Władze PGNiG już oficjalnie poinformowały największych odbiorców, PKN Orlen i Zakłady Chemiczne Police, o tym, że ograniczenie dostaw jest możliwe. Na razie w ramach obowiązujących kontraktów handlowych, a więc bez konsekwencji finansowych dla PGNiG. Joanna Zakrzewska-Wasicka, rzecznik PGNiG, zapewnia, że te zawiadomienia mają charakter prewencyjny. Dlatego nie zawierają planu zmniejszania dostaw. – Pokrywamy w pełni zapotrzebowanie na gaz naszych klientów – zapewnia rzeczniczka.
Ale nie wiadomo, jak długo taka sytuacja się utrzyma.
– Wszystko zależy od pogody – dodaje Zakrzewska-Wasicka.
W ostatnich dniach, gdy mróz zelżał, popyt na gaz w kraju wynosi ok. 53 mln m sześc. na dobę. Przy spadku temperatury do minus 15 stopni zapotrzebowanie przekroczy 60 mln m sześc. I wtedy mogą się zacząć kłopoty dla odbiorców przemysłowych.
Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej przewiduje, że mrozy utrzymają się przynajmniej do 24 stycznia. Silniejsze mają nadejść w połowie przyszłego tygodnia. Spadek temperatury i wzrost zapotrzebowania spowodują najpewniej, że ogłoszony zostanie 10. stopień zasilania gazem i ograniczenia dla przemysłu staną się faktem.
– Zmniejszenie dostaw dla przemysłu uderzy w wyniki PGNiG – uważa Paweł Burzyński z DM BZ WBK. – Ograniczenie wolumenu gazu o 5 proc. dla odbiorców przemysłowych oznacza blisko 2-proc. spadek łącznej sprzedaży surowca.
Przedstawiciele spółek chemicznych zachowują spokój. Zdaniem rzecznika Polic Rafała Kuźmiczonka krótkotrwałe zmniejszenie dostaw gazu nie wpłynie na wyniki spółki. Zakłady mogą kontynuować produkcję dzięki zapasom, a ewentualne zaległości uda się nadrobić.
Więcej gazu niż Police kupują m.in. Zakłady Azotowe Puławy i to właśnie one były dotychczas najczęściej ofiarą ograniczeń w dostawach. – Ich skutki były widoczne w wynikach kwartalnych – przypomina Grzegorz Kulik, rzecznik spółki.
Deficyt gazu w krajowym systemie miały uzupełnić dodatkowe dostawy z Rosji. Umowa w tej sprawie między PGNiG i Gazpromem, mimo że jest negocjowana już prawie rok, wciąż nie została podpisana. W piątek prezydent Lecz Kaczyński wyraził obawę, czy obecne problemy z gazem nie zostaną rozwiązane kosztem ustępstw wobec Rosji i bezpieczeństwa energetycznego kraju.
[ramka][srodtytul]Andrzej Lipko, prezes PGNiG w latach 1998 – 2001[/srodtytul]
Mamy do czynienia z wyjątkowo dziwną sytuacją, i to z kilku powodów. Z jednej strony Rosjanie przesyłają do Polski więcej gazu, niż zapisano w kontrakcie. To korzystne, ale nie ma pewności, że jeszcze długo potrwa. Należałoby tę kwestię wyjaśnić Z drugiej strony jest wniosek o uruchomienie rezerw strategicznych, tak na wszelki wypadek. Ale PGNiG zawiadamia odbiorców, że mogą dostać mniej gazu, niż zamówili. A jeszcze niedawno słyszeliśmy o tym, że gazu nie zabraknie i w zasadzie uzgodnienia z Rosjanami się zakończyły. Wszystko sprowadza się do tego, że bezpieczeństwo zaopatrzenia naszego kraju w gaz zależy od natury. Wszyscy patrzą na termometr i zastanawiają się, co będzie, gdy temperatura jeszcze bardziej spadnie. To napawa zgrozą. [/ramka]
[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorki
[mail=a.lakoma@rp.pl]a.lakoma@rp.pl[/mail][/i]