Sztokholm jest powszechnie uznawany za jeden z najbardziej aktywnych i efektywnych rynków kapitałowych w Europie. W Polsce w ostatnim czasie Szwecja jest stawiana wręcz za wzór. Jakie są czynniki stojące za sukcesem waszego rynku?
U podstaw sukcesu szwedzkiego rynku kapitałowego leży długoterminowe podejście – zarówno na poziomie polityki publicznej, jak i kultury inwestowania. Jedną z kluczowych decyzji było umożliwienie szerokiego rozproszenia ryzyka w całej gospodarce – szczególnie poprzez reformy systemu emerytalnego oraz zachęcanie gospodarstw domowych do uczestnictwa w rynkach kapitałowych. Doprowadziło to do sytuacji, w której znaczna część społeczeństwa ma bezpośrednią lub pośrednią ekspozycję na akcje. Z czasem zbudowało to solidne zrozumienie tego, jak działają rynki oraz dlaczego inwestowanie długoterminowe ma znaczenie. Dodatkowo rozwinęliśmy silny ekosystem: doradców finansowych, inwestorów instytucjonalnych, pośredników oraz spółki giełdowe, które aktywnie uczestniczą w rynku. Co istotne, firmy w Szwecji postrzegają giełdę nie tylko jako źródło kapitału, ale także jako platformę wzrostu, widoczności i ładu korporacyjnego. To zbieżność interesów inwestorów i emitentów stanowi jeden z kluczowych filarów naszego sukcesu.
Tak, jak pan wspomniał, Szwecja słynie z silnej kultury inwestowania długoterminowego. W jaki sposób aktywnie wspieracie i wzmacniacie to podejście?
Wszystko zaczyna się od edukacji. Wiedza finansowa nie jest traktowana jako opcjonalny dodatek – to fundamentalny element dobrze funkcjonującego rynku. Inwestorzy muszą rozumieć podstawowe zasady ryzyka, zwrotu i dywersyfikacji, ale także znaczenie pozostawania na rynku przez dłuższy czas. Istnieje znana idea, często przypisywana Warrenowi Buffettowi, że sukces w inwestowaniu zależy mniej od „timingu” rynku, a bardziej od czasu spędzonego na rynku. Ta zasada została w Szwecji szeroko przyswojona. Jednak sama edukacja nie wystarczy. Musi być wspierana przez dostępne i efektywne narzędzia. Dlatego stworzyliśmy szeroką infrastrukturę inwestycyjną – od funduszy inwestycyjnych i ETF-ów po bezpośrednie inwestycje w akcje. Celem jest uczynienie uczestnictwa w rynku kapitałowym jak najprostszym i intuicyjnym, przy jednoczesnym zachowaniu szerokiego wachlarza możliwości. W tym sensie inwestowanie długoterminowe jest nie tylko promowane – jest ono strukturalnie umożliwione.
Czytaj więcej
W pierwszym kwartale w Europie przeprowadzono więcej IPO niż rok temu. W statystykach mocno zaznaczyła się polska Diagnostyka. Które spółki szykują...
Mówi pan o narzędziach potrzebnych rynkowi. O jakich narzędziach mowa?
To połączenie decyzji politycznych, infrastruktury rynkowej i technologii. Na poziomie regulacyjnym ważną rolę odegrały rozwiązania takie jak konto oszczędnościowo-inwestycyjne (ISK), które obniżyło próg wejścia w inwestowanie. Prosty i przewidywalny system podatkowy zmniejsza bariery i zachęca do regularnego inwestowania oraz utrzymywania inwestycji w długim okresie. Równie istotne są narzędzia cyfrowe. Banki internetowe i platformy inwestycyjne sprawiły, że inwestowanie stało się intuicyjne, przejrzyste i dostępne dla każdego.
Jaką rolę odegrało ISK na waszym rynku?
Konto inwestycyjne było raczej katalizatorem niż czynnikiem zakłócającym rynek. Szwedzki rynek już wcześniej był aktywny, ale to rozwiązanie znacząco obniżyło bariery wejścia. Jego główną zaletą jest prostota i przewidywalność. Inwestorzy nie muszą poruszać się w skomplikowanych przepisach podatkowych dla każdej transakcji, co zmniejsza tarcia i zachęca do częstszej aktywności na rynku. Istotny jest także aspekt behawioralny. Struktura konta pozwala inwestorom popełniać błędy i uczyć się bez ponoszenia nieproporcjonalnych konsekwencji. Jest to szczególnie ważne dla mniej doświadczonych uczestników rynku. Z czasem prowadzi to do powstania bardziej pewnej siebie i aktywnej bazy inwestorów indywidualnych, co wspiera płynność i głębokość rynku.
Polska pracuje nad podobnymi rozwiązaniami. Jakie elementy powinny być priorytetowe, aby powtórzyć ten sukces?
Najważniejszą zasadą jest prostota połączona z elastycznością. Inwestorzy nie powinni napotykać zbędnych ograniczeń dotyczących tego, gdzie i jak mogą inwestować. Choć naturalne jest preferowanie krajowych aktywów, narzucanie takiej preferencji regulacyjnie nie jest ani konieczne, ani efektywne. Zachęty podatkowe są również istotne, ale muszą być stabilne i łatwe do zrozumienia. Przewidywalność buduje zaufanie, a zaufanie jest kluczowe dla długoterminowego uczestnictwa. Wreszcie, reformy te powinny być częścią szerszej strategii. Samo wprowadzenie konta inwestycyjnego nie wystarczy – musi mu towarzyszyć edukacja finansowa, dostępność rynku oraz sprzyjające otoczenie regulacyjne. Z moich obserwacji wynika, że Polska zmierza w dobrym kierunku w wielu z tych obszarów.
To skoro mowa o Polsce: jak ocenia pan potencjał bliższej współpracy między polskim a szwedzkim rynkiem kapitałowym?
Istnieje znaczący potencjał – zarówno strukturalny, jak i strategiczny. Po pierwsze, mamy wspólne rozumienie potrzeby wzmacniania rynków kapitałowych w Europie. To tworzy solidną podstawę do współpracy, szczególnie w kształtowaniu polityk na poziomie UE. Po drugie, region bałtycko-nordycki staje się coraz bardziej zintegrowany gospodarczo. Rosną przepływy handlowe, partnerstwa przemysłowe oraz inwestycje transgraniczne. Rynki kapitałowe naturalnie podążają za tymi powiązaniami. Z naszej perspektywy bliższa współpraca może przybierać różne formy – od wymiany wiedzy i wspólnych inicjatyw po głębszą integrację technologiczną i rynkową. Już teraz mamy przykłady współpracy i zdecydowanie istnieje przestrzeń do jej dalszego rozwoju.
Europa potrzebuje dzisiaj głębszej integracji rynków kapitałowych, np. poprzez Unię Rynków Kapitałowych?
Integracja powinna być pragmatyczna, a nie ideologiczna. Celem nie powinna być harmonizacja sama w sobie, lecz tworzenie realnych korzyści dla uczestników rynku. Kluczowym pojęciem jest interoperacyjność – zapewnienie, że kapitał może efektywnie przepływać między krajami przy jednoczesnym uwzględnieniu specyfiki lokalnych rynków. Lokalne ekosystemy nadal odgrywają bardzo ważną rolę, szczególnie w finansowaniu małych i średnich przedsiębiorstw. Jednocześnie Europa musi szerzej wzmacniać swój rynek wewnętrzny. Rynki kapitałowe nie funkcjonują w izolacji – są ściśle powiązane ze wzrostem gospodarczym, innowacjami i przedsiębiorczością. Jeśli firmy będą widzieć realne możliwości w Europie, kapitał za nimi podąży.
Pytanie tylko, czy głębsza integracja lub nowe regulacje mogą stanowić ryzyko dla rynków wschodzących, takich jak Polska?
Głównym ryzykiem nie jest sama integracja, lecz nadmierna regulacja. Na obecnym etapie Europa potrzebuje reform strukturalnych, a nie dodatkowej złożoności regulacyjnej. Wiele najważniejszych zmian – takich jak zwiększenie udziału inwestorów indywidualnych, reforma systemów emerytalnych czy poprawa dostępności rynku – musi być wdrażanych na poziomie krajowym. Jeśli inicjatywy regulacyjne na poziomie europejskim nie będą z tym spójne, mogą niezamierzenie spowolnić postęp. Dlatego ważne jest skupienie się na reformach, które rzeczywiście wzmacniają rynki.
Nad czym konkretnie należy pracować?
