Ten znakomity i przebojowy serial zaskoczy przede wszystkim tych, którzy „Lalkę” przeczytali. Choć pewnie jest ich coraz mniej. Z kolei ci, którzy sięgną po powieść po obejrzeniu serialu – oby tak było! – odkryją w nim fundamenty, na których autonomiczny scenariusz zaprojektowali Paweł Demirski, Jagoda Dutkiewicz i Paweł Maślona, również reżyser.

Reklama
Reklama

Być może najpierw przecierać będą oczy ze zdziwienia, a potem – mam taką nadzieję – uniosą kciuk do góry, akceptując to, że klasyczną powieść każdy może sobie przeczytać sam, zaś współcześni nam artyści są również po to, żeby znane już motywy przenieść w nowy wymiar i sprowokować do rozmowy nie tylko o przeszłości, lecz o tym, jak wynikające z niej problemy rozwiążemy w przyszłości.

„Lalka" Netfliksa jak dzisiejsza polityka

W związku z tym, że nie tylko w świecie seriali królują remiksy, dostaliśmy też po pierwszych czterech odcinkach, które są groteskową grą z oryginałem, dwa odcinki ostatnie zrealizowane w aurze sensacyjnej pod hasłem „ciąg dalszy właśnie nastąpił”. Zaś ja sądzę, że twórcy i Netflix byliby lekkomyślni i przegrani jak Wokulski i Łęcka z powieści Prusa, gdyby nie zaproponowali kolejnego sezonu, gdy przecież Łęcka i Wokulski z ich serialu mocując się z problemami powieściowych bohaterów, udowadniają, że stać ich na przełamanie indywidualnej niemocy i społecznych ograniczeń.

Godne podkreślenia jest to, że Netflix – globalny Netflix, który odniósł w Polsce sukces zreinterpretowanym „Znachorem” oraz kreacją „1670”, drąży temat podziałów, jaki w Rzeczpospolitej jest aktualny, bez względu na to, czy rządzi Jan Korybut Wiśniowiecki, Ignacy Mościcki czy ludowy trybun z kibolską przeszłością Karol Nawrocki, który pokonał w wyborach prezydenckich inteligencko-lemingowego Rafała Trzaskowskiego. Chodzi o napięcia między arystokracją, szlachtą, inteligencją, elitami miejskimi a tymi, którzy są ludem lub za lud się uważają. Niekoniecznie smoleński. Jak się bowiem okazuje – pochodzenie i koneksje wciąż miewają większe znaczenie niż zarobione z talentem pieniądze, czego Wokulski na tle podupadającej, ale wciąż trzymającej władzę arystokracji jest najlepszym potwierdzeniem.

Czytaj więcej

Paweł Demirski: „Lalka" Netfliksa, czyli rewers znanych czytelnikowi wydarzeń

A jeśli tak – to Netflix nie mógł znaleźć do swojego projektu twórców bardziej adekwatnych niż Paweł Demirski i Paweł Maślona.

Demirski we współpracy ze swoją byłą już partnerką, reżyserką Moniką Strzępką, bodaj jako pierwszy przeorał w polskiej kulturze po 1989 r. temat ludowości i chłopsko-robotniczego pochodzenia oraz kompleksu, zanim jeszcze Polacy przypomnieli sobie, że umieją czytać dzięki bestselerowi „Chłopki. Opowieść o naszych babkach” autorstwa Joanny Kuciel-Frydryszak.

W spektaklach „Niech żyje wojna!”, „Był sobie Andrzej Andrzej Andrzej i Andrzej”, a zwłaszcza „W imieniu Jakuba S.” i „Nie-Boska komedia. Wszystko powiem Bogu” Demirski przypominał, że ucieczka w ekranizacje „Zemsty” i „Pana Tadeusza” pomija życie i problemy być może nawet 90 proc. polskiego społeczeństwa o nieszlacheckich korzeniach.

Magdalena Cielecka jako Wąsowska

Magdalena Cielecka jako Wąsowska

Foto: R.Palka/Netflix

Ludyczny Rzecki w wykonaniu Dariusza Chojnackiego

Teraz Wokulski w ich imieniu rzuca tę prawdę elitom w twarz, wypominając wegetowanie na pracy tych, których rodziny mają przeszłość pańszczyźnianych chłopów. Z kolei absolutnie przebudowany wątek Rzeckiego (Dariusz Chojnacki) i jego związku z Marianną (przebudowany, ale mieści się w logice ratowanych przez Wokulskiego ludzi – właśnie Marianny z przeszłością prostytutki oraz Węgiełka), wprowadza na serialowe salony chłopskich bohaterów, którzy gdy tylko dostają szansę, mogą prowadzić sklep nie gorzej niż Wokulski.

Szczególnie dotkliwy i przejmujący jest wątek Marianny (Maria Kania), od której znacząco zaczyna się serial, gdy zostaje służącą Łęckiej, przyjęta do pracy przez jej kuzynkę Florentynę (Julia Wyszyńska). W serialu, który czerpie z wielu polskich powieści, Marianna jest na początku postacią z „Granicy” Nałkowskiej, gdzie służba ma wstęp tylko na kuchenne schody i je to, co jaśniepaństwo pozostawili na talerzach. Marianna staje się też sexy doll pewnego arystokraty, jakby wciąż obowiązywało średniowieczne prawo pierwszej nocy. Wstrząsająca scena w pałacowym łóżku uzmysławia silniej istotę relacji pan–chłopka, a także patriarchalizmu w relacjach mężczyzna–kobieta niż niejedna naukowa dysertacja. A ma też swoją kryminalną pointę!

Czytaj więcej

Maciej Kawalski. Reżyser z dyplomem lekarza

Cały ten aspekt serialu nie jest wszakże monopolem Pawła Demirskiego w kwestii „panowie i chamy”, bo przecież scenarzysta i reżyser filmu Paweł Maślona dał nam wiele na ten temat do myślenia w „Kosie” o Tadeuszu Kościuszce. Przypomnijmy: Kościuszko wraca ze Stanów Zjednoczonych do Polski, by walczyć o uratowanie jej suwerenności, tymczasem towarzyszący mu wyzwolony czarny niewolnik z Ameryki podkreśla niewolnictwo polskich chłopów. Jak mają walczyć o wolność kraju, gdy szlachtę bardziej interesują pieniądze ze żniw, jakie bez pańszczyźnianych robotników się nie odbędą?

W „Kosie” mieliśmy wątek sensacyjno-kryminalny rosyjskiego śledztwa. W „Lalce” też go mamy. Tym razem twórcy serialu mogli się zainspirować „Ziemią obiecaną” Reymonta, chodzi bowiem o drapieżną rywalizację w dziedzinie przemysłu, gdzie jak wiadomo posiadacze wielkiego kapitału podpalają sobie fabryki, niszcząc konkurencję i walcząc o ubezpieczenia. Na tym tle, gdy trwa śledztwo prowadzone przez policmajstra (Mirosław Zbrojewicz) – policmajstra-filozofa, dodajmy! – oglądamy jedną z wielu znakomitych scen, gdy Łęcka i Wokulski muszą grać w jednym duecie, jak w operetce, zaśmiewając się do rozpuku między kolejnymi ariami kłamstw, służących wspólnej sprawie.

Sandra Drzymalska jako Łęcka

Trudno też powstrzymać śmiech podczas sceny balu napisanej zgodnie z zasadą z „Wujaszka Wani”, że gdy na ścianie wisi strzelba – musi w końcu wystrzelić (Paweł Demirski przepisał w teatrze dramat Czechowa). Mamy kanonadę dramaturgicznych fajerwerków przygotowanych z wielu wątków: absztyfikanta Łęckiej z pistoletem w ręku, tańca Wokulskiego z Łęcką oraz kolejnej ciąży jednej z arystokratek (wątek konserwatywnej polityki prorodzinnej). Kolejne pointy i race humoru są odpalane z piekielną precyzją, a choć wydarzają się też dramaty – groteska zmusza do oczyszczającego śmiechu. Także podczas kłótni Łęckiej i Wokulskiego, bo Łęcka napisana dla Sandry Drzymalskiej jest wybuchowa i sypią się z jej ust epitety okołofizjologiczne w tonacji uważanej za wulgarną. A przecież komiczne.

Docieramy do sedna sprawy: jaka jest nowa Łęcka, a jaki nowy Wokulski na tle kreacji Beaty Tyszkiewicz i Mariusza Dmochowskiego w filmie Wojciecha Hasa z 1968 r. oraz Małgorzaty Braunek i Jerzego Kamasa w serialu Ryszarda Bera z 1977 r.? Mam wrażenie, że casting do serialu o przełamywaniu klasowych granic podporządkowany był zasadzie, by widza zaskoczyć nieszablonowym myśleniem i wyborem. By dać aktorom szansę na zagranie ról nie „po warunkach”, lecz by ją musieli wykreować dzięki aktorskiemu talentowi i sile osobowości. Odpowiada to zresztą w serialu życiowej prawdzie, że „nie szata zdobi człowieka”. I powierzchowność.

Sandra Drzymalska – drobna i obdarzona oryginalną urodą dzisiejszych dziewczyn, wyłamuje się z kanonów XIX wieku oraz salonowych zasad dla panienek z dobrego domu. Zanim weźmie sprawy we własne ręce potrafi popatrzeć z politowaniem na natarczywego absztyfikanta czy patriarchalnego dziada takiego jak baron Krzeszowski (znakomity Piotr Adamczyk!) albo na fajtłapowatego Wokulskiego, który nie umie tańczyć i nie potrafi się zachować. A potem posłać z oczu błyskawice lub nawyzywać od najgorszych. Wszystko to na drodze do przemiany, która jest zarówno emancypacją, jak i dojrzewaniem do prawd o drugim człowieku wyzwolonych z klasowych ideologii.

Tomasz Schuchardt jako Wokulski

Kiełkujące uczucie Izabelli do „handlarza” zarówno przełamuje stereotypy, jak i wywołuje nawroty arystokratycznego wstydu oraz zażenowania gorsze niż globus, czyli migrena. To ewidentna hass-liebe, czyli miłość pomieszana z nienawiścią, która ma zaskakującą liczbę suspensów w różnej postaci w wielu gatunkach. Do końca nie wiemy w co oni właściwie grają. Oni pewnie też nie wiedzą, co się z nimi dzieje! – zarówno podczas pięknej sceny oświadczyn w operze na tle baletu, blisko ołtarza i blisko sypialni pałacu w Radziejowicach.

Blisko, ale przecież licytacja kamienicy, wątek fabryczny, motyw szpiegowania czy wreszcie Starski (Piotr Pacek), kuzyn Izabeli, o wiele bardziej demoniczny niż w powieści – mogą sprawić, że do in flagranti nie dochodzi, choć fantazje seksualne bohaterowie, i owszem, mają.

Czytaj więcej

„Lalka”. Zaczęła się wojna na trailery. Jesienią film i serial

Tomasz Schuchardt z pewnością bliższy jest roli Dmochowskiego niż Drzymalska Tyszkiewicz i Braunek, a przecież to całkowicie autonomiczna kreacja, człowieka, któremu nawet nie spełnienie marzeń, a ich bliskość potwierdza prawdę „Ostrożnie z marzeniami”. Stanisław jest rodzajem sondy wypuszczonej z grona ludzi przedsiębiorczych – w środowisko przebrzmiałych arystokratów. Swoją energią i pomysłowością obnaża ich niemoc, ale też – co jest podstawą dramatu głównego bohatera – własne kompleksy, brak wiary w siebie i w lepszy świat. On dla siebie zawsze jest gorszy od nich. Ma więc o co walczyć. I to robi. Zarówno w sklepie, jak i realizując nowe technologiczne inicjatywy z pomocą wynalazcy Ochodzkiego. Mateusz Król gra go z komicznym nerwem w stylu Jacka Chmielnika.

Jedno z największych zaskoczeń wywołuje z pewnością postać Łęckiego. Pamiętamy Jana Kreczmara i Emila Karewicza, a w kreacji Jacka Braciaka oglądamy kogoś ze świata pomiędzy „Ziemią Obiecaną” a piekłem Dostojewskiego. Podobnie jak jego córka, Łęcki w przeciwieństwie do arystokratycznego grona akceptuje – choć może tylko dla pieniędzy – potrzebę społecznej i gospodarczej zmiany. Czyni nawet pewną inwestycję, ale generalnie rzuca się od ściany do ściany. Raz gardzi swoim środowiskiem i chce być liberałem, a potem żałuje bruderszaftu z „handlarzem”. Rozedrgany, a czasami wręcz wymiętoszony jak po libacji na melinie, nie może pozbyć się starych przyzwyczajeń takich jak miłość do pieniędzy, hazard, długi oraz korupcja, pośród których alkoholizm nie jest najgorszy, bo przecież wystawia na sprzedaż swoją córkę. Jeszcze arystokrata, a już alfons.

Czytaj więcej

Nowa „Lalka" Netfliksa. Czym nas zaskoczy serial Maślony z Drzymalską i Szuchardtem?

W serialu „Lalka" ważną rolę gra Orzeszkowa kreowana przez Agnieszkę Grochowską

A jeśli powiedziało się o wątku emancypacyjnym, to kwestie równościowe, dziś wszak w serialach niemal obowiązkowe, otrzymały godną reprezentację. Agnieszka Grochowska charyzmatycznie gra Elizę Orzeszkową, stojącą na czele kobiecego pisma „Bluszcz”. W „Lalce” Prusa tego nie było? Tak, ale na „Lalce” rzeczywistość Prusa się nie kończyła. Pisał felietony oraz kroniki i właśnie z tego świata wywiedziona jest Orzeszkowa. Oraz wspierająca ją redaktorka-lekarka z dyplomem z Zurychu, którego nie można nostryfikować w zapóźnionej Warszawie pod zaborami. To Judym w sukni, ratujący życie w zakamarkach ulic i przytułkach, grany przez Monikę Frajczyk.

Wątek „Bluszcza” stanowi ważny motyw serialu. Ważny także dla Łęckiej i jej gry z Wokulskim. Zaś Wąsowską brawurowo kreuje Magdalena Cielecka. To wodzirejka arystokratycznego balu na warszawskim Titanicu, a jednocześnie deus ex machina: pozwala ominąć lodowe góry, gdy katastrofa wydaje się nieunikniona. Feministka, birbantka. Kobieta mądra i z dystansem do świata.

Dariusz Chojnacki jako Rzecki

Dariusz Chojnacki jako Rzecki

Foto: R.Palka/Netflix

Przed zagrożeniem płynącym z zachodniej Europy – w znanym dzisiaj tonie – przestrzega podczas ślubów i pogrzebów ksiądz grany przez Zdzisława Wardejna, zaś Wokulski dla równowagi z przekąsem mówi, że nawet i w emancypacji mąż bywa przydatny.

Bogactwa ról, pomysłów, aluzji, transformacji, świetnych dialogów opisać w pełni nie sposób. Autorom serialu bezsprzecznie należą się brawa za to, że ujawniając korzenie wciąż dzielących nas konfliktów nie proponują zbyt łatwego, jak się okazuje, i bez pokrycia, „Kochajmy się” z dworkowego „Pana Tadeusza”. Jednocześnie nie chcą popadać w pesymizm „Lalki”. Przecież żyjemy! Przeżyliśmy jako naród zabory, dwie wojny światowe i komunizm. Mamy problemy i narzekamy, ale Polska kwitnie jak nigdy. Powinniśmy tylko w końcu rozbroić minę społecznych podziałów, inaczej wszystko może wylecieć w powietrze jak na zamku w Zasławiu. Nie musi. Serial pokazuje, że nawet w beznadziejnej sytuacji, pomimo sporów i konfliktów, można dochodzić do porozumienia, nie okopując się na starych pozycjach. Trzeba tylko zaryzykować wyzwolenie się ze stereotypów.

Na razie o pełnym pluralizmie świadczą dwie „Lalki”. Pierwszą serialową mamy. Druga w kinach pod koniec miesiąca. Może chociaż przy tej okazji nie obrzucimy się błotem i nie zarzucimy sobie Targowicy.