Zakończyła się pierwsza faza francuskiej ofensywy przeciwko islamistom w Mali. Operacja "Serwal" jest wielkim i zasłużonym sukcesem armii francuskiej - w ciągu kilkunastu dni islamiści, którzy już podchodzili pod stolicę kraju, zostali wypchnięci ze wszystkich miast na północy Mali.
"Serwal" zakończyła się totalnym sukcesem - w walkach lądowych nie zginął ani jeden żołnierz francuski. Ani jeden Francuz nie został nawet poważnie ranny. Islamiści, podobnie jak w 2003 r. armia iracka, nie byli w stanie stawić czoła o wielokrotnie mniejszej, ale doskonale zorganizowanej i uzbrojonej liczbie żołnierzy francuskich.
Francuski MON podkreśla, że "Serwal" zmierza do końca. Przez najbliższe dni i tygodnie francuskie lotnictwo będzie bombardować islamistów, ale takich ataków będzie coraz mniej i będą one coraz mniej skutecznie. Islamiści bowiem przegrali wojnę, ale od razu zaczęli prowadzić kolejną, zupełnie inną.
Podobnie jak w Iraku dziesięć lat temu, malijscy islamiści po początkowych próbach stawiania oporu po prostu rozpierzchli się po pustyni. Wielu z nich zginęło, ale większość po prostu w małych grupach ukryła się z dala od francuskich dronów, brytyjskich samolotów szpiegowskich i amerykańskich satelitów.
Po pierwszym szoku historia w Mali powtórzy się - tak jak w Iraku islamiści zaczną prowadzić wojnę partyzancką przeciwko Francuzom i armii malijskiej, a także żołnierzom z innych krajów Afryki zachodniej. Pojawią się pierwsze ofiary - już wczoraj dwóch żołnierzy malijskich zginęło w wybuchu IED, tak dobrze znanej niestety także Polakom bomby domowej roboty podłożonej na trasie przejazdu malijskiego patrolu.
Podobnie jak Amerykanie w Iraku, Francuzi nie mogą uciec. I oni, i cała UE poprzez swoją misję szkoleniową, muszą budować sprawne struktury państwa malijskiego. Do czasu, gdy Malijczycy będą w stanie sami jako tako stanąć naprzeciw islamistom, operacja "Serwal" powinna trwać.