Obrazujący sytuację na rynkach wschodzących indeks MSCI Emerging Markets spadł w ostatnim tygodniu o 8,5 proc. W reakcji na nerwowość inwestorów w USA wyprzedaż objęła zarówno rynki południowoazjatyckie, środkowoeuropejskie, jak i bliskowschodnie.
Indeksy wszystkich giełd należących do emerging markets wyraźnie traciły, z czego najwięcej polski WIG20 (spadek w ciągu tygodnia o 10,2 proc.). W praktyce zarobić można było tylko na niektórych parkietach afrykańskich i Wenezueli (ale te nie należą do kategorii emerging markets).
Rynki gospodarek z tej samej grupy co Polska traciły szybciej niż giełdy zachodnie (tu średni ubiegłotygodniowy spadek indeksów wyniósł 8,6 proc.).
Nerwowość na giełdach widać od maja. Analitycy szacują, że od tego czasu z funduszy inwestujących w krajach Europy Środkowej i Wschodniej, na Bliskim Wschodzie i Afryce wyparowało 3,2 mld dol (statystyki te nie uwzględniają ostatnich dwóch dni ubiegłego tygodnia, kiedy straty były największe). Maklerzy przyznają, że problemy
zadłużeniowe rozwiniętych państw wpływają na decyzje inwestycyjne – żaden z zarządzających nie chce bowiem pozostawiać wielu aktywów na rynkach wschodzących, które – jak pokazuje historia – zachowują się w czasie kryzysu gorzej niż rynki rozwinięte. Zamiast tego środki wolą inwestować w bezpieczniejsze aktywa (np. obligacje).