W Sopocie, podczas EFNI, podpisaliście z PGE umowę mówiącą o odzyskiwaniu ciepła, ale też o centrach danych. Czy to nowy segment, w którym będzie obecny NASK?

To nie jest dla nas nowy segment, dlatego że NASK SA, której instytut badawczy jest 100-proc. akcjonariuszem, jest już właścicielem centrów danych i je buduje, więc to dla nas chleb powszedni.

To czym ta umowa ma się różnić od tego, co robiliście do tej pory? Jak należy odczytywać współpracę z PGE?

Wchodzimy na nowy teren, a dokładniej na tereny PGE. PGE, w ramach swoich programów inwestycyjnych, obejmujących przejście z węgla m.in. na gaz w elektrociepłowniach, zwalnia tereny w dobrych lokalizacjach z przyłączami energetycznymi i ogromną wartością, czyli możliwością odbioru ciepła. Dlatego że jest tam doprowadzona sieć ciepłownicza. To jest to novum w naszym projekcie.

Jak pan ocenia prognozy budowy centrów danych w Polsce? Wydaje się, że ten segment będzie rósł dynamicznie.

Jak patrzę na prognozy do 2030 czy 2035 roku, to w mojej ocenie niedoszacowują tego, co będziemy potrzebować. Mam raczej wrażenie, że ograniczeniem będzie raczej tempo budowy i dostępna powierzchnia, a nie zapotrzebowanie na nią ze strony data center.

Widzi pan na rynku dużo inwestorów zainteresowanych tym tematem? Pojawiają się np. deweloperzy, którzy mają tereny pod takie inwestycje?

Widzimy bardzo duże zainteresowanie i następuje przegląd terenów pod kątem możliwości inwestycyjnych. Tylko trzeba mieć świadomość, że budowa data center jest dużo bardziej skomplikowana niż osiedla mieszkaniowego. Z bardzo wielu powodów, zaczynając od kwestii przyłączeniowych w kontekście prądu, niezależnych linii zasilających i połączeń światłowodowych, po to, żeby data center było odporne na awarie. Są też kwestie ochrony, a także kwestie środowiskowe. Bo budowa centrum danych wpływa na otoczenie, oczywiście ten wpływ zależy od tego, w jakiej technologii jest zbudowane i jak jest chłodzone. Jest to coś zupełnie innego niż budowanie mieszkań. Więc mam wrażenie, że zainteresowanie inwestorów jest duże, ale realnych kompetencji i wiedzy, jak budować centra i jak przygotować je tak, żeby były ekonomicznie opłacalne zarówno na etapie inwestycji, jak i eksploatacji, na rynku nie jest tak dużo.

Do budowy centrów danych można podchodzić także jako do elementu suwerenności technologicznej.

Zdecydowanie tak. Bo jeśli postawimy w kraju centra danych, to spora część usług chmurowych, z których korzystamy, będzie obsługiwana z serwerów zlokalizowanych w budynkach na terenie Polski. Bez wątpienia jest to element suwerenności technologicznej, bo w takiej sytuacji bardzo trudno jest odłączyć usługi chmurowe. To oczywiście nie powoduje, że całe data center wraz z wyposażeniem i oprogramowaniem zostanie zbudowane z komponentów wyprodukowanych w Polsce. To nie jest realne w żadnym kraju na świecie. Natomiast mamy kontrolę nad tym, czy te usługi mogą być świadczone i czy ktoś nam ich nie wyłączy. W tym sensie to jest jeden z fundamentów cyfrowej suwerenności.

Kolejnym bardzo ważnym obszarem, o którym także bardzo dużo mówiono w Sopocie, jest cyberbezpieczeństwo. Z jednej strony mamy do czynienia z wojną hybrydową, a z drugiej wiemy, jak biznes podchodzi do zabezpieczania się przed różnymi zjawiskami w sieci.

Bardzo trudno generalizować, bo biznes jest tak różny, jak różni jesteśmy my, ludzie czy społeczeństwo. W związku z tym mamy firmy, które podchodzą do tego bardzo poważnie, konsekwentnie inwestują istotne środki. To fundament budowy cyberbezpieczeństwa przedsiębiorstwa. Takie działania są nawet ważniejsze od jednorazowych decyzji o tym, że teraz na cyberbezpieczeństwo wydamy x milionów złotych. Bo jak nie zbudujemy świadomości i trwałej kultury cyberbezpieczeństwa w organizacji, to mogą na to zostać przepalone dowolne pieniądze.

A jak wygląda budowa całego systemu cyberbezpieczeństwa, bo jego elementy i odpowiedzialność są rozłożone po różnych stronach. Z jednej strony mamy biznes, z drugiej strony nas, konsumentów, ale również państwo. Jakie kluczowe elementy powinny się pojawić przy budowie takiego systemu, ale też świadomości, o której pan mówi.

Warto zawsze powtarzać, że za cyberbezpieczeństwo konkretnej firmy odpowiada jej zarząd i dział IT czy dział bezpieczeństwa. Nikt ich nie zwalnia z tej odpowiedzialności. Wszystkie działania, które podejmuje państwo w tym zakresie – my staramy się pomagać, udostępniając na przykład za darmo narzędzia, takie jak moje cert.pl – nie wystarczą. Każdy przedsiębiorca, każdy Polak może skorzystać z tych narzędzi i otrzymuje za darmo usługi warte dziesiątki czy setki tysięcy złotych po to, żeby mógł być bezpieczniejszy. To działania, które mają pomagać przedsiębiorcom i obywatelom. Ale nic nie zwalnia przedsiębiorców z obowiązku dbania o bezpieczeństwo danych, które powierzają im klienci.

Cyberbezpieczeństwo jest także ważne w kontekście samorządów i ich jednostek, choćby wodociągów.

Oczywiście. Cyberbezpieczeństwo samorządów powinno być troską zarówno ich, jak i państwa. Cyberbezpieczny samorząd to projekt, w którym wydaliśmy prawie 2 mld zł na to, żeby budować odporność w samorządach, wyposażać je w narzędzia, urządzenia, wiedzę czy cyberbezpieczne wodociągi. Kolejne 700 mln zł przeznaczone jest właśnie specjalnie dla przedsiębiorstw wodociągowych po to, by zabezpieczyły swoje systemy, głównie sterowania przemysłowego. To inwestycja państwa w samorządy. Bardzo mocno wspieramy wszystkie te podmioty, dostarczając im wiedzę i narzędzia, pomagając im reagować na incydenty. W najbliższym czasie ogłosimy kolejne projekty i narzędzia, które będziemy udostępniać w tym zakresie.

—not. jer