Jak postrzega pan problem z KPO? Koniec końców to fundusze unijne, a więc domena tego ministerstwa.

Już w maju ub.r. złożyliśmy projekt KPO, ale ze względów politycznych nie doszło do porozumienia. Etap negocjacji technicznych został zakończony, czekaliśmy na ruch ze strony KE.

A KE czeka na ruch rządzącej większości.

Kamienie milowe warunkujące uruchomienie KPO zostały uzgodnione. W środę (11.05.2022 r.) zakończyły się prace zespołów negocjacyjnych dot. Krajowego Planu Odbudowy. Doszło do ostatecznego porozumienia w zakresie treści kamieni milowych. Uzgodnione treści zostały przekazane do finalnej akceptacji przez Komisję Europejską a więc przed nami już tylko droga formalna w Komisji Europejskiej co oznacza, że już w najbliższym czasie powinno dojść do formalnego zaakceptowania i ogłoszenia KPO.

Warto było „umierać” za Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego?

Środki finansowe z KPO miały być uruchomione szybko. Miały być też łatwe w rozliczeniu i pomóc nam w postawieniu na nogi gospodarki po pandemii Covid-19. Niezrozumiałe dla nas jest czemu inne kraje bardzo szybko otrzymały te pieniądze, a w naszym przypadku KE zwleka. Jak większość Polaków mamy świadomość, że za problemy z przyznaniem KPO odpowiada polska tzw. opozycja totalna. W trakcie pertraktacji musieliśmy prostować wiele nieprawdziwych informacji na temat sytuacji w Polsce. To też miało przełożenie na czas.

Krążą plotki, że i sam rząd nie pali się aż tak bardzo do KPO, bo może zabraknąć czasu na realizację inwestycji finansowanych z tego programu...

Przynajmniej 50 proc. pieniędzy trzeba wydać do końca 2023 r., a całe rozliczenie jest w 2026 r. Jest jeszcze trochę czasu.

Ale i niemało go już ubyło.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Zgłoś swój projekt w konkursie dla startupów i innowacyjnych firm

WEŹ UDZIAŁ

Każdy dzień jest stratą dla polskich przedsiębiorców, samorządowców czy rządu. Sytuacja nie jest satysfakcjonująca, bo byliśmy jednym z pierwszych krajów, które złożyły gotowy projekt do KE.

Waldemar Buda po przejściu na fotel ministra rozwoju i technologii nadal zajmuje się KPO?

Kwestia negocjacji jest kontynuacją. Waldemar Buda jako wiceminister w naszym resorcie był członkiem polskiego zespołu odpowiedzialnego za te negocjacje. Kwestie techniczne są zakończone. Rolę odgrywają już tylko kwestie polityczne, czyli ustalenia premiera Mateusza Morawieckiego z Ursulą von der Leyen.

Co ewentualnie zamiast KPO? Koleje rozpisują przetargi, które miały być robione z tych pieniędzy. Znajdą się środki, żeby ewentualnie zasypać dziurę?

Część tych przetargów jest związana z przygotowaniem dokumentów. Z powodu skracania horyzontu czasu będziemy kładli nacisk na projekty, które są już przygotowane. To pozwoli jak najszybciej rozliczyć te środki. Jesteśmy w przededniu nowej perspektywy finansowej w polityce spójności. Dla resortu to duże wyzwanie, aby tak ułożyć inwestycje i rozmawiać z innymi ministrami, aby inwestycje realizowane z KPO i polityki spójności nie wykluczały się wewnętrznie albo nie były dla siebie konkurencyjne.

Jeżeli jednak KPO nie będzie to kolej dostanie pieniądze na inwestycje czy zostanie z niczym?

Nie widzę powodu, dlaczego nie miałoby być środków z KPO. To tylko kwestia czasu.

Odnośnie nowej perspektywy - 5 krajów (Grecja, Niemcy, Austria, Litwa, Finlandia) podpisało już umowę partnerstwa (od czego zależy uruchomienie funduszy z nowej perspektywy – red.). A my kiedy ją podpiszemy?

