Smartfon w rękach kilkulatka, nastolatek spędzający większość wolnego czasu w internecie, puste place zabaw i rodzice, którzy sami nie potrafią oderwać się od ekranów.

Co łączy te zjawiska i jak wpływają one na zdrowie psychiczne młodego pokolenia? O tym rozmawiali uczestnicy debaty „Ekrany, emocje, edukacja – jak zadbać o dobrostan psychiczny dzieci i młodzieży?” podczas Europejskiego Forum Nowych Idei (EFNI) w Sopocie.

Co zabierają ekrany

Według przywołanego podczas debaty raportu „Internet dzieci” młodzi ludzie spędzają w sieci średnio cztery i pół godziny dziennie, z czego cztery godziny poza szkołą. W weekendy czas ten może wydłużać się nawet do sześciu godzin. Problemem jest jednak nie tylko liczba godzin, lecz także to, co korzystanie z technologii wypiera z codziennego życia: aktywność fizyczną, bezpośrednie kontakty z rówieśnikami czy spędzanie czasu z rodziną.

Katarzyna Lubnauer, sekretarz stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej, zwracała uwagę, że dzieci funkcjonują dziś w przestrzeni cyfrowej, której zagrożeń często nie rozumieją nawet ich rodzice. – Od dziecka rodzice uczą: nie rozmawiaj z obcym, nie podchodź do psa, jeżeli nie ma kagańca, nie dotykaj gorącego. Natomiast nie wyposażyliśmy dzieci w tę samą wiedzę dotyczącą tego, co się dzieje w przestrzeni cyfrowej – wskazywała.

Zdaniem wiceminister pierwszym krokiem powinna być większa świadomość dorosłych dotycząca treści, z którymi stykają się ich dzieci. Sama kontrola czasu ekranowego nie wystarczy, jeżeli rodzice nie wiedzą, co młodzi ludzie oglądają i jakie mechanizmy wpływają na ich zachowania.

Nadmierne korzystanie z technologii ma również mniej oczywiste konsekwencje. Jak zauważała Justyna Rysiak, prezes Fundacji MultiSport, nastolatkowie często deklarują brak czasu na aktywność fizyczną, choć znaczną część dnia przeznaczają na korzystanie z urządzeń elektronicznych. Jednocześnie ruch, co wynika z wielu badań, ma pozytywny wpływ na zdrowie psychiczne.

Tymczasem zgodnie z zaleceniami WHO dzieci i młodzież powinny podejmować średnio co najmniej 60 minut umiarkowanej lub intensywnej aktywności fizycznej dziennie. Trudno jednak oczekiwać od młodych ludzi zmiany nawyków, jeśli sami dorośli nie traktują ruchu jako naturalnej części codzienności. Problem dotyczy więc nie tylko tego, ile czasu dzieci spędzają przed ekranami, ale również tego, jakie wzorce obserwują w domu.

– Technologia zabiera nam rodziców. Bo mówimy, że młodzież i dzieci spędzają przed ekranami cztery i pół–pięć godzin dziennie. Tylko co robimy my sami? – pytała Rysiak.

Negatywne czynniki się napędzają

Pogarszająca się kondycja psychiczna młodych ludzi i ograniczona aktywność fizyczna nie są odrębnymi problemami. Brak ruchu może negatywnie wpływać na samopoczucie, a trudności emocjonalne, niska samoocena czy kompleksy dodatkowo zniechęcają dzieci do uczestnictwa w zajęciach sportowych.

Powstaje w ten sposób błędne koło, z którego coraz trudniej się wydostać. Sytuację pogorszyła pandemia, podczas której młodzi ludzie stracili możliwość regularnych kontaktów z rówieśnikami, spędzali więcej czasu przed ekranami i ograniczyli aktywność fizyczną. Konsekwencje pozostają widoczne do dziś.

Jak podkreślała Justyna Rysiak, ponad 80 proc. dzieci deklaruje trudności w radzeniu sobie z codziennym stresem. Tymczasem dorośli zbyt często oceniają problemy młodego pokolenia przez pryzmat własnych doświadczeń. Skoro dorastali w określonych warunkach i potrafili sobie poradzić, oczekują tego samego od dzieci.

Takie podejście nie uwzględnia jednak zmian w otoczeniu społecznym ani rzeczywistych potrzeb młodych ludzi. Dotyczy to również sportu, który zamiast poprawiać samopoczucie, może stać się kolejnym źródłem presji. Dzieci mniej sprawne fizycznie lub obawiające się oceny rówieśników mogą unikać zajęć opartych na rywalizacji.

Dlatego Fundacja MultiSport organizuje aktywności, w których premiuje przede wszystkim zaangażowanie, a nie osiągane wyniki. W przypadku starszych uczniów proponuje natomiast formy ruchu odpowiadające ich zainteresowaniom, takie jak fitness czy joga. – Staramy się nie budować zajęć wokół rywalizacji. Wszystkie dzieci, które były aktywnie zaangażowane, dostają medal, dzięki czemu wiążą aktywność fizyczną z przyjemnością – wyjaśniała Rysiak.

Znaczenie ma również poczucie bezpieczeństwa i sposób traktowania uczestników przez dorosłych. Justyna Rysiak przywołała przykład szkolenia z komunikacji z dziećmi dla trenerów – nauczycieli WF-u, które fundacja organizuje. Pokazuje to, że odpowiedzialność za dobrostan młodych ludzi nie polega tylko na zapewnieniu im dostępu do aktywności fizycznej, ale także na wspieraniu tych, którzy z dziećmi pracują.

Nadopiekuńczość zamiast samodzielności

W dyskusji wielokrotnie powracała kwestia odpowiedzialności rodziców. Dorośli, chcąc zapewnić dzieciom bezpieczeństwo i wygodę, często nieświadomie ograniczają ich samodzielność. Podwożenie pod szkołę, wyręczanie w codziennych obowiązkach czy rezygnowanie ze spacerów z powodu niepogody sprawiają, że młodzi ludzie mają coraz mniej okazji do aktywności i zdobywania nowych doświadczeń. Tymczasem to właśnie samodzielne pokonywanie niewielkich trudności pozwala rozwijać poczucie sprawczości i pewność siebie.

Karolina Szymańska, edukatorka outdoorowa i autorka książki „Chodźmy na dwór”, przekonywała, że zmiana nie musi oznaczać wielkich rodzinnych wypraw. Wystarczy wprowadzać do codzienności drobne nawyki, takie jak spacer, dojazd rowerem do szkoły czy wspólne spędzanie czasu na świeżym powietrzu. – Nasze dzieci potrzebują naszego czasu i naszej uwagi. To są dwa podstawowe obszary, o które nas ciągle proszą – podkreślała.

Jej zdaniem rodzice nie muszą być ekspertami od przyrody ani organizować dzieciom każdej minuty. Ważniejsze jest stworzenie przestrzeni do wspólnego odkrywania świata, popełniania błędów i stopniowego zdobywania niezależności. Wspólny spacer ma wartość nie tylko dlatego, że oznacza aktywność fizyczną, ale również dlatego, że daje możliwość rozmowy i budowania relacji bez pośrednictwa ekranu.

Na podobny problem zwracała uwagę senatorka Ewa Kaliszuk. Przypomniała, że to dorośli kształtują nawyki dzieci, również wtedy, gdy dla własnej wygody wręczają im smartfon już we wczesnym dzieciństwie. Późniejsze próby ograniczania korzystania z technologii stają się tym trudniejsze, im wcześniej ekran zaczyna zastępować kontakt z rodzicem.

