Fuerdai – czytaj: fu-arr-die – to gatunek wciąż jeszcze w Chinach rzadki, ale budzący coraz większe emocje.

Młodzi (lub wręcz młodociani) przedstawiciele drugiego pokolenia bogaczy, wśród nich ci, którzy ostentacyjnie obnoszą się z majątkiem otrzymanym od rodziców. Tacy jak syn Wanga Jianlina, barona nieruchomości i najbogatszego człowieka w Chinach, który zamieścił w internecie zdjęcia swojego psa noszącego dwa zegarki Apple Watch – po jednym na każdej przedniej łapie.

Prasa z potępieniem opisuje ekscesy i skandale fuerdai – od zdjęć na FB dziewczyny, która z nudą podpala cały stos 100-juanowych banknotów (każdy wart jest ok. 16 dol.), przez publiczne licytacje, kto jest bogatszy (ilustrowane stosownymi wyciągami bankowymi z ogromną liczbą zer), po orgietki czy wypadki samochodowe szybkich, sportowych i bardzo drogich aut prowadzonych przez młodych ludzi.

Partia Komunistyczna wydaje się uważać rozwydrzonych fuerdai za zagrożenie gospodarcze, a może nawet polityczne. Prezydent Xi Jinping zwrócił się do nich w tym roku, radząc „drugiemu pokoleniu", by „zastanowiło się, skąd pochodzi jego bogactwo i jak należy się zachowywać, będąc bogatym".

Artykuł opublikowany przez Departament Zjednoczonego Frontu Pracy, który zajmuje się relacjami pomiędzy partyjną i bezpartyjną elitą, punktował: „Wiedzą tylko, jak chwalić się majątkiem, ale nie wiedzą, jak go tworzyć".

Problem jest jednak realny, bo fuerdai to przyszli przywódcy biznesowi Chin. Rodzinne firmy są kluczowe dla gospodarki kraju – stanowią 85 proc. przedsiębiorstw niepaństwowych i przedkładają długofalowy sukces nad doraźne wyniki kwartalne. Tymczasem większość dzieci przedsiębiorców w Chinach nie pali się do pracy u boku rodziców – wg statystyk aż 82 proc. dziedziców z drugiego pokolenia nie chce przejmować rodzinnych firm ani odgrywać roli w ich zarządach.

Dziennikarz wśród fuerdai – reportaż z Chin o bananowej młodzieży czytaj w grudniowym numerze „Bloomberg Businessweek Polska"