Jak biznes postrzega to, co się dzieje w polskiej gospodarce? Bo prognozy są całkiem dobre, choć pewnie wielu chciałoby, żeby inwestycje były większe, a transformacja energetyczna szybsza.

Sytuacja gospodarcza Polski jest dobra. Niezależne instytucje również oceniają perspektywy polskiej  gospodarki stosunkowo korzystnie, zwłaszcza na tle krajów strefy euro. Obecnie wśród dużych krajów Unii Europejskiej mamy najwyższy wzrost gospodarczy i to nie tylko dotyczy ostatniego roku, ale ostatnich 35 lat. Są jednak pewne obawy co do przyszłości, głównie dotyczące wysokiego poziomu zadłużenia oraz deficytu budżetowego. Jest to tylko częściowo związane z koniecznością wydatków na zbrojenia czy transformację energetyczną. Większość kosztów budżetowych to jednak sztywne wydatki na różne programy socjalne. Wzrost gospodarczy Polski nie będzie więc trwały, jeśli jego siłą napędową będzie tylko wzrost konsumpcji. Musimy zwiększać inwestycje, m.in. w transformację energetyczną oraz w przemysł zbrojeniowy. Dzięki wydatkom na infrastrukturę krytyczną, technologie dual use, produkcję uzbrojenia, a także w infrastrukturę energetyczną jesteśmy w stanie zbudować w Polsce nowy potencjał gospodarczy mający szansę stać się kolejnym kołem napędowym.

Co pan myśli, gdy prezydent w orędziu mówi o tym, że możemy zderzyć się ze ścianą, jeśli chodzi o finanse publiczne, o dług publiczny, możemy też zaprzepaścić to, co się wydarzyło przez ostatnie 35 lat?

Ostrzega przed tym także Rada Fiskalna, mówiąc, że prawdopodobieństwo przekroczenia progu 55 proc. długu w relacji do PKB jest bardzo wysokie w przyszłym roku, a progu 60 proc. - w kolejnych latach. Rządzący będą musieli podjąć działania oszczędnościowe. Tego nie da się już uniknąć. Potrzebujemy zdecydowanej polityki i konkretnych działań, które ograniczą swobodę wydawania publicznych pieniędzy. Namawiam, żeby o tym myśleć z odpowiednim wyprzedzeniem. Na szczęście gospodarka się rozwija, ale dane dotyczące długu publicznego i deficytu są rzeczywiście niepokojące.

Jak ocenia pan obecny rząd w kontekście oczekiwań biznesu? Mieliśmy choćby projekt deregulacji, który miał przynieść ulgę biznesowi. Faktycznie jest lżej?

Inicjatywa deregulacyjna podjęta na początku 2025 roku przez premiera Donalda Tuska we współpracy ze środowiskiem przedsiębiorców była bardzo dobrym pomysłem. Konfederacja Lewiatan aktywnie uczestniczyła w tych pracach. Moim zdaniem jedną z największych zalet całego przedsięwzięcia było to, że udało się wokół niego zbudować szerokie poparcie polityczne, również ze strony opozycji oraz Kancelarii Prezydenta. Wprowadzono ponad 150 różnych ułatwień, usunięto część barier utrudniających przedsiębiorcom prowadzenie działalności. Nie wszystko jednak udało się zrealizować. Wiele problemów wciąż pozostaje nierozwiązanych, a jednocześnie pojawiają się nowe przepisy i kolejne obciążenia. Dlatego uważamy, że deregulacja nie może być jednorazową akcją. Powinna stać się stałym elementem funkcjonowania państwa, swego rodzaju usługą na rzecz przedsiębiorców. Jako Konfederacja Lewiatan proponujemy stworzenie przy Kancelarii Prezesa Rady Ministrów stałego punktu kontaktowego, do którego przedsiębiorcy mogliby na bieżąco zgłaszać bariery i propozycje uproszczeń. Obsługą takiego systemu mogłaby zajmować się zewnętrzna organizacja, wyłoniona w konkurencyjnym postępowaniu. Jej zadaniem byłoby przyjmowanie i analizowanie zgłoszeń, kontakt z przedsiębiorcami oraz monitorowanie tego, co dzieje się z ich propozycjami. Natomiast po stronie administracji rządowej pozostałaby odpowiedzialność za ich rozpatrywanie, współpracę między resortami i podejmowanie konkretnych decyzji. Chodzi o to, żeby przedsiębiorca nie tylko mógł zgłosić problem, ale również wiedział, co się z jego zgłoszeniem dzieje i dlaczego dana propozycja została przyjęta albo odrzucona. W ten sposób deregulacja mogłaby stać się procesem ciągłym, a nie przedsięwzięciem zależnym od aktualnej woli politycznej.

Jakie są najważniejsze zmiany, które już nastąpiły, i takie, które są jeszcze pożądane?

Sytuacja na świecie jest skomplikowana - rozmawialiśmy o tym również na Europejskim Forum Nowych Idei. Na początku tej dekady mierzyliśmy się z pandemią, później z wojną w Ukrainie, która trwa do dziś i nie widać perspektyw jej szybkiego zakończenia. Do tego dochodzą konflikty w Zatoce Perskiej. Odczuwamy skutki kolejnych nieoczekiwanych wydarzeń. Dlatego tak ważne jest dla nas, żeby sytuacja w Polsce była jak najbardziej przewidywalna i stabilna.

 Jednym z najważniejszych warunków stabilności i przewidywalności prawa jest zapewnienie przedsiębiorcom co najmniej sześciu miesięcy na przygotowanie się do nowych przepisów, zwłaszcza podatkowych. Zabiegamy o to od lat, również w ramach deregulacji i inicjatywy SprawdzaMY. Postulat ten udało się częściowo zrealizować. Do Prawa przedsiębiorców, będącego częścią Konstytucji Biznesu, wprowadzono zasadę, zgodnie z którą przepisy zwiększające obciążenia regulacyjne firm powinny wchodzić w życie nie wcześniej niż po sześciu miesiącach od ich ogłoszenia. Problem w tym, że zasada ta nie obejmuje wprost zmian w prawie podatkowym, które bywają szczególnie dotkliwe dla przedsiębiorców. Ponadto nie zawsze jest jasne, co należy uznać za zwiększenie obciążeń regulacyjnych. Przepisy dopuszczają też odstępstwa od sześciomiesięcznego terminu, jeżeli przemawia za tym ważny interes publiczny lub konieczność wdrożenia prawa unijnego. Zwłaszcza pierwsza z tych przesłanek jest bardzo pojemna i pozostawia ustawodawcy dużą swobodę. W efekcie przedsiębiorcy nadal nie mają gwarancji, że otrzymają wystarczająco dużo czasu na dostosowanie się do nowych obowiązków, tym bardziej że to 6-miesięczne vacatio legis dotyczy ustaw wnoszonych do parlamentu a nie uchwalonych przez parlament.

Uważam, że sukces ostatnich 35 lat zawdzięczamy przede wszystkim przedsiębiorczości Polaków. Nie zmarnujmy tego. Stwarzajmy warunki, w których firmy działające w Polsce będą chciały podejmować ryzyko, inwestować i się rozwijać. Najważniejszą są: przyjazny dla firm klimat, stabilność reguł i przewidywalność.