Polacy zakazu handlu nie lubią, jest uciążliwy i choć widzą np. pozytywy dla pracowników, to oceny negatywne przeważają – wynika z badania ARC Rynek i Opinia, które „Rzeczpospolita" opisuje jako pierwsza. Połowa badanych chciałaby powrotu niedziel handlowych, choć w różnych wariantach.

– Co czwarty Polak chciałby, aby dwie niedziele w miesiącu były handlowe. Takie rozwiązanie wydaje się optymalne. Konsumenci rozumieją, że zakaz handlu w niedzielę to gwarancja dla pracowników sklepów choćby jednego dnia wolnego – mówi Adam Czarnecki z ARC Rynek i Opinia. –Dostrzegają też negatywne strony. Zamknięte w niedzielę sklepy to ograniczenie możliwości dodatkowej pracy zarobkowej, np. dla studentów.

Na taką odpowiedź wskazało 34 proc. Polaków, dla 28 proc. zakaz powoduje kłopoty finansowe firm, a dla co czwartego to powód likwidacji sklepów.

Choć od początku obowiązywania ustawy od ponad trzech lat przeważają głosy krytyczne, to jednak PiS chce ustawę zaostrzyć. Zniknąć ma kilka wyjątków, w tym ten dla placówek pocztowych, z którego korzysta coraz więcej sklepów spożywczych wprowadzających odbiór czy nadawanie przesyłek. Zaczęła Żabka, a ostatnio dołączyły Biedronka i Lidl. Posłowie PiS złożyli niedawno w Sejmie projekt nowelizacji likwidującej taką opcję, ale nie wiadomo, kiedy zaczną się nad nią prace. – Rząd wie, że to prowokowanie konfliktu, temat budzi emocje, a tych i tak nie brakuje. Nikomu ta nowelizacja teraz nie pasuje – tłumaczy jeden z posłów partii rządzącej.

Czytaj także: Sklepom mocno brakuje zakupów w niedzielę

– Dla wielu Polaków robienie zakupów w niedzielę jest sposobem spędzania wolnego czasu. To wtedy mogą poświęcić czas rodzinie i znajomym. Najczęściej robią to w galeriach – mówi Kinga Stopczyńska z Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego.

Z czerwcowego badania CBRE wynika, że przeciwników zakazu przybywa – to 55 proc., wzrost o 4 pkt proc. w ciągu roku. W Europie zakaz istnieje w wielu krajach, ale jest luzowany, np. we Włoszech, w Hiszpanii, Niemczech czy we Francji.