Wielkie centrum biznesowe na wzór Singapuru, z bankami i nowoczesnym portem lotniczym, a w lokalnych kurortach i kasynach bawiący się Rosjanie z Moskwy czy Petersburga – tak miał wyglądać Krym. Po zajęciu półwyspu Rosja zadeklarowała wpompowanie weń do końca dekady równowartości 48 mld dolarów. To dziesięciokrotność rocznego PKB tego obszaru, zamieszkanego przez niecałe 2 mln ludzi. – Krym ma niewiarygodny potencjał gospodarczy – przekonywał szef administracji Siergiej Aksjonow.
Oleg Saweliew, rosyjski minister ds. Krymu, zapowiadał korzystne warunki do prowadzenia biznesu, ulgi podatkowe, dzięki czemu miał nastąpić rozwój sektora bankowego, kasyn i turystyki.