„Moją największą porażką jest szum medialny wokół mnie, zainteresowanie mną dziesięciokrotnie przewyższyło umiejętności i dokonania” – jak pasują pani słowa sprzed lat do dzisiejszej Marty Żmudy Trzebiatowskiej?

Marta Żmuda Trzebiatowska: Dziś nie ma szumu medialnego, jest ciężka praca. Wszystko jest w należytym porządku. Start w tym zawodzie bardzo mnie zaskoczył. Dostałam bardzo dużo, a nie bardzo jeszcze znałam siebie, swoje potrzeby i zawodowe marzenia. Kiedy się ocknęłam, zrozumiałam, że znalazłam się w miejscu, w którym nigdy nie chciałam być. Zawróciłam więc z tej drogi i zaczęłam pomału przecierać zupełnie nowy, trudniejszy szlak. Dziś nie ma mnie na plotkarskich portalach, czy w kolorowych pismach, a pracuję równie dużo, jak kiedyś.

„Jestem dość konkretna i kiedy przychodzi podjąć decyzję, robię to po męsku” – powiedziała pani w jednym z wywiadów. Nurtujące jest to, czy podjęcie się zagrania w filmie Xawerego Żurawskiego również należało do tych pewnych decyzji?

To było proste. Chciałam to zrobić. Scenariusz szalenie mi się podobał, a o pracy z Xawerym marzyłam od lat. Bałam się tylko jednego... Nie chciałam zawieść... Andrzeja Żuławskiego, Xawerego, siebie...

Jaka jest postać Jakubcowej, w którą się pani wciela?

Chciałam, aby była dzika i nieprzewidywalna... Zapraszam do kina i proszę ocenić, czy to się udało.

Gdzie szukała pani inspiracji, gdy w dłoniach pojawił się egzemplarz scenariusza?

W filmach i tekstach Andrzeja Żuławskiego. Pomocny był też Xawery i jego wskazówki, a także wywiady z Andrzejem Żuławskim. Dziesięć lat temu spotkałam się z Andrzejem Żuławskim. Przygotowywał się wówczas do filmu „Gospodyni”, gdzie jak się niedawno dowiedziałam, miałam zagrać. Od tamtego spotkania jego twórczość stała mi się wyjątkowo bliska... Tak więc można powiedzieć, że do zagrania tej roli przygotowywałam się przez 10 lat.

Autopromocja
Ranking Samorządów

Poznaj najlepsze samorządy w Polsce

WEŹ UDZIAŁ

Postać Jakubcowej to rola, w którą wczuła się pani z łatwością?

Jakubcowa jest w zaawansowanej ciąży. W momencie, gdy otrzymałam tę rolę mój synek miał 3 miesiące, na plan weszłam, gdy miał 8 miesięcy, wciąż karmiłam piersią, więc doskonale rozumiałam fizyczność tej kobiety. Zbudowanie jej sposobu bycia było już ciut bardziej skomplikowane. Pamiętam, że chodziłam z tym tekstem i przerażało mnie, że nie wiem, jak go rozpracować. Po czym weszłam na plan, Xawery uruchomił mą wyobraźnię swoją energią i odpaliło...

Jak wyglądała pani ścieżka do otrzymania tej roli?

Tę rolę otrzymałam za sprawą Marty Kownackiej, która pamiętała moje spotkanie z Andrzejem Żuławskim i powiedziała, że „Andrzej by sobie tego życzył”. Podobno Xawery długo się nie zastanawiając powiedział: „Ok, niech przyjeżdża. Bez castingu”. Ale ja lubię castingi i nie mam z nimi problemu. Żałuję tylko, że od kilku lat rzadko na nie jestem zapraszana...

„Mówić – to mało, trzeba mówić do rzeczy” – w słowach Williama Shakespeare odnajdujemy odpowiedź, dlaczego o „Mowie ptaków” tak dużo osób tak chętnie dyskutuje?

