Od stycznia banki mają opierać produkty na nowym wskaźniku POLSTR. Czy to oznacza, że WIBOR odchodzi do lamusa?
Niezupełnie. Otóż faktycznie, od 1 stycznia wszystkie nowe produkty, zwłaszcza umowy kredytów hipotecznych, kredytów obrotowych dla przedsiębiorstw czy emisje obligacji, będą się opierać na nowym wskaźniku POLSTR. Jednak WIBOR będzie funkcjonował do końca 2036 roku we wszystkich tego typu umowach zawartych do 31 grudnia tego roku.
Czyli będzie znikał sukcesywnie.
Tak. Unijne rozporządzenie o benchmarkach, czyli wskaźnikach, przewiduje w pierwszym rzędzie naturalne wygaszanie wskaźnika, jeśli dochodzi do jego zmiany. Pierwotnie miał być akt prawny zastępujący na określony dzień z mocy prawa wskaźnik na nowy we wszystkich dotychczasowych umowach i instrumentach.
Ale to się zmieniło.
Tak, odeszliśmy od tego właśnie dlatego, że unijne przepisy dają prymat naturalnemu wygaśnięciu, by pozwolić produktom dotrwać do końca okresu, który obejmują.
WIBOR przez lata był jednym z fundamentów polskiego rynku finansowego, ale jednocześnie stał się przedmiotem sporów i tysięcy spraw sądowych. Dlaczego Polska od niego odchodzi? Czy dlatego, że potrzebujemy lepszego wskaźnika, czy też dlatego, że wokół niego pojawiło się tak wiele problemów?
Nie odchodzimy od WIBOR dlatego, że pojawiły się procesy sądowe. Dzieje się tak dlatego, że na świecie – nie tylko w Unii Europejskiej – następuje ewolucyjny proces przechodzenia od wskaźników starego typu z rodziny IBOR, jakim był WIBOR – a więc opartych na transakcjach międzybankowych – na wskaźniki zupełnie nowe, udoskonalone, wolne od ryzyka (risk-free rates), oparte na transakcjach depozytowych krótkoterminowych (Overnight). Z założenia są więc bardziej reprezentatywne.
Celem jest dopasowanie do nowych wymogów czy też do zmienionych realiów na rynku finansowym?
Dokładnie tak. Dlatego że po wielkim kryzysie finansowym, po upadku Lehman Brothers, liczba transakcji na rynku międzybankowym znacząco spadła. W związku z tym uznano, że wskaźniki typu IBOR, oparte na transakcjach międzybankowych, należy zastąpić nowymi wskaźnikami typu Risk – free-rate (RFR), czyli tzw. wskaźnikami wolnymi od ryzyka, pomimo iż przepisy unijne jasno przewidują taką sytuację zmniejszenia wolumenu transakcji, ona jest jak najbardziej przewidziana wprost w rozporządzeniu o benchmarkach (tzw. kaskada danych).
W przestrzeni publicznej pojawiły się doniesienia, że nie cały sektor bankowy jest zadowolony ze zmiany.
Nie potwierdzam tego. Mówię to jako osoba, która nie tylko zarządza izbą gospodarczą, ale jest też przewodniczącym tzw. Komitetu Sterującego Narodowej Grupy Roboczej ds. Reformy Wskaźników Referencyjnych. Ta reforma trwa już czwarty rok. Średnio w państwach, które już ją przeprowadziły, ten proces trwa pięć lat, bo jest bardzo skomplikowany logistycznie i operacyjnie. Na poziomie osób zarządzających bankami jest pełna świadomość potrzeby zmiany, a spośród wszystkich instytucji finansowych to właśnie banki są w najbardziej zaawansowanym stadium przygotowań. Trudno odnosić się merytorycznie do głosów krytycznych wyrażanych anonimowo, prawdopodobnie pochodzących od osób na poziomie operacyjnym, które po prostu muszą być włączone w transformację, więc jest to dla nich dodatkowy nakład pracy. Natomiast proces jest dobrze przygotowany. Opieramy się na modelu szwajcarskim. Szwajcaria z powodzeniem przeszła tę reformę już kilka lat temu.
Skoro banki od stycznia zaczną stosować nowy wskaźnik, to zapewne kredytobiorców interesuje przede wszystkim to, co zmiana oznacza dla ich portfeli. Czy kredyty oparte na POLSTR będą tańsze, czy droższe?
To bardzo dobre pytanie. W zasadzie odpowiedź jest krótka: dla klienta nie zmienia się praktycznie nic. To ogromna operacja po stronie instytucji stosujących WIBOR. Natomiast wszystkie wskaźniki referencyjne, czy starego, czy nowego typu, mają wspólną cechę – bardzo dokładnie odzwierciedlają poziom stopy referencyjnej banku centralnego. Czyli w naszym przypadku stopy referencyjnej NBP, o której poziomie decyduje Rada Polityki Pieniężnej. Jeżeli spojrzymy na dane z ostatnich lat, to WIBOR oscylował cały czas wokół stopy referencyjnej. I jeżeli popatrzymy na POLSTR, jest dokładnie tak samo.
Różnica między tymi wskaźnikami jest w zasadzie taka, że WIBOR antycypował przyszłość. Czyli jeżeli rynek spodziewał się, że stopy będą rosnąć, to WIBOR rósł jeszcze przed decyzją RPP. POLSTR patrzy w przeszłość, czyli reaguje dopiero wtedy, kiedy RPP podejmie już decyzję. Ale ponieważ te wskaźniki zawsze podążają za stopą referencyjną, różnice między nimi są niewielkie. Jeżeli sytuacja geopolityczna będzie względnie stabilna, a poziom stóp procentowych przewidywalny, wskaźnik nie będzie podlegał istotnym zmianom. Tak było przez wiele lat – przed pandemią stopa przez ponad pięć lat była niezmieniona. Jeżeli podobnie będzie w przyszłości, to z dużym prawdopodobieństwem notowania POLSTR będą niższe od wskaźnika WIBOR – ale na tyle nieznacznie, że z punktu widzenia klienta nie będzie to specjalnie zauważalne. Co ważne, od klientów zmiana nie będzie wymagać żadnej aktywności, bo stare umowy będą dalej funkcjonować w oparciu o WIBOR. I choć klienci będą mogli poprosić bank o zmianę wskaźnika, to, jak powiedziałem, różnice w wysokości wskaźników będą tak niewielkie, że dla klienta praktycznie niezauważalne.
Za kilka lat WIBOR przejdzie do historii. Po czym poznamy, że reforma się powiodła?
Dla podmiotów stosujących POLSTR takim miernikiem będzie poziom zbudowania opartego na nim rynku. Czyli im więcej będzie produktów opartych na nowym wskaźniku i im większa będzie ich wartość, tym większa będzie jego rozpoznawalność i stabilność.
—not. jer