– Gospodarka europejska jest otwarta i ściśle powiązana z resztą świata. Jeśli ma ona zachować swoją siłę, musimy zachować czujność. Dlatego właśnie potrzebujemy odpowiednich narzędzi, aby zapewnić, by subsydia zagraniczne nie zakłócały naszego rynku, tak jak robimy to w przypadku subsydiów krajowych – powiedziała Margrethe Vestager, wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej.

Czytaj także: Chińskie spółki mogą być usuwane z giełd w USA

Bruksela przedstawiła w środę białą księgę, która ma zaradzić problemowi subsydiów zagranicznych zakłócających działania rynku wewnętrznego. Rządy państw UE nie mogą wspierać swoich firm, poza wyjątkowymi sytuacjami, jak teraz kryzys wywołany pandemią czy przypadki czasowego wsparcia ściśle kontrolowanego przez KE. Celem jest zapewnienie równych warunków działania na wspólnym rynku dla wszystkich firm w UE.

Ale te ograniczenia nie dotyczą inwestycji z zagranicy. Już wcześniej pojawiały się obawy, że tę sytuację wykorzystują rządy państw nie całkiem rynkowych i nie całkiem demokratycznych, w tym przede wszystkim Chin. Inwestorzy z tego kraju ze wsparciem państwa interesują się przejmowaniem strategicznych firm w UE. Bruksela już na to zareagowała, wprowadzając możliwość ograniczenia udziału takich nierynkowych podmiotów w przetargach publicznych, a także wydając wytyczne dotyczące przetargów na sieci 5G. Teraz jednak pandemia powoduje obawy, że pogrążone w kryzysie gospodarki mniej zamożnych państw UE mogą przyciągać inwestorów z zagranicy. Wyprzedaniu gospodarki Chinom ma zapobiegać z jednej strony potężny program inwestycyjny z funduszu odbudowy (750 mld euro, w tym 500 mld euro dotacji), a z drugiej prawne instrumenty umożliwiające blokowanie takich inwestycji.

W swojej propozycji KE przedstawiła trzy możliwe moduły i zachęca państwa członkowskie do ich analizy i w przyszłości uzgodnienia jednego z nich lub kombinacji. Pierwszy przewiduje możliwość monitorowania całości unijnej gospodarki pod kątem zagranicznych subsydiów. Albo KE, albo organy krajowe, miałyby możliwość analizowania firmy, która z takiego subsydium korzysta. Jeśli uznałyby one, że wsparcie jest nierynkowe, firma musiałaby wprowadzić środki zaradcze, tak jak w przypadku pomocy państwa na rynku UE. Drugi moduł miałby umożliwiać badanie pod tym kątem firm starających się o przejęcie biznesów w Europie. Wreszcie trzeci moduł miałby zapewnić równe warunku dla wszystkich w przetargach publicznych.

W propozycji KE nie pada słowo Chiny, ale wiadomo, że to głównie ta potężna gospodarka jest zainteresowana nierynkowymi działaniami w UE. Sam fakt, że Komisja taki dokument przedstawiła i realne jest wprowadzenie ograniczeń, to wielka zmiana w myśleniu państw członkowskich. Przez lata nie dawało się takich biurokratycznych przeszkód wprowadzić z dwóch powodów. Po pierwsze, oporu krajów obrońców wolnego handlu. – Za każdym razem, gdy w jakimś dokumencie pojawiało się choćby wspomnienie o tym, że w relacjach z Chinami w zakresie działania na rynku wewnętrznym czy wsparcia państwa powinna obowiązywać wzajemność, natychmiast protestowały Wielka Brytania, Holandia i Dania – mówi nam nieoficjalnie jeden z ambasadorów państw UE. Wielkiej Brytanii już w UE nie ma, a Holandia i Dania zmieniły zdanie w obliczu ekspansji Chin.

Po drugie, problemem był entuzjazm części krajów, w tym Polski, do chińskich inwestycji. – Podejście Polski też ewoluowało. Wielu otrzeźwiła pandemia i dezinformacja uprawiana przez Chiny – twierdzi nasz rozmówca. Według niego widać zbliżenie stanowisk w UE w sprawie Chin, z jednym wyjątkiem – Węgier.