Jesteśmy bardzo blisko jej zawarcia. Bardzo zależy nam, aby jak najszybciej wdrażać nową perspektywę na lata 2021-2027. Mechanizmy są przygotowane, a Polska jest jednym z liderów wykorzystania środków europejskich.

Gdy zaczniemy inwestować już nowe euro, to gdzie pojawią się one najszybciej? W programach krajowych czy regionalnych?

Nad tym wciąż trwa dyskusja w naszym ministerstwie.

A jak wygląda procentowy podział pieniędzy na nowe krajowe i regionalne programy operacyjne?

Mniej więcej 60/40 proc. Chcieliśmy zachować dotychczasowy podział. Jesteśmy krajem, który bardzo dużo pieniędzy z UE daje do dyspozycji regionom. Zarzuca się nam, że jesteśmy państwem scentralizowanym, a tymczasem regiony dysponują 40 proc. środków z UE. I wiele krajów mogłoby się od nas uczyć. Niektóre państwa w ogóle mają problem z inwestowaniem środków europejskich.

Marszałkowie mogą odetchnąć. Ale co z marszałkiem kujawsko-pomorskiego? To temu regionowi Bruksela potrąciła środki z RPO 2014-2020 za kary, które KE nałożyła na Polskę?

Umowy nas obowiązują. Marszałek woj. kujawsko-pomorskiego nie raz powiedział, że fundusze obcięto, ale wie doskonale, że wyrównamy to z budżetu państwa. Inwestycje realizowane w regionie nie są zagrożone.

Już pan wie z czyjej kieszeni rząd wyjmie pieniądze, aby zasypać tę lukę?

Mamy osobne źródła finansowania. Trzeba będzie przelać część środków z Ministerstwa Finansów do tego współfinansowania.

Na skutek Polskiego Ładu samorządy mocno ucierpiały finansowo. Skąd mają teraz wziąć na wkład własny?

Odpowiem pytaniem. Lepiej, żeby środki finansowe pozostały w kieszeniach Polaków czy samorządów?

To chytry argument, ale nie zmienia faktu, że władze samorządowe będą miały problem. Czy zapłacić za wywóz śmieci czy dołożyć do inwestycji, która przyniesie efekty w dłuższym terminie?

Polski Ład to program rządowy finansowany z budżetu państwa. Nasz resort zajmuje się funduszami europejskimi, ale też byłem samorządowcem. W ramach środków, o których mówimy, samorządy skorzystały z wielu możliwości finansowania inwestycji. Kolejne transze pieniędzy, które trafiają do gmin, również pochodzą z Polskiego Ładu. Z perspektywy byłego samorządowca widzę jednak inny problem. Ciągle trwa dyskusja z KE odnośnie wkładu własnego. Z perspektywy KE środki finansowe, które trafiają do kraju członkowskiego są dzielone w proporcji 85/15 proc. Z czego 85 proc. to środki europejskie, a 15 proc. to wkład samorządu. Polityka spójności powinna wyrównywać szanse poszczególnych regionów, miast i miasteczek. Jeżeli mamy podział 85/15 proc. to w obecnej sytuacji duże miasta sobie poradzą, ale małe gminy będą miały problem, aby wygospodarować te 15 proc. Zwróciliśmy się z pismem do KE, aby pozwoliła, aby wkład własny był mniejszy. Liczba inwestycji by spadła, ale gminy mogłyby je w ogóle realizować. Teraz samorządy, które będą mogły skorzystać, zrobią to chętnie. A te, które by chciały, a nie mogą, to nie skorzystają. Wychodzi z tego polityka niespójności. Duże gminy będą się rozwijały jeszcze szybciej, a małe będą miały problem z pozyskaniem środków.

I co Bruksela na to?

Na dzisiaj zgody nie ma. Myślę jednak, że sytuacja na Ukrainie wpłynie na przełamanie impasu.

A możliwa jest gradacja tzn. im mniejszy samorząd tym mniejszy wkład własny?