Należy ułatwić proces wchodzenia spółek na giełdę i handlu poprzez uproszczenie ram prawnych i regulacyjnych. Trzeba zmniejszyć złożoność dla inwestorów zagranicznych poprzez uproszczenie procesów inwestycji transgranicznych, promowanie przejrzystego handlu oraz harmonizację systemów post-transakcyjnych w UE, co uprości procesy, zwiększy dostęp do kapitału i obniży koszty inwestowania.
To pozwoli europejskim giełdom lepiej konkurować z rynkiem amerykańskim?
Europejskie rynki już teraz są konkurencyjne pod wieloma względami. Notują wysokiej jakości spółki i przyciągają znaczący kapitał międzynarodowy, w tym ze Stanów Zjednoczonych. Jednak jednym z obszarów do poprawy jest budowanie silniejszej kultury inwestowania oraz większej tolerancji na ryzyko. Jest to ściśle powiązane z udziałem inwestorów indywidualnych i strukturą systemów emerytalnych. Musimy również zadbać o to, aby spółki rozumiały korzyści płynące z lokalnego debiutu giełdowego. W wielu przypadkach europejskie giełdy mogą zapewnić dostęp do globalnego kapitału, oferując jednocześnie bardziej wspierającą i lepiej rozumiejącą bazę inwestorów. Rynek amerykański pozostanie jednak bardzo istotny, zwłaszcza dla niektórych typów spółek. Celem nie powinno być jego kopiowanie, lecz wzmocnienie własnej propozycji wartości Europy.
Mówi pan o debiutach giełdowych – jakie są obecne perspektywy dla rynku IPO w Europie?
Rynek IPO obecnie spowalnia, głównie z powodu niepewności geopolitycznej i zmienności rynkowej. W takich warunkach spółki często odkładają decyzje o debiucie. Nie oznacza to jednak braku zainteresowania. Wciąż istnieje silny „pipeline” firm rozważających wejście na giełdę. Gdy sytuacja makroekonomiczna się ustabilizuje, oczekujemy powrotu aktywności. Historycznie rynki takie jak Sztokholm wykazywały dużą odporność i wierzymy, że trend ten utrzyma się w długim okresie.
Dlaczego tak wiele spółek technologicznych wybiera Sztokholm jako miejsce debiutu?
Kluczowym czynnikiem jest baza inwestorów. Spółki wiedzą, że znajdą tam inwestorów, którzy rozumieją ich modele biznesowe i są gotowi wspierać długoterminowy wzrost. Dotyczy to zarówno inwestorów instytucjonalnych posiadających wiedzę sektorową, jak i bardzo aktywnego segmentu inwestorów indywidualnych. To połączenie tworzy dynamiczne środowisko, w którym spółki mogą płynnie przejść do statusu publicznego. Dodatkowo cały ekosystem – analitycy, doradcy i infrastruktura rynkowa – wspiera ten proces, czyniąc Sztokholm atrakcyjnym miejscem dla spółek wzrostowych.
Jaką rolę odgrywają nowe technologie i platformy cyfrowe w kształtowaniu przyszłości rynków kapitałowych?
Technologia fundamentalnie zmienia sposób funkcjonowania rynków. Inwestowanie jest dziś bardziej dostępne niż kiedykolwiek – wiele osób zarządza swoimi portfelami wyłącznie za pomocą urządzeń mobilnych. Obserwujemy również pojawianie się nowych uczestników rynku, takich jak neobanki i brokerzy cyfrowi, a także innowacje takie jak tokenizacja. Zmiany te obniżają koszty, zwiększają dostępność i poszerzają ofertę produktów inwestycyjnych. Jednocześnie rynki muszą zadbać, aby tej ewolucji towarzyszyły odpowiednie zabezpieczenia oraz edukacja inwestorów.
Czy więc tradycyjne inwestowanie odchodzi do lamusa?
Zdecydowanie nie. Tradycyjne inwestowanie – szczególnie długoterminowe, zdywersyfikowane inwestowanie poprzez fundusze – pozostaje fundamentem dobrze funkcjonujących rynków. Zmienia się natomiast sposób jego dostarczania i wspierania. Technologia, w tym sztuczna inteligencja, będzie wspierać analizy, zwiększać efektywność i dostarczać lepszych narzędzi decyzyjnych. Jednak podstawowe zasady – długoterminowa perspektywa, dywersyfikacja i zdyscyplinowane inwestowanie – pozostaną niezmienne. Przyszłość to ewolucja, a nie zastąpienie.