Gość przyznał, że Społem próbuje przez 27 skonsolidować swoje działania, niemniej nie idzie to łatwo, bo każda spółdzielnia funkcjonuje w innym środowisku i ma inną strategię rozwoju. - Fakt, że powołano nowy związek świadczy o tym, że spółdzielnie poszukują wspólnych rozwiązań – mówił Jaśkowski.
- Spółdzielnie mają dość samodzielności. Kilka lat temu założyliśmy Krajową Platformę Handlową Społem i ta spółka przygotowuje różne projekty, choćby markę własną Społem, pod którą mamy ponad 4 tys. sklepów – dodał.
Jaśkowski tłumaczył, że problem polega na tym, że nie zawsze spółdzielnie czuły potrzebę konsolidacji. - Widać, że ten proces teraz następuje – ocenił.
- Od 1 kwietnia będę przygotowywał projekt skonsolidowania zakupów. Już nie tylko marka własna, ale również wspólne umowy ogólnopolskie, które byłyby dla wszystkich korzystniejszym procesem – dodał.
Przyznał, że nie ma co liczyć na to, że wszystkie spółdzielnie ten projekt poprą, ale to jest proces. - Najważniejsze, żeby 20-30 największych spółdzielni do tego przystąpiło, a już następne przyłączą się – mówił.
- Duże spółdzielnie powinny pociągnąć całe Społem – dodał.
Logo Społem
Jaśkowski przyznał, że po 1990 r. sklepy nie wyglądały najlepiej. - Były tylko sklepy Społem i na wsiach gminne spółdzielnie, nie było żadnych innych sklepów. Zobowiązano nas do dobrego zaopatrzenia, a nie było gdzie dobrych towarów kupić. Za nami się ciągnie to odium – tłumaczył.
- Dzisiaj nadrobiliśmy bardzo szybko ten czas. Mamy już swoje galerie w dużych miastach – dodał.
Podkreślił, że tradycja jest ogromna, od 1869 r., kiedy powstały pierwsze spółdzielnie w Warszawie. - Ponad 110 lat temu wymyślił dla nas nazwę Społem Stefan Żeromski. To zobowiązuje do tego, żeby ten znak utrzymać – ocenił.
Gość zauważył, że po obrotach widać, iż ludzie do Społem wracają. - Często zaczyna się budzić patriotyzm gospodarczy i niektórzy omijają sklepy dyskontowe – mówił.
Jaśkowski zdradził, że każdego roku otwierane są nowe placówki, ale jest też proces likwidacji, szczególnie małych spółdzielni.
- Jest dyskusja, żeby placówki, które nie przynoszą nam chluby pozbawiać znaku – zaznaczył.
Gość podał, że Społem jeszcze niedawno miało dosyć spory udział w rynku, ponad 6 proc. - W tej chwili jest to ok. 2 proc. - zdradził.
Jaśkowski wspomniał, że w Szwajcarii 80 proc. rynku sklepów spożywczych jest w rękach spółdzielców. - Szwajcarzy mądry naród, oni zawsze popierali swoje. Jeżdżąc tydzień po Szwajcarii zobaczyłem tylko jeden sklep z zagranicznym kapitałem. Niestety u nas się to już nie wróci – stwierdził.
Prezes zdradził, że rentowność najlepszych spółdzielni jest w granicach 1 proc.
Powiedział również, że mając dobre lokalizacje i grunty można dogadać się z deweloperami. - Oni budują mieszkania, a części biurowe są przeznaczane dla spółdzielni w zamian za grunt – mówił.
Jaśkowski zdradził, że na bieżącą działalność często spółdzielnie mają środki. - Kredyty bierzemy, gdy musimy wyremontować piekarnie czy obiekty handlowe – stwierdził.
Przyznał, że Społem chce utrzymać to co ma na rynku. - W Polsce bardzo szybko rozwijają się sklepy z zagranicznym kapitałem. W sposób niekontrolowany 25 lat temu zaczęły te sklepy pojawiać się w Polsce – mówił.
- Dyskonty odbierają nam najwięcej klientów – dodał.
- Nie liczymy na pomoc państwa. Prosimy tylko zawsze polityków, żeby nam nie przeszkadzano i nie uchwalono złego prawa spółdzielczego. Ciągle takie zakusy są. W nowej demokracji od 1989 r. nie ma klimatu dobrego dla spółdzielczości w Polsce - ocenił Jaśkowski.
Gość przyznał, że w Społem zarząd włączył się w proces ograniczenia sklepów w niedzielę. - My handlując w niedzielę praktycznie nie zarabiamy, otwieramy tylko dlatego, że konkurencja otwiera. Mamy problem z pracownikami, tak jak wszyscy. Zatrudniamy już obcokrajowców. Jesteśmy za tym, aby ograniczyć handel w niedzielę – zaznaczył.
- Dla dobra polskich sklepów handel w niedzielę powinien być ograniczony - dodał.