Z tego artykułu dowiesz się:
- W jaki sposób chińskie platformy handlowe omijają nowe regulacje celne Unii Europejskiej.
- Dlaczego europejskie regulacje mogą nie przynieść takich efektów, jakie Amerykanie osiągnęli w rok.
- Gdzie tkwi przewaga europejskich sprzedawców i jak mogą ją wykorzystać w walce o lojalność klienta.
Od 1 lipca znika od dawna oczekiwane przez branżę internetową zwolnienie celne dla paczek spoza UE do kwoty 150 euro. Dodatkowo każda będzie obciążona kwotą 3 euro, jednak choćby zdaniem prezesa InPostu Rafała Brzoski chińscy sprzedawcy ominą ograniczenia, prowadząc dostawy przez europejskie magazyny. Te działają także w Polsce, a Temu, AliExpress czy Shein w ten sposób mogą nie odczuć w dużym stopniu nowych regulacji. Dopiero za dwa lata ta furtka prawna ma zniknąć na dobre, a do tego czasu polscy sprzedawcy niespecjalnie mogą odczuć zmianę i spadek konkurencji ze strony chińskich platform.
USA wygrywają z Chinami
Amerykanie zlikwidowali zwolnienie celne dla paczek z Chin w sierpniu 2025 r. U nich była to kwota do 800 dol., a z tytułu opłat już po kilku miesiącach budżet zarobił ponad 1 mld dol. Do tego administracja wskazała, że fala paczek z Chin mocno opadła. Początkowo było to nawet 52 proc. spadku ruchu na chińskich serwisach, później liczba przesyłek średnio obniżyła się o ok. 30 proc.
Czytaj więcej
Żaden kraj spoza strefy euro, w tym Polska, nie spełnia obecnie wszystkich kryteriów konwergencji niezbędnych do przyjęcia wspólnej waluty – wynika...
W Europie na podobne wyniki raczej nie ma co liczyć. – Planowane od lipca cła od przesyłek o niskiej wartości spoza UE, w tym z Chin, mogą częściowo ograniczyć tę przewagę i są sygnałem, że Unia Europejska chce wyrównać warunki konkurencji. Trudno jednak oczekiwać przełomu, jeśli nowe regulacje nie obejmą towarów trafiających do klientów przez europejskie magazyny chińskich platform – mówi Agnieszka Kisielewska – koordynatorka e-Izby ds. ceł, partner, szef praktyki akcyzy i ceł w Halcyon.tax. – Dlatego kluczowe jest dalsze wzmacnianie europejskiego i polskiego e-handlu oraz zapewnienie równych reguł gry dla wszystkich uczestników rynku. Tylko wtedy konkurencja będzie opierała się na jakości, innowacyjności i obsłudze klienta, a nie wyłącznie na przewadze kosztowej wynikającej z różnic regulacyjnych – dodaje.
Damian Siusta, menedżer ds. rozwoju Postis w Polsce wskazuje, że w krótkim czasie regulacje rynku mają szansę coś zmienić, ponieważ platformy będą potrzebowały czasu, by się do nowych reguł dostosować. – Niemniej Temu już działa na zasadzie local-to-local, posiadając rozbudowaną sieć magazynów w Europie. AliExpress wydaje się być nieco z tyłu, ale na pewno w świetle nadchodzących zmian lada moment będzie ten model wspierać – mówi ekspert. – Czy wpływ chińskich platform będzie rósł na europejskich rynkach? Na pewno, dopóki towary z dalekiej Azji będą nadal atrakcyjniejsze cenowo. I jak można zakładać, kolejne regulacje tego nie zatrzymają – dodaje.
Chiny kontra polski e-handel
Także zdaniem Bartosza Sawickiego, prezesa Meest Transfer, wpływ chińskich platform na polski e-commerce będzie rósł, bo nie mówimy już wyłącznie o imporcie tanich produktów, ale o pełnym modelu sprzedaży: marketplace, płatność, logistyka, zwrot, refund i obsługa klienta. – Dane o 12 proc. polskich e-sklepów już współpracujących z chińskimi marketplace’ami, kolejnych 21 proc. rozważających taką współpracę i 43 proc. odczuwających presję cenową pokazują, że ten wpływ jest już realny. Co ważne, polskie sklepy zaczynają traktować chińskie platformy jednocześnie jako konkurencję i potencjalny kanał sprzedaży. To zmienia charakter rynku – mówi.
Presja będzie szczególnie widoczna w kategoriach łatwych do porównania cenowo: moda, akcesoria, elektronika użytkowa, dom czy drobne produkty lifestyle. – Klient nie porównuje jednak wyłącznie ceny. Porównuje również dostępność produktu, wygodę zakupu, szybkość płatności, przewidywalność dostawy, prostotę zwrotu i tempo otrzymania pieniędzy z powrotem. Duże platformy są silne, bo optymalizują cały ten proces, a nie tylko sam koszt produktu – wskazuje Bartosz Sawicki.
Według Allegro, wprowadzenie w UE opłaty 3 euro od niskowartościowych przesyłek może częściowo wyrównać warunki konkurencji na polskim i europejskim rynku e-commerce, ograniczając przewagę cenową platform spoza UE, które dziś masowo korzystają z luk w systemie celnym. – Dla rynku przesyłek oznacza to również większą przejrzystość i lepszą kontrolę strumienia paczek trafiających do UE. Kupujący zwracają uwagę nie tylko na jakość i cenę produktów, ale też np. szybkość dostawy czy bezpieczeństwo zwrotów – mówi Marcin Gruszka, rzecznik Allegro. – Cena pozostaje oczywiście ważnym wyznacznikiem z punktu widzenia konsumenta i to jest zrozumiałe, ale jeśli w zalewie tanich produktów, których taniość jest często wynikiem specjalnych państwowych subsydiów, doszczętnie utopimy rodzimych producentów, to obudzimy się w nowej niekontrolowanej zależności od dostawców spoza Europy – dodaje, wskazując, że sytuacja, w której przesyłka z Chin kosztuje mniej niż przesłanie czegokolwiek nawet z jednej dzielnicy Warszawy do drugiej, nie jest normalna. – Pamiętajmy też, że planowana opłata niekoniecznie jest związana z wartością tego, co jest w danej paczce. Na pewno jest to dobry początek i krok w stronę ochrony europejskiej przedsiębiorczości. Ale to ciągle za mało, żeby konkurencja w handlu była w pełni uczciwa i oparta na dokładnie tych samych zasadach – mówi.
Jest na to szansa, choć Polacy wydają na chińskich platformach już kilkanaście miliardów zł rocznie. – Europejskie i polskie sklepy mają dziś szansę zbudować trwałą przewagę konkurencyjną tam, gdzie chińskie platformy są strukturalnie słabe: w jakości obsługi posprzedażowej, szybkości zwrotów i zaufaniu lokalnych konsumentów. Klient, który kupił produkt na Temu i przez trzy tygodnie czekał na zwrot pieniędzy, jest klientem gotowym wrócić do sklepu, który ten problem rozwiąże sprawnie i bez stresu. To nie jest sentyment, to ekonomia lojalności – mówi Paweł Zakielarz, prezes Global24. – Dla polskich e-sprzedawców, którzy zdecydują się zainwestować w tę warstwę operacyjną – lokalną obsługę zwrotów, transparentność procesu, szybkie refundy – presja ze strony chińskich gigantów może paradoksalnie okazać się katalizatorem profesjonalizacji całej branży – dodaje.