Reklama
Rozwiń
Reklama

Euro bliżej, ale i dalej

Przez kilka ostatnich lat nasi politycy jak diabeł święconej wody unikali wypowiedzi o tym, czy i kiedy przyjmiemy euro.

Publikacja: 15.03.2008 00:54

Wyłom od tej zasady uczynił wreszcie minister Jacek Rostowski, który powiedział, że może się to stać w 2012 roku. Wypowiedź ministra zapewne z zadowoleniem przyjęli przedsiębiorcy, z których aż 50,4 proc. chce euro (a tylko 6,9 proc. jest odmiennego zdania).

Przedsiębiorcom nie ma się co dziwić.

W ostatnim roku złoty umocnił się w stosunku do dolara aż o 28 proc., podczas gdy euro o 19 proc. i jak nietrudno zauważyć, dziewięciopunktowa różnica jest stratą, jaką ponieśli nasi eksporterzy w związku z tym, że decyzji o euroizacji nie podjęliśmy przed kilkoma laty.

Jeżeli eksporterzy liczą, że już za cztery lata ich ryzyko kursowe się zmniejszy, a aprecjacja nie będzie w takim stopniu pogarszać terms of trade, to mogą się mylić. Do euro bowiem jest nam dziś zarówno bliżej, jak i dalej. W istocie bowiem sytuacja jest taka jak w bajce o zaręczynach czapli i bociana: kiedy euro chciało – my nie chcieliśmy, kiedy my chcemy – euro nas nie chce.

Nasza inflacja bowiem rośnie jak na drożdżach i doszła już do 4,2 proc. (przed miesiącem 4 proc.). Wprawdzie jest to GUS-owska inflacja 12-miesięczna, a do kryteriów z Maastricht wchodzi średnioroczna inflacja liczona wedle zharmonizowanego indeksu cen konsumpcyjnych (HIC), tę zaś Eurostat w grudniu wyliczył na 2,8 proc., ale i tak dobrze nie jest. Mamy bowiem taką sytuację, że wskaźnik HICP jest wyraźnie wyższy niż krajowy (w grudniu wskaźnik 12-miesięczny liczony według metodologii europejskiej wynosił 4,2 proc., a wskaźnik GUS 2,5 proc.) i będzie szybko rósł.

Reklama
Reklama

Ale nie tylko statystyka jest przeciw nam. Wiele wskazuje, że tempo wzrostu cen utrzyma się długo. I nie chodzi tu tylko o szoki podażowe związane z ropą czy zbożem. Fundujemy sobie bowiem wysokie tempo wzrostu płac. Rząd optymistycznie zakładał, że ich dynamika w tym roku nie przekroczy 6 proc. Styczniowy rekordowy wzrost w sektorze firm (11,5 proc.), podwyżki w służbie zdrowia oraz niepokojące sygnały dobiegające ze spółek państwowych, w których pracownicy uzyskują dwucyfrowe podwyżki (w PKP i Poczcie Polskiej 10 proc., w PGNiG – 11 proc., a słuchy dochodzą, że w niektórych jest to nawet 20 proc.). Zatem dynamika płac będzie podobna do ubiegłorocznej, co dalej pociągnie ceny w górę. Minister Rostowski stwierdził, że w drugiej połowie 2009 r. ponownie wypełnimy kryterium inflacyjne. Optymistycznie dodał także, że „być może nasze prognozy są zbyt pesymistyczne”. Mnie jednak trudno być aż takim optymistą, aby wierzyć, iż jestem pesymistą.

Materiał Promocyjny
Lokaty mobilne: Nowoczesny sposób na oszczędzanie
Ekonomia
KGHM optymalizuje zagraniczny portfel
Ekonomia
Apelują do Orlen Termika. Chodzi o zamówienia dla dostawców spoza UE
Ekonomia
PGE odstąpiła od ważnej umowy. Naliczono wysokie kary
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama