To było prawdziwe szaleństwo. Z okazji canneńskiej premiery „Top Gun. Maverick” Amerykanie urządzili święto kina w najbardziej spektakularnym hollywoodzkim stylu. Jak za najlepszych, przedpandemicznych czasów. Nad Croisette pojawiło się osiem myśliwców, za którymi ciągnął się dym w trzech kolorach, występujących na flagach francuskich i amerykańskich: niebieskim, białym i czerwonym. Potem jeszcze niebo rozświetliło się tysiącami fajerwerków. Była też niezapowiadana wcześniej Złota Palma za całokształt twórczości dla Toma Cruise’a i gromkie, niekończące się brawa.

Premiera „Top Gun. Maverick” miała się odbyć 12 lipca 2019 roku. Szefowie Paramountu przełożyli ją na rok 2020 tłumacząc, że dopracowania wymagają jeszcze efekty specjalne. Ale w 2020 roku była już pandemia. Studio kilkukrotnie przekładało premierę swojego hitu. W końcu jednak, 36 lat po pierwszym filmie, znów można oglądać Toma Cruise’a zasiadającego za sterami swojego samolotu. Pierwszy amerykański pokaz filmu odbył się tydzień temu na lotniskowcu USS Midway, do regularnej dystrybucji film wejdzie 27 maja. A na razie Paramount zafundował mu niebywałą promocję w Cannes.

„To niewiarygodnie piękny wieczór i niewiarygodnie piękny czas... widzieć te wszystkie twarze – mówił Tom Cruise na scenie Pałacu Festiwalowego. — Ten film był snem, marzeniem. Rozmawialiśmy o tym podczas zdjęć. Dziś widzę twarze widzów. Nie ma masek, jesteśmy w kinie. Jest fantastycznie Jesteśmy tu dla Was. Cieszmy się tym wieczorem. To wy stworzyliście moje życie.

Cruise, który 3 lipca skończy 60 lat, wciąż jest w świetnej formie. Nie bez powodu zapewne dokądkolwiek jedzie wiezie ze sobą ogromną siłownię, a o jego operacjach plastycznych krążą legendy. W Cannes zachwycał młodzieńczym wyglądem. Głównie montaż scen z jego najbardziej znanych filmów przypominał, że jego wielka kariera trwa już blisko 40 lat.

W czasie swojej „klasy mistrzowskiej” aktor pojawił się w na scenie szczelnie wypełnionego kina w czarnych spodniach i czarnej bluzie z podwiniętymi rękawami. „Przeżyłem w życiu niezwykłe chwile. I znam ten biznes, bo cały czas uczyłem się” - mówił aktor. To była jego szkoła, bo przecież aktorstwa nigdy nie studiował. Od osiemnastego roku życia przeszedł długą drogę filmową, pracując w różnych produkcjach, początkowo wykonując różne zajęcia, chciał być wszędzie – nie tylko na planie, także potem już grając. Starał się pracował w różnych krajach, grał w filmach próbując różnych gatunków filmowych. Mówił o tym, że za każdą rolą kryje się wielka praca, choć widz nie musi, a może nawet nie powinien o tym wiedzieć. „On ma przeżywać wspaniałe doświadczenie” - stwierdził dodając, że pracuje dla publiczności. I to poważnie: Tom Cruise słynie z tego, że sam gra w wielu scenach kaskaderskich. Zapytany dlaczego chce na planie ryzykować, odpowiedział zwyczajnie: „A czy Gene’a Kelly ktoś pytał dlaczego sam tańczy?” i wspominał, jak w dzieciństwie skakał z dachu swojego domu, jako spadochronu używając trzymanej na głową kołdry.

Aktor opowiedział się też za kinem. „Gram w filmach, które powinny trafić na duży ekran” - stwierdził i dodał, że nawet w czasie pandemii szefowie Paramountu przekładając wciąż termin premiery „Top Gun. Maverick”, nigdy nie brali pod uwagę, że ten blockbuster mógłby wejść od razu na platformę streamingową.

A film? Ponad trzy dekady po pierwszym „Top Gun” Maverick wciąż pracuje. Nie dostał w tym czasie awansu, wciąż jest kapitanem. Już w początkowych sekwencjach popisuje się fantastycznymi umiejętnościami jako pilot i udowadnia, że nie zmienił się ani trochę – dalej ma własne zdanie i skłonność do łamania rozkazów zwierzchników. I znów zostaje wysłany do szkoły pilotów Top Gun. Pewien nienazwany kraj stał się niebezpieczeństwem dla świata, budując fabrykę wzbogacania uranu. Ktoś musi wykonać potwornie niebezpieczne zadanie: przelecieć nisko nad górami, precyzyjnie zrzucić bombę, a potem jeszcze, jak się uda, wrócić do bazy. Maverick jest przekonany, że to jego zadanie, tymczasem okazuje się, że dowództwo chce, by „tylko” wyszkolił swoich następców.

Na krześle reżyserskim, zmarłego 10 lat temu twórcę pierwszego „Top Gun”, zastąpił Joseph Kosinski, twórca m.in. „Trony. Dziedzictwa”, „Niepamięci”, „Tylko dla odważnych”. 48-letni artysta zrobił film nieco inny niż pierwowzór. Jeszcze bardziej dynamiczny, ale też podkreślający wagę przekazywania doświadczeń następnym pokoleniom. Pierwsze recenzje są bardzo pozytywne. I nikt już nie wspomina o ciemniejszej stronie Cruise’a – jego związku ze scjentologami. W Cannes zachwyca Cruise-aktor, nadspodziewanie sympatyczny, otwarty. Nie ma też wątpliwości, że „Top Gun. Maverick”, które wejdzie do regularnej dystrybucji 27 maja, stanie się wielkim przebojem kasowym lata.