W 2017 r. świat obiegła informacja, że Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA) chcą przetransportować górę lodową, która miała zapewnić wodę pitną na lata i być alternatywą wody odsalanej, stanowiącej podstawę zaopatrzenia w ten kluczowy surowiec we wszystkich krajach Zatoki Perskiej (Arabskiej). Wiadomość wzbudziła ogólne poruszenie i była szeroko komentowana w mediach. Niestety, wizja góry lodowej dryfującej po wodach kraju, którego klimat jest suchy, a temperatury sięgają 50 stopni Celsjusza, spotkała się z falą krytyki i politowaniem. Szybko okazało się, że baśniową wizję roztoczył prywatny inwestor, a rząd ZEA kategorycznie odżegnał się od projektu.

Niedobór wody pitnej

Ta ekscentryczna wizja rzuciła jednak po raz pierwszy światło na bardzo realny problem. Zatoka Perska jest jednym z regionów najbardziej narażonych na niedobór wody pitnej. Problem nie jest nowy. Już od czasów antycznych pustynie Arabii były jednymi z najbardziej niegościnnych miejsc na ziemi. Woda była rzadkim i cennym zasobem, od którego zależało przetrwanie ludzi i zwierząt. O dostęp do niej często wybuchały konflikty trwające całe dekady. W Koranie woda jest wspomniana jako materia prima, z której Allach stworzył wszystko, co żyje na ziemi. W świętej księdze islamu woda pojawia się aż 60 razy, więcej niż złoto.

Od początku XX wieku liczba ludności w krajach Zatoki Perskiej wzrosła 15-krotnie, a w krajach Rady Współpracy Zatoki (ang. GCC) nawet 25-krotnie. Zapotrzebowanie na wodę „wybiło” w jednym z najbardziej suchych miejsc na świecie. Jednocześnie pojawiają się statystyki, według których mieszkańcy tych właśnie krajów bardzo swobodnie obchodzą się z tym cennym zasobem. Według Visual Economist, gdyby wszyscy mieszkańcy planety zużywali tyle zasobów, co mieszkańcy państw GCC, potrzebnych byłoby pięć planet, aby zaspokoić nasze potrzeby.

Jakby tego było mało, w latach dziewięćdziesiątych XX w. świat obiegła sensacyjna wiadomość. Arabia Saudyjska, największy kraj na świecie, przez który nie przepływa żadna rzeka, stał się nie tylko producentem zboża, ale nawet jego eksporterem. Ten niezwykły cud gospodarczy był w rzeczywistości ekologicznym mirażem opartym na eksploatacji zasobu określanego przez hydrologów jako woda kopalna (ang. fossil water). Woda kopalna zgromadziła się głęboko pod ziemią dziesiątki tysięcy lat temu podczas ostatniej epoki lodowcowej. W tamtym okresie klimat na Półwyspie Arabskim był znacznie chłodniejszy i wilgotniejszy, a deszcze i topniejący śnieg przesiąkały wówczas przez grunt, gromadząc się w gigantycznych, porowatych formacjach skalnych kilkaset metrów pod dzisiejszą pustynią. Przy niemal zerowych opadach deszczu woda ta jest całkowicie nieodnawialna.

Czytaj więcej

Ochrona zdrowia w krajach Zatoki Arabskiej - nowe horyzonty dla polskich firm

Począwszy od lat 70. XX wieku, Arabia Saudyjska zaczęła pompować miliardy petrodolarów w pustynne rolnictwo. Wywiercono studnie o głębokości setek metrów, aby dotrzeć do podziemnego systemu wodonośnego, zainstalowano gigantyczne, obrotowe systemy nawadniające.

W latach 80. i 90. XX wieku uprawa ziemi stała się metodą rządu na wspieranie populacji wiejskiej i bezpośrednią redystrybucję zysków z ropy naftowej. Na początku lat 80. państwowe silosy zbożowe płaciły lokalnym rolnikom za pszenicę kwoty aż dziesięciokrotnie przewyższające ceny na rynkach światowych. W rezultacie kraj osiągnął szczytową produkcję zboża na poziomie ok. 2,5 miliona ton rocznie. Saudyjczycy dosłownie eksportowali wodę kopalną w formie ziaren pszenicy.

Szacuje się, że obecnie nawet 80 proc. wód kopalnych wyczerpano. W rolniczych regionach, takich jak Wadi Adabasir, lustro wody opadało w tempie nawet 6 metrów rocznie od lat 80. Studnie wysychały, rolnicy musieli wiercić coraz głębiej, co drastycznie zwiększało koszty. Ostatecznie w 2016 r. ostatecznie zamknięto program masowej uprawy pszenicy.

Bankructwo wodne Iranu?

Jeśli sytuacja w Arabii Saudyjskiej wydaje się poważna, to, co stało się w sąsiednim Iranie, przyprawia o prawdziwy zawrót głowy. O ile Rijad, po znacznym wyczerpaniu wód kopalnych, cicho wycofał się ze swojego programu uprawy pszenicy i przechodzi na import, o tyle Teheran straceńczo realizuje politykę prowadzącą do „bankructwa wodnego”, czyli sytuacji, w której rezerwy słodkiej wody wyczerpią się całkowicie. Kraj ten zbliża się nieubłaganie do tego dnia.

U podstaw irańskiej katastrofy leży ideologiczna obsesja rządu na punkcie pełnej samowystarczalności żywnościowej. Chcąc zabezpieczyć się przed zachodnimi sankcjami, państwo zachęciło rolników do masowych odwiertów. Iran za sprawą ponad 1 miliona studni zaczął przypominać ser szwajcarski. Z gigantycznych podziemnych rezerw, szacowanych pierwotnie na 500 miliardów metrów sześciennych, aż 70 proc. zostało bezpowrotnie zużyte. Obecnie kraj wypompowuje rocznie prawie trzy razy więcej wody, niż wynosi jej naturalne odnawianie przez opady.

