W piątek stany USA – Kalifornia, Arizona, Kolorado, Connecticut, Massachusetts, Michigan, New Jersey i Waszyngton – a także m.in. Dystrykt Kolumbii, Nowy Jork, Chicago i Denver oraz kilka organizacji ekologicznych złożyły pozwy przeciwko Departamentowi Transportu do Sądu Apelacyjnego Stanów Zjednoczonych dla Pierwszego Okręgu, informuje agencja Reutera. Zaskarżają w nich nowe regulacje administracji Donalda Trumpa, które cofają Amerykę do epoki niekontrolowanych emisji CO2, trucia środowiska i dominacji aut pożerających ogromne ilości paliw.

Biały Dom ignoruje rynek pojazdów elektrycznych

Zmienione normy mają na celu odwrócenie dążenia byłego prezydenta Joe Bidena do zwiększenia wydajności pojazdów spalinowych i elektrycznych, aby chronić środowisko i zdrowie obywateli. Teraz, według szacunków departamentu, nowe normy obniżą koszty użytkowania nowych pojazdów, ale na dziesięciolecia zwiększą zużycie paliwa i emisję dwutlenku węgla.

Prokurator generalny Kalifornii Rob Bonta stwierdził, że nowe przepisy naruszają wymóg, aby normy były ustalane na maksymalnym możliwym poziomie. Koalicja organizacji ekologicznych i konsumenckich również złożyła oddzielny pozew kwestionujący nowe przepisy.

Według ekipy Donalda Trumpa do 2031 roku wszystkie pojazdy w USA mają mieć średnie zużycie paliwa na maksymalnym poziomie 34,9 mil na galon (14,7 km na litr), w porównaniu z 50,4 mil na galon (21,4 km na litr) za rządów Bidena. Jednak organizacje ekologiczne twierdzą, że pojazdy w 2031 roku będą mniej wydajne niż obecne.

Czytaj więcej

Donald Trump przegrał w sądzie. Chodzi o OZE

A władze stanowe zarzucają urzędnikom Trumpa stosowanie kreatywnej księgowości i działania propagandowe na potrzeby listopadowych wyborów. Twierdzą, że administracja ignoruje obecność milionów pojazdów elektrycznych, „co prowadzi do wadliwej i drastycznie zniekształconej analizy »maksymalnego możliwego« poziomu oszczędności paliwa”.

220 mld dol. strat kierowców w USA przez wojnę Trumpa

Wojna z Iranem wywołana przez Donalda Trumpa i Beniamina Netanjahu skutkuje kryzysem paliwowym, który nie ominął USA. Amerykańscy kierowcy płacą od lutego za paliwo znacznie więcej. Władze stanowe poinformowały, że Narodowa Administracja Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (NHTSA) „próbuje ukryć prawie 220 miliardów dolarów utraconych oszczędności paliwowych, czyli pieniędzy, które kierowcy zaoszczędziliby na stacjach benzynowych zgodnie z poprzednimi normami oszczędności paliwa, a które zamiast tego przyniosą korzyści koncernom naftowym”.

Czytaj więcej

Czyje paliwo napędza świat. Prawda i mity Białego Domu

Sekretarz transportu Sean Duffy bronił przepisu, twierdząc, że zmiana norm pozwoli „produkować samochody dostosowane do potrzeb rodzin po niższej cenie”. Departament Transportu poinformował, że przepis obniża średni koszt produkcji pojazdu przez producentów o 1289 dolarów, ale zwiększa koszty paliwa o ponad 1600 dolarów w całym okresie użytkowania pojazdów. Departament stwierdził, że przepis zwiększy zużycie benzyny w USA do 2050 roku o 4,6 proc. – około 121 miliardów galonów – w porównaniu z przepisami Bidena, ale również zwiększy sprzedaż nowych aut.

W 2024 roku administracja Bidena sfinalizowała przepisy mające na celu skłonienie producentów samochodów do produkcji większej liczby pojazdów elektrycznych, aby spełnić rosnące normy zużycia paliwa. Przepisy te zakończą w 2028 r. handel kredytami emisyjnymi między producentami samochodów. Dotychczas wymiana ta była znaczącym źródłem zysku dla producentów aut elektrycznych, takich jak Tesla i Rivian.

Donald Trump od początku kadencji wspiera technologie i przemysł wysokoemisyjny. Podjął m.in. wielotorowe działania, aby ułatwić sprzedaż pojazdów benzynowych, a w zeszłym roku zlikwidował ulgę podatkową w wysokości 7500 dolarów dla kupujących nowe pojazdy elektryczne.