dwie dawki na każdego mieszkańca UE. Trudno było wtedy przewidzieć, jak długo potrwa pandemia. I owszem, teoretycznie Polska mogła tej umowy nie podpisywać i stanąć ramię w ramię z Węgrami, które tak zrobiły jako jedyny kraj członkowski. Ramię w ramię z Viktorem Orbánem, który krytykował wspólne zakupy. I jako jedyny kraj członkowski UE kupował rosyjską szczepionkę Sputnik V oraz chiński preparat Sinopharm, nie czekając na pełne zatwierdzenie przez europejską agencję EMA. Czy w takim momencie było Polskę „stać” politycznie na stanięcie ramię w ramię z Orbanem, zaryzykować złamanie unijnej solidarności i nie podpisać umowy? Być może tak. Ale na pewno nie spotkałoby się to z przyklaskiem ówczesnej opozycji, a obecnego rządu. Zrywając w 2022 roku umowę, rząd zagrał va banque. I być może zrobił błąd, nie odpisując na późniejszym etapie aneksu, w którym Pfizer zgadzał się na lekkie (ok. 15 proc.) zejście ze swoich wymagań w odbieraniu i płatnościach za szczepionki. Jednak prawda jest też taka, że Polska zerwała umowę też z innymi firmami. Z którymi udało się dojść do ugody. Z Pfizerem nie. I na koniec jeszcze jedna liczba: z analizy, którą przeprowadził portal Politico w 2023 roku, szacowano, że zmarnowane w całej UE dawki warte były co najmniej 4 mld euro (ok. 17 mld zł). Czy nie powinny zbiorowo odpowiedzieć za marnotrawstwo?  

Czytaj więcej

Wyrok ws. Polska-Pfizer. Zapłacimy 6 mld za szczepionki, które pójdą do utylizacji

6 mld zł to ogromny cios dla budżetu

I tak. Sytuacja jest dramatyczna, te 6 mld zł, których chce od nas koncern farmaceutyczny, to dla obecnego budżetu ogromny cios. I mogę zrozumieć, że to nie były decyzje tego rządu, że nie uwzględniali tego w obecnym budżecie, który boryka się z dużym deficytem oraz dziurą w zdrowiu. I stwierdzenie ministra finansów „szlag mnie trafił” jest zrozumiałe. Jednak plątanie tego w rozgrywkę polityczną jest nie tylko błędem, ale także jest po prostu nieuczciwe.

Czytaj więcej

AstraZeneca i Pfizer-BioNTech mają kłopoty. Sypią się pozwy o skutki uboczne szczepionek na COVID-19