<iframe src="http://get.x-link.pl/61a59801-d084-8900-b207-feb05d1a36e4,97841537-1053-fbd9-80c4-e1c665594b5c,embed.html" width="650" height="365" frameborder="0" webkitallowfullscreen="" mozallowfullscreen="" allowfullscreen=""></iframe>

Prawo zamówień publicznych od 1 stycznia przewiduje, że samorząd może zlecać różne prace firmom komunalnym, których jest właścicielem, bez przetargu.

- Obecnie samorząd posiadający swoją własną spółkę komunalną może bez problemu zlecić tej spółce wykonywanie normalnej działalności biznesowej w zakresie usług komunalnych - mówił Fornalczyk.

Gość przyznał, że prywatne spółki komunalne są na z góry przegranej pozycji. - W większości przypadków tak to właśnie wygląda. Samorządy, które chcą zrobić konstrukcję powierzeniową, przyznają, że robią to bo mogą. To jest bardzo niebezpieczne postępowanie – ocenił.

Zaznaczył, że udzielanie zamówienia na okres 4 lat może mieć charakter kroplówki, która ma doprowadzić do tego, że przedsiębiorca komunalny będzie mógł się zrestrukturyzować.

- Kładziemy bardzo duży nacisk na to, żeby wycisnąć efektywności ekonomiczne. Żeby tę spółkę zobowiązać nie tylko do tego, żeby np. kostka brukowa była ułożona, ale żeby to było zrobione zgodnie z określonym z góry standardem – tłumaczył.

Fornalczyk podkreślił, że w usługach komunalnych nie chodzi o to, żeby ktoś zrobił najtaniej. - Chodzi o to, żeby np. czas reakcji był ograniczony do minimum – mówił.

Przyznał, że przedsiębiorca prywatny, który został wyrugowany z rynku może zakwestionować legalność działania i zweryfikować czy beneficjent powierzenia jest podmiotem wewnętrznym.

- Można też złożyć zawiadomienie do prezesa UOKiK wskazując, że gmina/powiat/województwo zawiera porozumienie wyłączające innych przedsiębiorców z rynku – tłumaczył.

Autopromocja
CYFROWA.RP.PL

Jak cyfrowa rewolucja wpływa na biznes i życie codzienne

CZYTAJ WIĘCEJ

Gość podkreślił, że podstawowym błędem samorządów jest to, że nie przykładają wagi do zdefiniowania w uchwale jakie prace mają być wykonywane. - Nie definiują usługi jaka ma być wykonywana w sposób właściwy – ocenił.

Przyznał, że procedura o której mowa jest to bardzo ponętne narzędzie do zarządzania usługami publicznymi. - Bardzo prosto jest stworzyć mechanizm, gdzie na zasadzie czerwonego telefonu spółka wykonuje pewne zadania w ramach umowy, której spółka nie może nie podpisać.

- Niestety jest to obecnie nadużywane. Jest to świetny moment, żeby rozpocząć cywilizowanie tych stosunków między miastem, spółką, a mieszkańcami – tłumaczył gość.

- Jeżeli działamy w warunkach faktycznego monopolu to zawsze na samym końcu cierpi konsument, czyli mieszkaniec. Jeżeli samorządy nadal będą stosowały rozwiązanie nie promujące efektywności to może się okazać, że mieszkańcy będą na tym cierpieć – podsumował.