Donald Trump ma prawo do coraz głębszej
frustracji i niewiele w tej kwestii przynajmniej w najbliższym czasie się zmieni.
Bo – prócz błyskotliwej akcji Delta Force w Caracas – aktywność w polityce międzynarodowej
amerykańskiego prezydenta przynosi same rozczarowania. Pokoju w Ukrainie, mimo
wielokrotnie składanych deklaracji, nie osiągnął. Co więcej, można mieć wrażenie,
że o temacie zapomniał. Choć wybiórczo – bo intensywnie wspiera w węgierskich
wyborach Viktora Orbána, najważniejszego sojusznika Władimira Putina na Starym Kontynencie.
„Przesunął w ten sposób Waszyngton bliżej Moskwy” – komentują krytycy Trumpa
zarówno z Partii Demokratycznej, jak i macierzystej Partii Republikańskiej. Temat zszedł
zresztą na trzeci plan, bo na pierwszym jest nowy konflikt – przedziwna i coraz
bardziej obciążająca Trumpa operacja wojskowa w Iranie.