Gdy dziennikarz „Rzeczpospolitej” Tomasz Krzyżak opublikował na rp.pl wymianę korespondencji pomiędzy gen. Czesławem Kiszczakiem a Lechem Kaczyńskim, stało się coś niezwykłego. Przecierałem oczy ze zdumienia, obserwując emocje i zamieszanie w internecie, jakie ten tekst wywołał. Poruszeni byli zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy PiS. Ale – niestety – to poruszenie jest symptomem pewnego smutnego zjawiska. Pokazuje bowiem, jak zmieniła się nasza polityka w ciągu ostatnich dwóch dekad.

Czesław Kiszczak napisał do Lecha Kaczyńskiego list gratulacyjny po tym, jak ten drugi w 2002 r. został prezydentem Warszawy. Do listu załączył odbitki historycznych zdjęć z Magdalenki. Po miesiącu Lech Kaczyński odpisał, dziękując za gratulacje i za zdjęcia, że docenia znaczenie gestu Kiszczaka, oraz złożył mu życzenia bożonarodzeniowe i noworoczne: „Zdrowia, spokoju i wielu dobrych chwil w Nowym Roku. Z wyrazami szacunku, Lech Kaczyński” – zakończył swój list.

Kaczyńskiego i Kiszczaka bardzo wiele dzieliło. Być może generał prowadził jakąś grę, być może chciał zasugerować politykowi prawicy, że ma w archiwum zdjęcia z Magdalenki, które może upublicznić – wszak PiS od samego początku krytykowało zarówno Magdalenkę, jak i Okrągły Stół, choć obaj bracia Kaczyńscy brali w nim udział. Prawdziwych intencji generała zapewne nigdy nie poznamy.

Prezydent Kaczyński uprzejmie na list odpowiedział. Dziś, gdy PiS historię pisze na nowo, taki list byłby niemożliwy. Dziś nikt nie widzi niuansów. A prezydent Andrzej Duda podczas przemówienia w rocznicę Porozumień Sierpniowych ubolewa, jak wysoką cenę Polska zapłaciła za to, że w 1989 r. doszło do bezkrwawego upadku komunizmu. Tak, kompromisy zawsze, a już szczególnie po latach, wydają się zgniłe. Ci, którzy na potrzeby bieżącej polityki potrzebują czarno-białego obrazu świata, kompromisów nie lubią. Dla nich kompromisy pachną nie historyczną mądrością, ale zdradą.

Dlatego po naszej publikacji wśród tak wielu sympatyków dobrej zmiany zapanowała konsternacja. Gdy w ostatnich dniach pojawiały się różne listy z archiwum Kiszczaka, łatwo było oburzać się na tych, którzy prowadzili z nim korespondencję. Pisali do Kiszczaka, widać: byli zdrajcami. Dlaczego więc do Kiszczaka napisał – już wiele lat po Okrągłym Stole – Lech Kaczyński?

Może dlatego, że zachował się jak człowiek dobrze wychowany, który na list gratulacyjny, nawet od osoby, która stała po przeciwnej stronie historycznej barykady, odpowiada? Bo prezydentowi Kaczyńskiemu nie brakowało klasy, w przeciwieństwie do tych, którzy dziś mienią się być jego spadkobiercami i kontynuatorami jego polityki.

Lech Kaczyński potrafił się wznieść nad podziały, wcale ich nie zafałszowując. Dziś wszystko jest przedmiotem politycznego sporu – i zwykłe ludzkie gesty wydają się nam niemożliwe. Tylko czy polska polityka od tego sporu stała się lepsza? Czy Polska stała się lepszym krajem? Szczerze wątpię.