— Korespondencja  z Berlina

W budownictwie, gastronomii, sprzątaniu budynków i usługach pielęgniarskich należy się spodziewać częstszych kontroli niemieckich władz. Zapowiedzieli to we wczorajszym wywiadzie dla „Welt am Sonntag" szefowie resortów finansów i pracy.

W tym celu wzmocnione zostaną służby kontroli pracy na czarno podległe ministrowi finansów, sprawdzające w zakładach przestrzeganie przepisów o warunkach pracy i płac. Ma to zapobiec dumpingowi płacowemu, o czym mówią bez ustanku związki zawodowe.

Nieuczciwym przedsiębiorcom grożą drakońskie kary, sięgające nawet 500 tys. euro w przypadku zaniżania stawek płacowych poniżej określonego minimum czy też machinacji z odpisami na ubezpieczenia społeczne. To dobra wiadomość dla tysięcy imigrantów zarobkowych z Polski, na których czekają Niemcy po całkowitym otwarciu wczoraj rynku pracy.

500 tys. euro to maksymalna kara za zaniżanie płac poniżej określonego minimum

– Czy przybędą do nas ci, na których nam szczególnie zależy? – pytają z troską niemieckie media, przypominając, że rynki otworzyły też Austria i Szwajcaria, a wiele państw UE uczyniło to znacznie wcześniej.

Niemcy widzieliby najchętniej samych doświadczonych inżynierów, techników dla przemysłu metalurgicznego, kierowców, lekarzy i pielęgniarki ze znajomością niemieckiego czy informatyków. Ilu takich fachowców przybędzie, nie wie nikt. Eksperci są jednak przekonani, że spóźnione otwarcie rynku nie rozwiąże na stałe problemów ze spodziewanym z powodów demograficznych brakiem siły roboczej.


 

Autopromocja
Podwajamy subskrypcje

Kup kwartalną e‑prenumeratę, a my przedłużymy okres Twojej subskrypcji

KUP TERAZ