Reklama
Rozwiń
Reklama

Osłabienie PSL szansą Tuska

Jeszcze w poniedziałek rano wydawało się, że Platforma Obywatelska znalazła się w poważnym kłopocie w związku z personalnymi przetasowaniami w PSL. Politycy PO – z rzecznikiem rządu na czele – nie kryli zaskoczenia, wyraźnie obawiając się rozwoju wydarzeń. Rzeczywiście jeszcze wczoraj rano można się było spodziewać, że nowy lider ludowców będzie potrzebował sukcesu i PO będzie musiała mu w czymś ustąpić.

Publikacja: 19.11.2012 19:10

Michał Szułdrzyński

Michał Szułdrzyński

Foto: Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek

Jednak wszystko zmieniło się po dziwnym kontredansie między Waldemarem Pawlakiem a Januszem Piechocińskim. Pawlak rezygnuje z wicepremierostwa, Piechociński prosi, by został, przynajmniej do marca. Nawet jeśli Piechociński ma inne intencje, jego odmowa wejścia do rządu wygląda raczej na strach niż uprzejmość wobec Pawlaka.

Dlatego nieoczekiwanie to właśnie liderzy PSL, pokazując swą słabość, sprawiają, że Platforma może tę sytuację wykorzystać dla siebie. Brak zdecydowania Piechocińskiego i unoszący się honorem Pawlak dają Donaldowi Tuskowi duże pole manewru. Bo to on w tej chwili może postawić koalicjantowi twarde warunki współpracy.

Gdyby PSL chciało się dogadywać z Prawem i Sprawiedliwością, to i tak obie partie nie uzyskałyby w Sejmie większości. Z kolei Leszek Miller i Janusz Palikot z pewnością chętnie przyjęliby zaproszenie do wejścia do rządu. Tusk mógłby więc teraz pogrillować ludowców tak samo, jak oni grillowali go przez ostatnie pięć lat. Bo PSL Waldemara Pawlaka było partią, która świetnie wiedziała, gdzie w państwie leżą konfitury. Z jednej strony ludowcy dystansowali się od trudniejszych decyzji rządu, a z drugiej czerpali wszystkie korzyści z bycia partią współrządzącą, z dziesiątkami tysięcy dobrze płatnych stanowisk w spółkach, urzędach i agencjach na czele. PSL było de facto partią opozycyjną: kontestowało pomysły ministrów z PO. Odniosło nawet spory sukces, jakim było przedstawienie reformy emerytalnej – napisanej w resorcie kierowanym przez ludowca – jako kompromisu pomiędzy dobrym PSL a bezduszną Platformą.

Donald Tusk ma więc jedyną i niepowtarzalną okazję, by ludowców przycisnąć. Jeśli teraz tego nie zrobi, następne trzy lata przyniosą nam festiwal koalicyjnych sporów.

Komentuje Jarosław Stróżyk

Reklama
Reklama
Komentarze
Bogusław Chrabota: Konferencja w Monachium i presja zmian
Komentarze
Artur Bartkiewicz: PiS, SAFE i Niemcy. Czy interes Berlina musi być sprzeczny z interesem Warszawy?
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Ambasadorowie, SAFE i rozbiór Polski. O co chodzi w kolejnej wojnie PiS
Komentarze
Marek Kutarba: SAFE – czego boi się Jarosław Kaczyński?
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama