[srodtytul]Pro: Monika Małkowska[/srodtytul]
[b]Baba jak tajfun[/b]
To nie jest biografia słynnej projektantki mody. Oryginalny tytuł „Coco avant Chanel” (Coco przed Chanel) wyjaśnia intencje reżyserki Anne Fontaine. Chodziło jej o przedstawienie psychologicznych uwarunkowań, które sprawiły, że sierotka Gabrielle stała się dyktatorką Chanel. W jaki sposób biedna panna obarczona niewłaściwym pochodzeniem, choć inteligentna i utalentowana, wspięła się na szczyt sławy i dobrobytu. A najpierw – jakim cudem zrobiła konkietę w wyższych sferach. Audrey Tautou jest nie tylko fizycznie podobna do Coco, ale także przekonująca. Balansuje pomiędzy wrażliwością a tupetem, kompleksami a ambicją. No i ma temperament.
[srodtytul]Kontra: Barbara Hollender[/srodtytul]
[b]Portret niewyrazisty[/b]
„Coco Chanel” to przyzwoity harlekin. Problem w tym, że jego bohaterką jest kobieta niezwykle ciekawa, którą życie tak w młodości poharatało, że postanowiła „brać z niego jak najwięcej, dając z siebie jak najmniej”. Tymczasem Anne Fontaine nie pokazuje złożoności jej charakteru. Skupia się na romansie z „Boyem” Capelem, od połowy zamieniając film w ckliwy romans. Nie pomaga jej aktorka Audrey Tautou, która nie potrafi wyrosnąć z roli naiwnej Amelii pragnącej uczynić świat lepszym. Próbuje grać a to call girl, a to biedną emigrantkę, ale nie jest w tych kreacjach przekonująca. W roli drapieżnej Coco też wydała mi się sztuczna. Dlatego jako wstęp do biografii kobiety, która zrewolucjonizowała modę XX wieku – film Fontaine zawodzi.