Poparły nas w tym podejściu Słowacja i Czechy. Nasi sąsiedzi też, uważają, że lepiej zrobić mniej inwestycji na sztuki, ale dać gminom możliwość zorganizowania wkładu własnego, niż stawiać gminę przed wyborem, czy w ogóle realizować inwestycje.

Są jakieś preferencje kierunków inwestycyjnych?

Było promowane zazielenienie. Wszystko związane z ekologią, stanem środowiska naturalnego, czystym powietrzem. Jest też przeniesienie transportu indywidualnego na publiczny, który bardziej oszczędza środowisko naturalne (dużo większe wsparcie będą miały koleje).

Już poprzedni budżet był „kolejowy”. Teraz będzie jeszcze bardziej „kolejowy”?

Z pewnością większy nacisk w transporcie publicznym będzie na koleje, na transport szynowy napędzany energią elektryczną.

Transport publiczny w aglomeracjach i miastach czy też w gminach wiejskich?

W każdym z tych obszarów. Aglomeracje podobnie jak powiaty mogą starać się o dofinansowanie. Z tej perspektywy udało się wymienić wiele autobusów. W dużych miastach też. W mniejszych gminach będzie to można finansować z programów centralnych, ale i z RPO.

Ile pieniędzy mamy jeszcze do wydania z okresu 2014-2020? Bruksela pozwala wydać te środki na pomoc dla Ukrainy?

Komisja patrzy przez pryzmat całej Europy. Różne kraje mają wydatkowanie środków europejskich na różnym poziomie. Słowacja ma np. wydane 60 proc. Z pozostałych 40 proc. może wykorzystać środki na pomoc osobom uciekającym przed wojną. Polska ma wykorzystane 95 proc., a więc te pozostałe procenty to kropla w morzu potrzeb. Potrzebujemy dużo więcej środków, ale to muszą być „świeże” pieniądze. O nie wnioskowaliśmy. Premier Morawiecki zwrócił się do Ursuli von der Leyen w kwietniu br. z pismem w tej sprawie. Wskazał jakie ponosimy koszty w związku z pomocą osobom z Ukrainy i ile nowych pieniędzy na to potrzebujemy.

„Stare” pieniądze były na inwestycje publiczne. Jeżeli pójdą na pomoc dla Ukrainy, to nie zrealizujemy za nie zaplanowanych inwestycji.

Dokładnie tak. I na to naszej zgody nie ma. Polska sobie radzi, ale musimy wykazywać solidarność w ramach całej UE. Nie może być tak, że na jednym państwie członkowskim ciąży tak duże obciążenie, a inne kraje nie chcą widzieć problemu. Potrzebujemy nowego funduszu celowanego na pomoc Ukraińcom, których do Polski napłynęło już ponad 3,4 mln. Czas aby UE udowodniła, że sama hołduje wartościom, na które tak ochoczo się powołuje i że nie są to tylko argumenty potrzebne do atakowania Polski.

Co na to przewodnicząca KE?

To już trzeba pytać w Brukseli. Każdy dzień to dzień straty dla Polski i Europy. Rozumiem, że KE nie ma pewności, co do certyfikacji obecnych środków, ale one są już często uruchomione. Samorządy, gminy i marszałkowie korzystają z tych pieniędzy.

Jakiej kwoty oczekujemy na pomoc Ukraińcom?

Padają różne sumy. Dzisiaj nie jesteśmy w stanie oszacować kosztu, bo nie wiadomo kiedy skończy się wojna, i ile osób z Ukrainy przyjedzie oraz ile ich finalnie zostanie w Polsce. Jest zbyt wiele znaków zapytania.

Kraje, które najbardziej pomagają Ukrainie (m.in. Polska, Rumunia, Słowacja) występują wspólnie z prośbą o nowe dotacje czy robimy to sami?

Wszystkie te kraje postulują, aby środki z UE trafiły do nas. Mówimy też o nowym funduszu odbudowy Ukrainy. Myślimy jak ten kraj będzie funkcjonował dalej. Czy te środki trafią bezpośrednio z UE na Ukrainę, czy przez państwo członkowskie UE, które będzie zajmowało się ich rozliczeniem to druga kwestia. Polska ma w tym obszarze duże szanse.

