Z tego artykułu dowiesz się:

  • Co, poza wysokimi cenami, jest głównym powodem irytacji Polaków podczas codziennych zakupów.
  • Dlaczego klienci coraz gorzej reagują na niektóre rodzaje promocji, mimo ich rosnącej liczby.
  • W których formatach handlowych rośnie presja promocyjna i jaka strategia konkurencyjna za tym stoi.

Głównym powodem irytacji Polaków są palety z nierozpakowanymi towarami, blokujące przejścia i utrudniające zakupy – wynika z lipcowego badania firmy Cursor, którego wyniki „Rzeczpospolita” poznała jako pierwsza.

Palety najbardziej działają klientom na nerwy

Na palety jako powód do irytacji wskazało 31 proc. ankietowanych, 30 proc. nie lubi stać w długich kolejkach do kas, a 26 proc. denerwują inne ceny na półkach niż przy kasie. Kolejne powody do irytacji to mała liczba otwartych kas oraz bałagan na półkach. Eksperci Cursor podkreślają, że choć sklepy coraz mocniej inwestują w standardy ekspozycji i doświadczenie klienta, kupujący wciąż zwracają uwagę na podstawy: drożne alejki, czytelne ceny, dostępność produktów, jasne promocje i sprawną obsługę przy kasie.

– Sklep to dziś nie tylko półka i kasa, ale całe doświadczenie zakupowe. Klient zwraca uwagę na to, czy może swobodnie przejść alejką, szybko znaleźć produkt, łatwo porównać ceny i bez zaskoczenia zapłacić przy kasie – mówi Tomasz Staszczuk, dyrektor ds. merchandisingu, Cursor. – Skoro tylko 8 proc. Polaków deklaruje, że podczas zakupów w sklepach stacjonarnych nie przeszkadzają im żadne tego typu sytuacje, oznacza to, że aż 92 proc. klientów irytuje się na mniejsze lub większe sklepowe patologie – dodaje.

Autorzy badania wskazują, że paleta ustawiona w przejściu, nieczytelna cenówka albo inna cena przy kasie nie są dla kupującego drobnym błędem operacyjnym. To sygnał, że sklep nie zadbał o komfort zakupów. W dużych sieciach widać coraz większą profesjonalizację: lepsze standardy ekspozycji, audyty, planogramy, kontrolę dostępności i wyglądu półek. – O ten efekt dbają też same marki, które chcą, aby ich produkty były dobrze widoczne, właściwie oznaczone i dostępne tam, gdzie klient ich szuka – mówi Tomasz Staszczuk.

Może dlatego takim zainteresowaniem cieszy się choćby temat rabatów za skorzystanie z kasy samoobsługowej, co pozwala wielu klientom unikać kolejek, jak i łatwiej wówczas kontrolować ceny, jakie naliczane są na paragonie.

Czytaj więcej

Kradzieży w sklepach mniej, ale problem rośnie. Złodzieje sięgają po droższy towar

Sklep jak tor przeszkód

Klientów mocno irytuje też chaos informacyjny przy półce. Brak czytelnych etykiet z cenami lub źle oznaczone produkty wskazują 22 proc., 21 proc. przeszkadzają promocje wymagające zakupu kilku sztuk produktu.

To pokazuje, że klienci nie odrzucają promocji jako takich, ale coraz gorzej reagują na oferty, których warunki trzeba rozszyfrowywać przy półce.

Promocje są nadal jednym z motorów rozwoju rynku, jak i walki konkurencyjnej. W pierwszym półroczu sieci handlowe zwiększyły aktywność promocyjną o 6,9 proc. To jednak wpływ głównie dyskontów oraz sieci typu cash & carry – wynika z analizy UCE Research, Hiper-Com Poland i Grupy Blix. Niemniej w ostatnim czasie z racji spowolnienia w branży i wzrostu kosztów wiele firm musiało ograniczyć korzystanie z narzędzia. Analitycy wskazują, że cztery formaty zanotowały spadek ich liczby – najmocniej RTV/AGD o 17,4 proc. oraz drogerie i apteki, ze spadkiem 13,6 proc. Mniejsze spadki widać w sklepach convenience oraz DIY.

Ogółem widać wzrost niemal 7 proc., ale to efekt 27,8 proc. skoku w sieciach cash & carry oraz 25,2 proc. wzrostu w dyskontach. Na plusie także hipermarkety i supermarkety, choć ich wzrosty były znacznie skromniejsze. Autorzy analizy zauważają, że supermarkety, dyskonty i hipermarkety odpowiadają łącznie za blisko 66 proc. wszystkich promocji opublikowanych w I półroczu 2026 r.

– Wzrost aktywności promocyjnej w dyskontach wynika przede wszystkim z rosnącej konkurencji o częstotliwość zakupów. Rynek spożywczy w Polsce jest dojrzały, dlatego sieci takie jak Biedronka i Lidl coraz częściej stawiają na krótkoterminowe, punktowe promocje trwające zaledwie kilka dni, regularnie zmieniając ofertę i zwiększając liczbę komunikowanych okazji – mówi Krzysztof Łuczak z Grupy Blix.

– Z perspektywy klienta sklep działa dobrze wtedy, gdy zakupy są płynne i przewidywalne. Produkt jest dostępny tam, gdzie powinien być, cena jest czytelna, promocja zrozumiała, a przejście do kasy możliwie szybkie. Największe sklepowe problemy często nie wynikają z braku dobrej oferty, ale z niedopracowanej organizacji przestrzeni, komunikacji i zatowarowania półek – dodaje Tomasz Staszczuk.