Dyskutować dopiero będziemy. Film ma premierę 25 września. Teraz najwięcej mówią ci, co filmu nie widzieli... Że to film o polityce, o nacjonalizmie, o Polsce. Owszem, to też, bo to film głęboko analizujący nasze obecne nastroje społeczno-narodowościowe. Myślę jednak, że jest on tak pojemny i tak wielowątkowy, że każdy doszuka się w nim czegoś innego, coś innego uzna w nim za ważne. Mnie najbardziej zachwyciła próba ostatniej rozmowy ojca z synem. Ostatnia próba dogadania się. A obrazu przestraszy się tylko ten, kto odbije się w nim, jak w lustrze.

„Jeśli mowa jest srebrem, a milczenie złotem, to słuchanie jest platyną” – jak słowa Andrzeja Majewskiego odnoszą się do opinii o „Mowie ptaków”?

Jedno jest pewne - wspaniale, że się o tym filmie mówi i łatka „zakazanego”, czy też „kontrowersyjnego” w tym przypadku tylko cieszy, bo być może więcej ludzi pójdzie zobaczyć ten obraz.

Choć premiera „Mowy ptaków” w Polsce jest zaplanowana na 27 września, już teraz film dorobił się statusu „jednego z najgłośniejszych tytułów tego roku”. Co pani sądzi o takim odznaczeniu?

Szczerze, cieszy mnie to! Pierwszy raz szum medialny wokół filmu wcale mi nie przeszkadza. To piękne, mądre kino, a skoro w tym kraju lepiej sprzedaje się to, co „kontrowersyjne” to i niech tak będzie. Choć niektórzy mogą poczuć się rozczarowani, bo w niektórych momentach film jest liryczny i bardzo intymny.

Świat poznał „Mowę ptaków” 1 sierpnia, a Polska pozna 27 września. Patrząc na te daty można powiedzieć, że widownia na świecie jest bardziej rozumiejąca, otwarta na kontrowersyjne kino?

Myślę, że Andrzej Żuławski był lepiej rozumiany na świecie, niż w kraju nad Wisłą, a na pewno bardziej doceniany.

Film Xawerego Żuławskiego jest bardziej kontrowersyjny, czy zbyt dogłębnie docierający do prawdy o tym, jaka jest Polska?

Andrzej Żuławski był nie tylko reżyserem i scenarzystą, ale też pisarzem, filozofem, wizjonerem. Doskonale przewidział, dokąd nas pewne nastroje społeczne zaprowadzą. Jego analiza jest bardzo wnikliwa, wnioski trafne, a ocena surowa i smutna, ale oto Polska właśnie. Czy to kontrowersyjne? Nie wiem. Na pewno bardzo przejmujące. Nie ma w tym obrazie chęci wywołania taniego skandalu czy próby prowokowania, to tylko wiwisekcja warta zastanowienia. Dla mnie osobiście niesamowite jest to, że Andrzej Żuławski bardzo trafnie ocenił, dokąd nas nasze polskie kompleksy, bolączki i nastroje społeczne zaprowadzą i to eksploduje w tym filmie i poraża.

Dlaczego kontrowersyjność budzi nadal tak skrajne emocje wśród Polaków?

To nie kontrowersyjność budzi emocje tylko to, że ważne sprawy zamiata się pod dywan.

„Prawda w oczy kole, a więc kłamstwo wolę” – mawiał Jan Izydor Sztaudynger. W słowach poety i fraszkopisarza odnajdujemy prawdę, dlaczego większość Polaków woli obejrzeć mniej kontrowersyjną produkcję?

Bo często mają to we własnym domu? A w kinie szukają rozrywki i ucieczki od własnych problemów? Myślę, że to tylko jeden z powodów...

„Mowa dana nam jest po to, żeby wyrażać myśli” – pisała Lucy Maud Montgomery w powieści „Ania na uniwersytecie”. Patrząc na te słowa można powiedzieć, że mowa nadal tylko spełnia wskazaną funkcję?

Dziś mówimy do siebie, ale nie słuchamy. Czytamy, ale mało rozumiemy... Smutne te nasze czasy, więc tym bardziej trzeba się starać być przyzwoitym. I jak mawiał Władysław Bartoszewski: „W dzieciństwie słyszałem od ojca, że podstawowym kryterium oceny człowieka jest jego uczciwość, nie zaś narodowość, pochodzenie czy wiara. Uczciwość!”.