Przez lata Europa korzystała z globalizacji: część produkcji przenosiła tam, gdzie była tańsza, a sama mogła koncentrować się na innych obszarach gospodarki. Dziś ten model coraz częściej pokazuje swoje ograniczenia. Między innymi o tych wyzwaniach rozmawiali uczestnicy panelu pt. „Europa pod presją. Czy farmacja zdecyduje o konkurencyjności gospodarki XXI wieku?”

Rosnąca konkurencja ze strony Stanów Zjednoczonych i Chin dotyczy już nie tylko kosztów produkcji, ale także badań, nowych technologii, kapitału i wysoko wykwalifikowanych pracowników. Farmacja jest jednym z sektorów, w których tę zmianę widać szczególnie wyraźnie. W latach 2013–2023 Europa straciła 10 proc. udziału w inwestycjach farmaceutycznych, podczas gdy Chiny o podobną wartość swój udział zwiększyły. Jednocześnie Stany Zjednoczone coraz mocniej zabiegają o przenoszenie na swój rynek produkcji oraz działalności badawczo-rozwojowej.

Problem nie ogranicza się przy tym do samej farmacji. Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku, zwracał uwagę na strukturalną słabość Europy w obszarze badań i rozwoju oraz nowych technologii. Jego zdaniem kontynent nie zbudował podmiotów zdolnych konkurować skalą z największymi graczami amerykańskimi czy chińskimi. W przypadku life sciences dodatkowym problemem pozostaje tempo wdrażania rozwiązań, które miały poprawić europejską konkurencyjność.

Dla Polski oznacza to konieczność poszukiwania nowego modelu rozwoju. Przewagi, które przez lata pozwalały przyciągać inwestycje, czyli niższe koszty, dostępność pracowników czy rozwijająca się infrastruktura nie wystarczą, jeśli kolejnym etapem ma być konkurowanie o zaawansowaną produkcję, badania i technologie.

Nauka i badania bliżej biznesu

Jedną z najważniejszych osi debaty było pytanie o relację między produkcją a innowacyjnością. Europa przez lata mogła rozwijać badania i nowe technologie, jednocześnie przenosząc część procesów produkcyjnych poza kontynent. Z wypowiedzi uczestników debaty wyłaniał się jednak obraz modelu, który coraz trudniej utrzymać. Bez własnego zaplecza przemysłowego trudniej nie tylko zapewnić ciągłość dostaw, ale także budować kompetencje i rozwijać technologie.

Michał Jaros, wiceminister rozwoju i technologii, przekonywał, że właśnie regionalizacja produkcji może być dla Polski szansą na wejście na kolejny poziom rozwoju. Kraj ma już infrastrukturę, kadry i kompetencje przemysłowe, ale powinien zabiegać o lokowanie u nas bardziej zaawansowanych procesów. – Jeśli nie będzie produkcji, nie będzie innowacji – podkreślał.

W tym miejscu pojawiła się różnica w spojrzeniu na to, jak powinien wyglądać rozwój innowacji. Minister Jaros proponował odwrócenie dominującej logiki: zamiast koncentrować się na komercjalizacji badań powstających na uczelniach, większa część działalności badawczej powinna być bezpośrednio związana z przemysłem. – Patenty na uczelniach powstają najszybciej tam, gdzie placówka współpracuje z biznesem – wskazywał Michał Byliniak, dyrektor generalny INFARMA.

Mamy laboratoria i ludzi. Problem zaczyna się później

W ostatnich latach w Polsce powstała infrastruktura, która może być podstawą rozwoju sektora biomedycznego. Agencja Badań Medycznych przeznaczyła miliardy złotych m.in. na rozwój zaplecza badawczego, centrów medycyny cyfrowej czy sieci wspierającej badania kliniczne. Same laboratoria i aparatura nie gwarantują jednak, że powstaną produkty zdolne wejść na rynek. – Mamy infrastrukturę, mamy kompetencje, czas na coś więcej, a więc koordynację tego wszystkiego – mówiła Anna Kowalczuk, prezes Agencji Badań Medycznych.

Właśnie luka między badaniami a wdrożeniem była jednym z najmocniej wybrzmiewających problemów. Tu pojawia się problem instytucjonalny. Perspektywa resortu zdrowia w naturalny sposób koncentruje się na pacjencie, dostępności terapii i kosztach dla systemu. Rozwój przemysłu wymaga natomiast uwzględnienia także inwestycji, miejsc pracy, przychodów budżetowych czy potencjału eksportowego. – Perspektywa medyczna Ministerstwa Zdrowia to zawsze perspektywa pacjenta, to zawsze obniżanie kosztów, to zawsze kwestia dostępności. Aspekt inwestycji potencjału umyka – wskazywała prezes Kowalczuk.

Podobny problem dostrzega branża farmaceutyczna. Jak tłumaczył dyrektor Byliniak, farmacja obejmuje bardzo różne części rynku: inwestycje innowacyjnych firm farmaceutycznych, producentów generyków i substancji czynnych, start-upy czy polskie firmy pracujące nad własnymi innowacyjnymi lekami. To niesie za sobą konieczność odpowiedzi na różne potrzeby poszczególnych segmentów branży i na takie podejście resortów liczymy. Tymczasem odpowiedzialność za warunki ich rozwoju jest rozproszona między różne instytucje.

Farmacja to już nie tylko kwestia gospodarki

Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego, przypominał przypadki, w których problemy pojedynczych producentów lub zatrzymanie produkcji substancji czynnych prowadziły do ograniczenia dostępności leków. – Polityka lekowa jest dzisiaj i powinna być przez państwo i całą Europę traktowana jako polityka realnie wpływająca na bezpieczeństwo – podkreślał.

Na ryzyko związane z uzależnieniem od zewnętrznych dostawców zwracała uwagę również Senator Agnieszka Gorgoń-Komor. Jej zdaniem odbudowa części produkcji w Europie nabiera szczególnego znaczenia w obecnej sytuacji geopolitycznej. – Musimy sobie wyobrazić, co się stanie, jeśli nasze granice zostaną naruszone. Czy nasze dostawy, nasze szlaki leków są zabezpieczone? Wydaje mi się, że na takie pytanie powinniśmy w pierwszej kolejności odpowiedzieć – mówiła senator.

Nie oznacza to jednak konieczności produkowania w Polsce każdego leku czy wyrobu medycznego. Taki scenariusz Gielerak określił wprost jako nierealny. Zamiast pełnej samowystarczalności proponował określenie grupy produktów, których dostępność powinna być zabezpieczona na wypadek przerwania dostaw. – Musimy myśleć kategoriami tego, co jest nam niezbędne z punktu widzenia leków i wyrobów medycznych, aby zagwarantować obywatelom bezpieczeństwo na okres 90 dni – mówił. Na takiej liście powinny znaleźć się przede wszystkim produkty, których brak może oznaczać bezpośrednie zagrożenie dla pacjentów, m.in. insuliny, heparyny, niektóre antybiotyki, sterylne leki iniekcyjne czy podstawowe wyroby medyczne.

Problem dotyczy zresztą nie tylko fabryk. Utrata produkcji oznacza również utratę ludzi i kompetencji, których nie da się szybko odtworzyć. Budowę zakładu można zaplanować i sfinansować, znacznie trudniej w krótkim czasie odbudować zespoły farmaceutów przemysłowych, chemików procesowych czy innych specjalistów.

Bezpieczeństwo lekowe postawiło również pytanie o poziom, na którym powinny być budowane rozwiązania. Polska może rozwijać własne zdolności, ale przy skali globalnej konkurencji część działań może wymagać współpracy europejskiej. Agnieszka Gorgoń-Komor wskazywała na potrzebę skracania łańcuchów dostaw i odbudowy części zdolności produkcyjnych w Europie. – Powinna być umowa na poziomie Unii Europejskiej – mówiła, odnosząc się do potrzeby wspólnego podejścia do bezpieczeństwa i rozwoju sektora. Generał Gielerak z kolei podkreślał, że rozwiązaniem byłoby wprowadzenie wspólnych zakupów leków, a szczególnie tam, gdzie pojedyncze państwa potrzebują niewielkich wolumenów, jak w przypadku części leków sierocych i krytycznych. Połączenie popytu kilku państw mogłoby zwiększać ich pozycję negocjacyjną i ograniczać koszty.