Symbolem katastrofy jest wyschnięte w ponad 90 proc. jezioro Urmia czy drastyczny spadek rezerw zbiornika Latian. To niegdyś kluczowe źródło wody pitnej dla Teheranu o pojemności 95 milionów metrów sześciennych obecnie mieści zaledwie 9 milionów. Grunt w rejonie Teheranu i na równinach zapada się nawet o 25-30 cm rocznie, bezpowrotnie niszcząc warstwy wodonośne, a postępująca susza doprowadziła już do opuszczenia ponad 12 000 wsi. W obliczu deficytu wody, smogu, zapadania się ziemi oraz wysokiego ryzyka sejsmicznego władze rozważają nawet przeniesienie stolicy z Teheranu na południe.

Czytaj więcej

Oman to kolejny kraj Bliskiego Wschodu, którym zaczyna interesować się polski biznes

Krajom Zatoki Perskiej na pomoc przyszła współczesna technika. Obecnie połowa wody odsalanej na całym świecie produkowana jest właśnie przez kraje GCC. Woda odsalana pokrywa od 70 proc. zapotrzebowania w Arabii Saudyjskiej do 99 proc. w Katarze i Kuwejcie. W Iranie pomimo ogromnej linii brzegowej zaopatrywanie największych miast w wodę odsalaną jest niemożliwe ze względu na ich oddalenie od brzegu i położenie na dużej wysokości nad poziomem morza.

Zakłady odsalające są ekstremalnie energochłonne. Sama Arabia Saudyjska spala około 300 000 baryłek ropy każdego dnia tylko po to, by zasilić swoje instalacje. Dodatkowo wypluwają one z powrotem do morza gigantyczne ilości gęstej, przegrzanej solanki, toksycznego koncentratu, który opadając na dno, niszczy lokalne rafy koralowe i powoduje powstawanie beztlenowych pustyń morskich.

Od rozpoczęcia wojny Iranu z Izraelem i USA mało medialne dotychczas instalacje stały się nagle tematem z pierwszych stron gazet. Obiekty te stanowią łatwy cel, praktycznie nie do obrony. Kilka już doznało uszkodzeń, jednak gdyby Iran zdecydował się na opcję atomową i zaatakował je w sposób bezpośredni i zmasowany, w krajach GCC w ciągu godzin zabrakłoby wody. Katastrofa humanitarna dotknęłaby dziesiątki milionów ludzi w zasadzie od razu i bez ostrzeżenia. Sama perspektywa takiego ataku zmusza stolice państw walczących do wstrzemięźliwości.

Magazyny wody pitnej

W obecnej sytuacji zarówno Zjednoczone Emiraty Arabskie, jak i Arabia Saudyjska rozważają projekty magazynowania wody pitnej. ZEA analizują nawet wtłaczanie w głąb naturalnych, podziemnych warstw wodonośnych, tworząc gigantyczny rezerwuar, który można natychmiast uruchomić w razie paraliżu stacji nadbrzeżnych.

Niezależnie od tego, jak długo potrwa obecny konflikt, bogate kraje arabskie Zatoki Perskiej będą inwestować w bezpieczeństwo wodne równie intensywnie, jak w bezpieczeństwo przeciwrakietowe. Pieniądze nie grają roli.

Ta bezprecedensowa pogoń za płynnym bezpieczeństwem otwiera gigantyczny rynek dla globalnego biznesu technologicznego, inżynieryjnego i obronnego. Kto zatem zyska najwięcej na tym wyścigu? Ten, komu uda się rozwiązać najbardziej palące problemy. Obecnie są to pionierzy zielonej energii i „czystego” odsalania. Kraje GCC inwestują w odsalanie zasilane energią słoneczną oraz badania nad nowymi materiałami membranowymi.

Kolejne problemy piętrzą się, nomen omen, przy transporcie wody i jej magazynowaniu. Technologie kontrolowanego zasilania warstw wodonośnych (ang. managed aquifer recharge – MAR), których wdrożenie planuje Abu Zabi, mają dużą szansę implementacji w innych krajach GCC. Sieci transportu wody, rurociągi i sieci wodociągowe w regionie są przestarzałe i dużo wody marnuje się w transporcie. Poszukiwane są zatem nowoczesne systemy przesyłu i dystrybucji wody, tzw. technologie smart water grids.

Czytaj więcej

Arabia Saudyjska - od Wizji 1930 do Wizji 2030

Pustynne monarchie, zmuszone do importu żywności, mogą również hojnie subsydiować technologie pozwalające oszczędzać każdą kroplę: zamknięte obiegi wody w szklarniach, rolnictwo pionowe, uprawy hydroponiczne oraz biotechnologie rozwijające odmiany roślin odporne na sól i wysokie temperatury.

Wreszcie cyberbezpieczeństwo, consulting i biura projektowe projektujące strategie radzenia sobie z bezpieczeństwem wodnym. A gdy już uda się poskładać tę zawiłą układankę, trzeba umieć ją chronić oraz monitorować.

Obecny konflikt w Zatoce Perskiej obnażył krytycznie wrażliwy problem zaopatrzenia w wodę. Kraje GCC dysponują funduszami inwestycyjnymi o kapitalizacji 5 bilionów dol. Zrobią wszystko, co w ich mocy, aby sprostać wyzwaniom. Alternatywą jest ewakuacja dziesiątek milionów ludzi i powrót do bytowania z czasów sprzed odkrycia ropy, okres, do którego, choć niewielu ma go jeszcze w pamięci, na pewno nikt nie chce wracać.