Patrząc z punktu widzenia prognoz, Europejskiego Banku Centralnego, Komisji Europejskiej czy OECD, można zaryzykować stwierdzenie, że krok po kroku strefa euro zaczyna wychodzić na prostą. Ale ten proces wychodzenia jest bardzo powolny i nie należy oczekiwać spektakularnych wyników – stwierdziła Małgorzata Zaleska, członek zarządu Narodowego Banku Polskiego, podczas debaty „Polska w drodze do euro", która odbyła się w poznańskiej Concordii Design.

Nadzieje na poprawę sytuacji

Według ostatnich prognoz Europejskiego Banku Centralnego gospodarka strefy euro skurczy się w 2013 r. o 0,1 proc., a w kolejnych dwóch latach będzie się rozwijała w tempie odpowiednio 1,1 i 1,5 proc. Komisja Europejska spodziewa się, że PKB strefy euro zwiększy się w 2014 r. o 1,4 proc.

– Strefę euro mają uzdrowić reformy, ale tu – można powiedzieć – wciąż jesteśmy jakby na rondzie, jeździmy w kółko i szukamy wyjścia. Nie zostały bowiem rozwiązane wszystkie problemy, które legły u podstaw kryzysu. Społeczeństwa wciąż żyją ponad stan, towarzyszą temu krótkie cykle wyborcze, które nie sprzyjają reformom – zwraca uwagę Zaleska.

– Wciąż zatem jest dużo kwestii do rozstrzygnięcia. A niestety, im będzie lepiej w strefie euro, tym bardziej może spaść skłonność do reform – dodaje.

Bardziej optymistycznie na kondycję europejskiej gospodarki patrzy Zbigniew Włodarczak, dyrektor finansowy Solaris Bus & Coach, producenta autobusów i trolejbusów.

– Nie odczuliśmy specjalnie spowolnienia gospodarczego. Rok 2013 będzie dla nas rekordowy, jeśli chodzi o sprzedaż. Dla nas lata wyborcze są korzystne, bo samorządy i rządy kupują więcej autobusów. Nawet we Włoszech jest sporo przetargów. Dlatego z optymizmem patrzymy w przyszłość – mówi Włodarczak.

– Dziś w Niemczech sprzedajemy ok. 300 autobusów rocznie, liczymy na zwiększenie sprzedaży we Włoszech i Hiszpanii. 2014 r. może być dla nas wręcz lepszy– dodał.

Zdaniem Ryszarda Grobelnego, prezydenta Poznania, kryzys w strefie euro sprawił, że wzrosło zainteresowanie Polską ze strony globalnych inwestorów. – Chęć obniżenia kosztów spowodowała poszukiwanie nowych rozwiązań. Bardziej chodzi tu o działalność z dziedziny obsługi biznesu niż przemysłu – stwierdza Grobelny.

Autopromocja
#NowaRp.pl

Znacznie więcej niż wiedza

ZAPRENUMERUJ

– Oczywiście możemy powiedzieć, że Europa zaczyna wychodzić na prostą, ale i tak traci przewagę na świecie. To także obserwacja na podstawie kontaktów z innymi miastami. Europa podobnie jak Stany Zjednoczone nie jest w stanie zwiększać popytu i generuje sztuczny popyt – podkreśla prezydent Poznania. – A tak naprawdę np. kondycja finansowa miast jest dużo słabsza niż przed kryzysem. Niemieckie gospodarki miejskie przeżywają kryzys, podobnie jak włoskie czy np. litewskie – dodaje.

Przemysław Trawa, wiceprezes Międzynarodowych Targów Poznańskich, przywołuje przykład targów jako barometru sytuacji gospodarczej. – W ostatnim czasie zaobserwowaliśmy właśnie spadek aktywności wystawców. Zawsze, jak zaczyna się kryzys w strefie euro, to my to odczuwamy drastycznie, wystawcy się wycofują – ocenił Trawa. – Teraz największy kryzys w wystawiennictwie jest w Hiszpanii, to spadki rzędu 60 proc. Na szczęście my mamy duży rynek wewnętrzny – dodał.

Czy warto?

Małgorzata Zaleska przypomniała, że Polska, kiedy wchodziła do Unii Europejskiej, zadeklarowała wejście do eurolandu, choć bez żadnej daty.

– Powinniśmy wziąć pod uwagę czynniki zewnętrzne i wewnętrzne. Powinniśmy analizować, jak zmieni się strefa euro po reformach, bo strefa euro, do której będzie przystępowała Polska, będzie już inna. Pamiętajmy choćby o skutkach unii bankowej. Strefa euro w przyszłości będzie też pewnie droższa niż obecnie. Uczestnicy strefy euro będą musieli ponosić koszty ratowania innych krajów – podkreśla Zaleska. – Pamiętajmy też, że pozostawanie poza strefą euro i innymi gremiami (unia bankowa) oznacza większą suwerenność działania, ale także mniejszy wpływ na decyzje dotyczące Unii Europejskiej – dodaje.