To rozwiązanie wzbudziło jednak zastrzeżenia Anny Kowalczuk. Polska wykorzystuje w polityce refundacyjnej instrumenty dzielenia ryzyka i negocjuje ceny, które należą do najniższych w Europie. Wspólne zakupy nie w każdym przypadku musiałyby więc oznaczać korzystniejszy rezultat. – Trochę byłabym ostrożna ze wspólnymi zakupami, bo właśnie wybieramy tę drogę mocnych RSS-ów – zaznaczała.

Znacznie większa zbieżność pojawiła się natomiast przy pytaniu o to, co robić z oszczędnościami generowanymi przez system. Generał Gielerak wskazywał, że środki uwalniane po wygaśnięciu ochrony patentowej i wejściu leków generycznych czy biopodobnych powinny być przeznaczane na finansowanie innowacji. Kowalczuk podobnie mówiła o pieniądzach uzyskiwanych w ramach instrumentów dzielenia ryzyka.

Polska ma zasoby, ale inwestor potrzebuje sygnału

W globalnym wyścigu nie wystarczy jednak samo posiadanie laboratoriów, wykwalifikowanych pracowników czy dużego rynku. Firmy porównują warunki oferowane przez poszczególne państwa, a konkurencja o inwestycje obejmuje również szybkość procedur, otoczenie regulacyjne i przewidywalność polityki państwa.

Zdaniem Piotra Araka odpowiedzią nie powinno być jednak ściganie Stanów Zjednoczonych i Chin w każdym obszarze. Europa część technologicznego wyścigu już przegrała, dlatego powinna mocniej inwestować tam, gdzie wciąż ma potencjał do budowania przewag. – Musimy sobie uświadomić, że w wyścigu o sztuczną inteligencję Europa przegrała. Nie ma szans na to, żeby w jakikolwiek sposób nawiązać walkę z dwoma konkurentami technologicznymi – mówił główny ekonomista Velo Bank.

Samo wskazanie sektorów, w których Europa może jeszcze budować przewagę, nie wystarczy jednak bez stworzenia warunków do inwestowania. Minister Michał Jaros zwracał w tym kontekście uwagę przede wszystkim na skalę regulacji i potrzebę ograniczenia biurokracji. – My nie mamy żadnych kompleksów w Europie. Polska gospodarka, polscy inżynierowie w obszarze produkcji przemysłowej naprawdę nie mają żadnych kompleksów. Ale to nie oznacza, że mamy się zatrzymać. Możemy rzeczywiście odwrócić ten trend – przekonywał. Jego zdaniem jednym z warunków jest przyspieszenie deregulacji zarówno w Polsce, jak i w całej Europie. – Zbudowaliśmy infrastrukturę, mamy inwestycje, inżynierów, mamy produkcję przemysłową. Teraz czas na kolejne kompetencje w naszej gospodarce – mówił przedstawiciel resortu rozwoju.

Polska ma w tym wyścigu również inne atuty. Michał Byliniak wskazywał m.in. na wysoką pozycję kraju w badaniach klinicznych, rozwinięte kadry i potencjał naukowy. Jednocześnie zwracał uwagę, że dynamika rozwoju badań klinicznych w ostatnich latach wyhamowała, a inne państwa coraz aktywniej zabiegają o ten sam kapitał. Kluczowym problemem pozostaje jednak brak jednoznacznego komunikatu, jaką rolę farmacja ma odgrywać w polskiej gospodarce. – Ogłoszenie strategii a następnie jej wdrożenie powinno być absolutnie fundamentalnym krokiem – mówił dyrektor generalny Infarmy.

Bez takiego kierunku poszczególne elementy systemu rozwijają się osobno. Polska inwestuje w laboratoria i infrastrukturę, finansuje badania, ma przemysł farmaceutyczny, prowadzi badania kliniczne i dysponuje wykwalifikowanymi kadrami. Nie jest jednak przesądzone, czy te elementy złożą się w jeden ekosystem zdolny konkurować o globalne inwestycje. To właśnie w tym punkcie zbiegają się kwestie gospodarki, zdrowia i bezpieczeństwa. Walka o farmację nie dotyczy już wyłącznie tego, gdzie powstanie kolejna fabryka. Dotyczy również tego, gdzie będą prowadzone badania, gdzie zostaną kompetencje i kapitał oraz gdzie za kilkanaście lat będą powstawały nowe terapie.