Jak Ukraińcy oceniają takie podejście?

Mówią, że wszystkie środki, które możemy przeznaczyć na Ukrainę są im niezbędne. Polska jest w grupie państw UE, w których podczas kontroli nie wykryto dużych nieprawidłowości w związku z wykorzystaniem środków europejskich. Nie było zastrzeżeń. To jeden z argumentów dla KE.

Tymczasem na krajowym podwórku pod skrzydła ministerstwa funduszy mają przejść Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP), Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) i…

I Krajowy Zasób Nieruchomości. Te instytucje, zgodnie ze zmianą ustawową, mają trafić do naszego resortu. To dla nas wyzwanie.

Skąd w ogóle ten pomysł?

Są to instytucje, które w dużym stopniu wdrażają środki europejskie przeznaczone dla przedsiębiorców i na badania. Dobrze, że będą znajdowały się w naszym resorcie.

Wydarzy się coś więcej w związku z przejęciem NCBR z resortu nauki?

Powołano już pełnomocnika rządu, który będzie nadzorował NCBR. To Jacek Żalek, który jako wiceminister w naszym resorcie jest odpowiedzialny za departament związany ze środkami europejskimi, które trafiają do NCBR. Pamiętam dyskusję sprzed dwóch lat, że dobrze by było, aby te instytucje znalazły się pod naszymi skrzydłami, aby można było lepiej inwestować i nadzorować środki finansowe.

Mówiło się też nieoficjalnie, że chodziło o odebranie nadzoru nad PARP byłemu już ministrowi rozwoju i technologii Piotrowi Nowakowi?

Mamy nowego ministra rozwoju, a mimo to ww. instytucje pozostaną już w MFiPR.

Wraz z pojawieniem się w resorcie wiceministra Marcina Horały znalazło się i u was CPK. Fundusze z UE zamiast np. na tramwaje Łodzi trafią na mega lotnisko?

Nie ma takiego zagrożenia. To największa inwestycja do zrealizowania, która oddziałuje na politykę regionalną. Każda z jej „szprych” jest prowadzona z innej części Polski. To wiąże się ze strategią rozwoju kraju. Dojazd do lotniska w dużym stopniu będzie drogą szynową. Największy fundusz, który ma zapewnić finansowanie lotniska jest w naszym ministerstwie. To program FEnIKS. Wszystko spina się w jedną całość. Wiceminister Horała jest pełnomocnikiem rządu ds. budowy CPK. Dobrze, że będzie realizował politykę regionalną w tym obszarze.

A co z lotniskami regionalnymi?

To pytanie do ministra infrastruktury. Lotniska regionalne pełnią trochę inne funkcje. Za naszą zachodnią granicą duże lotniska też mają inne funkcje. Generują przychody na dalekich trasach. Regionalne lotniska powodują, że ruch pasażerski odbywa się do tego lotniska. Tak samo jest np. w Dubaju czy Berlinie. CPK ma być dużym, dobrze skomunikowanym lotniskiem, aby pasażerowie mogli jak najłatwiej skorzystać z dłuższych lotów. Lotniska regionalne mają tam dowieźć pasażerów.

Obecnie świat się regionalizuje. Globalizacja jest w odwrocie. Będzie popyt na tyle lotów międzykontynentalnych?

Jesteśmy akurat w trudnej sytuacji po pandemii, ale jeśli chodzi o perspektywę wzrostu, to lotnictwo było najszybciej rozwijającą się gałęzią transportu. Ruch cargo już teraz odbudowuje się bardzo szybko.

- notował Grzegorz Balawender

Grzegorz Puda

Minister funduszy i polityki regionalnej (od 26 października 2021 r.). Wcześniej (od 6 października 2020 r.) pełnił funkcję ministra rolnictwa i rozwoju wsi. Od 15 lipca 2019 r. sekretarz stanu w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju. Tę samą funkcję pełnił w resorcie FiPR. Poseł VIII i IX kadencji. Absolwent zootechniki na Akademii Rolniczej w Krakowie.