Jaka rola szkoły

Dobrostan psychiczny uczniów zależy nie tylko od sytuacji rodzinnej, ale również od tego, jak czują się w szkole, w której spędzają znaczną część tygodnia. Znaczenie ma więc nie tylko dostęp do psychologa, ale także codzienne relacje z nauczycielami, sposób oceniania i atmosfera panująca w placówce. Tradycyjny system ocen może wzmacniać koncentrację na wynikach, zamiast pomagać uczniom zrozumieć własne możliwości i obszary wymagające poprawy.

Ewa Kaliszuk opowiedziała o próbie wprowadzenia w jednej z olsztyńskich szkół klasy bez tradycyjnych stopni. Mimo przygotowania nauczycieli projekt nie doszedł do skutku z powodu obaw rodziców, którzy nie potrafili wyobrazić sobie nauki bez ocen cyfrowych.

– Jeśli rodzic dostaje informację, że dziecko otrzymało trójkę ze sprawdzianu, to co wie o tym dziecku? Co ono potrafi, a czego nie? Jeśli mamy budować w dzieciach poczucie sprawczości, musimy im w odpowiedni sposób podawać informację zwrotną – przekonywała Kaliszuk.

Do kwestii oceniania odniosła się Katarzyna Lubnauer, wskazując na znaczenie informacji zwrotnej, szczególnie w kontekście prac domowych. Jej zdaniem tradycyjne stopnie mogą skłaniać uczniów do korzystania z gotowych rozwiązań, także generowanych przez sztuczną inteligencję, zamiast do samodzielnej nauki.

Wiceminister przedstawiła również działania resortu mające poprawić funkcjonowanie młodych ludzi w szkołach. Wśród nich wymieniła edukację zdrowotną, przeciwdziałanie przemocy rówieśniczej, zmiany w wychowaniu fizycznym oraz zwiększenie dostępności pomocy psychologiczno-pedagogicznej. Według przywołanych przez nią danych liczba psychologów i pedagogów w polskich szkołach wzrosła mniej więcej dwuipółkrotnie w porównaniu z rokiem szkolnym 2021/2022, osiągając ok. 58 tys.

Samo zwiększanie dostępności specjalistów nie rozwiąże jednak wszystkich problemów. Równie ważne jest to, czy szkoła potrafi tworzyć środowisko, w którym uczeń nie boi się popełniać błędów, może rozwijać zainteresowania i otrzymuje wsparcie, zanim trudności przerodzą się w poważniejszy kryzys.

Zakazy nie rozwiążą problemu

Jednym z kierunków działań Ministerstwa Edukacji Narodowej jest ograniczanie korzystania z telefonów w szkołach. Resort pracuje również nad rozwiązaniami dotyczącymi dostępu dzieci poniżej 15. roku życia do mediów społecznościowych.

Katarzyna Lubnauer podkreślała jednak, że nie istnieje jedno rozwiązanie, które pozwoli odwrócić niepokojące tendencje. Konieczne jest równoczesne rozwijanie kompetencji cyfrowych, wzmacnianie relacji społecznych, promowanie aktywności fizycznej i budowanie samodzielności uczniów.

Problem wykracza przy tym poza szkołę i rodzinę. Jak wskazywała Justyna Rysiak, stres doświadczany przez dorosłych również wpływa na atmosferę w domu. Według przywołanych przez nią badań Benefit Systems 90 proc. badanych doświadcza stresu w pracy, a 48 proc. osób, które się z nim zmagają, przenosi go do domu. Trudno więc rozpatrywać zdrowie psychiczne dzieci w oderwaniu od kondycji psychicznej ich rodziców.

Zmiana podejścia do dobrostanu psychicznego dzieci i młodzieży nie nastąpi z dnia na dzień. Jak zauważała Ewa Kaliszuk, odbudowa relacji społecznych i zmiana utrwalonych nawyków to proces, którego efekty mogą być widoczne dopiero po latach. Wyzwaniem pozostaje więc nie tylko wprowadzenie nowych rozwiązań, ale przede wszystkim ich konsekwentna realizacja – niezależnie od zmieniających się priorytetów i kolejnych reform.