Zaleska zwraca uwagę, że chodzi o to, by tak przygotować gospodarkę, by była ona konkurencyjna i „by wracała do punktu równowagi bez użycia takich instrumentów jak stopy procentowe czy kurs walutowy". – Czeka nas więc sporo wewnętrznej pracy. Ale te zmiany są pożądane nie tylko z punktu widzenia przygotowywania się do wejścia do strefy euro – ocenia członek zarządu NBP.

Według Zbigniewa Włodarczaka Polska i polscy przedsiębiorcy skorzystaliby na wejściu do strefy euro. – Udział eksportu w sprzedaży Solarisa za 2013 r. to ponad 75 proc. Nam więc na tym zależy, wydaje nam się, że będziemy inaczej postrzegani na Zachodzie, podobnie jak inne firmy z Polski – mówi. – Im bliżej będziemy wspólnoty walutowej, tym nasza konkurencyjność wzrośnie i postrzeganie nas się zmieni – dodaje Włodarczak.

Dyrektor finansowy Solarisa zwraca uwagę na ryzyko kursowe. – Ono jest istotnym elementem dla każdego eksportera i importera. Część dostawców z Polski już przekonaliśmy do rozliczania się w euro, dzięki temu mamy naturalny hedging – podkreśla Włodarczak. Dodał, że jego firma przy kalkulacjach stosuje obecnie kurs 4,1 zł za euro. – Wszystko wskazuje na to, że w 2014 r. też zostawimy ten poziom. On jest dobry dla eksportu, dla krajowej sprzedaży trochę mniej. W tym roku dzięki kursowi nasze wyniki w eksporcie będą lepsze – mówi Włodarczak.

Jak przekonać Polaków

Ryszard Grobelny uważa, że dla „gospodarki miejskiej nie ma znaczenia, czy mamy złotego czy euro". – Ale wspólna waluta ma znaczenie dla obywateli. Wspólna waluta chroni ich przed gwałtowną dewaluacją, czyli dodatkowym opodatkowaniem – wskazuje prezydent Poznania.

Jego zdaniem rezygnacja z pewnego istotnego aspektu suwerenności to jednak społecznie istotna sprawa. – Jako jedyni mamy złotego, to powód do dumy, ale przyjęcie euro ułatwiłoby nam kontakty zagraniczne, choć na co dzień dużej różnicy by nie było – ocenia Grobelny.

Zdaniem Małgorzaty Zaleskiej, jeśli polskie społeczeństwo słyszy, że strefa euro boryka się z problemami, to od razu rośnie liczba przeciwników wejścia do euro. – Faktycznie, euro samo w sobie nie oznacza sukcesu, nie chroni przed kłopotami. Polskie społeczeństwo obawia się też wzrostu cen po wejściu do euro, ale przed tym można się zabezpieczyć – zwraca uwagę Zaleska.

Zdaniem Grobelnego w kontekście planów wejścia do euro w Polsce musi zwiększyć się skłonność do reform. – Dlatego Polska potrzebuje elementu mobilizacji i euro takim elementem jest. Euro powinno być świetnym motywatorem do takich zmian – mówi prezydent Poznania. – W perspektywie kilkudziesięciu lat może się okazać że naszym głównym partnerem może być np. Azja. Stąd pytanie, czy ktoś będzie wiedział, co to jest złoty. Może więc lepiej być częścią większego bloku – zastanawia się Grobelny.

Także Zbigniew Włodarczak uważa, że polskie firmy nie mogą się skupiać na eksporcie tylko do Unii Europejskiej. – Jeśli bylibyśmy w grupie wspólnej waluty, postrzegano by nas jako mocniejszych w tej światowej konkurencji – ocenia.

Wiceprezes MTP uważa, że dziś głównym hamulcem w przystępowaniu do strefy euro jest system społeczny, a nie ekonomiczny. – Brakuje tego entuzjazmu, co jest właśnie wynikiem kryzysu – podkreśla Przemysław Trawa.

– Mam nadzieję, że za kilka lat Polska będzie płatnikiem netto. I jeśli jako Polak będę płatnikiem netto, to będę chciał mieć wpływ na decyzje podejmowane w całej Unii. A boję się, że jak będziemy poza eurolandem, to o naszych wydatkach nie będziemy decydować – podsumowuje prezydent Poznania.