Powoli wytwarza się pewien szczególny standard kontaktów obu premierów. Lakoniczny i wygłaszający niewiele znaczące zdania Putin i Tusk dbający o to, by "problemy rozwiązywać, a nie mnożyć" – chcący mówić głównie o gospodarce i z niezwykłą rozwagą poruszający sporne kwestie polityczne. W czasie rozmowy taką sporną kwestią były rosyjskie rakiety za naszą północną granicą. Nie wiadomo, na czym Donald Tusk zbudował opinię, że "czuje się większym optymistą w sprawie rozmieszczenia rakiet w okręgu kaliningradzkim". Poczucie naszego premiera, że Rosja nie wykazuje determinacji w tej kwestii, cieszy, choć nie musi oznaczać przełomu. Znając styl rosyjskiej dyplomacji, wiemy, że w razie potrzeby Kreml w każdej chwili może znów użyć rakietowego straszaka.