Rz: Eksport ciągnie w górę całą polską gospodarkę. Według szacunków Ministerstwa Finansów w tym roku przyniesie nam 49 proc. PKB. Czy jest możliwe, by wzrost eksportu jeszcze przyspieszył?

Ilona Antoniszyn-Klik

: Kiedy przeanalizowaliśmy kierunki naszego eksportu, okazało się, że 80 proc. idzie do krajów, które reprezentują tylko 20 proc. globalnego wzrostu gospodarczego. A więc lokujemy nasze zasoby niekoniecznie tam, gdzie jest to pożądane. Powinniśmy zmienić priorytety. Mamy informacje z dwóch stron: z zagranicy, która wykazuje zainteresowanie naszymi produktami, oraz od firm, które chcą handlować z konkretnymi krajami. Zrobiliśmy plan najbardziej perspektywicznych kierunków dla naszych przedsiębiorców. To przede wszystkim Azja i Afryka.

Według prognoz Oxford Economics za kilkanaście lat w pierwszej piątce odbiorców towarów z Polski mogą być Chiny. Jak to możliwe, skoro trafia tam obecnie 1 proc. naszego eksportu?

Ale współpraca szybko się rozwija. Jeśli w 2012 r. przyrost eksportu do tego kraju wyniósł 1 proc., to w roku obecnym wzrost podskoczył do 12 proc. A to oznacza, że ten handel zaczyna nam coraz lepiej wychodzić. Coraz bardziej intensyfikują się kontakty handlowe pomiędzy naszymi i chińskimi firmami. To także dowód, że praca polityczna w postaci wizyt dyplomatycznych poruszających tematy biznesowe przynosi efekty.

Jak wygląda to wsparcie polityczne dla naszego biznesu idącego za granicę?

Ani prezydent, ani premier, tym bardziej wicepremier Janusz Piechociński, nie jeżdżą już za granicę bez przedsiębiorców. Weźmy Mongolię: podpisanie przez Famur kontraktu na dostawę maszyn wartych 50 mln dol. może znacząco zmienić nasz bilans handlowy z tym krajem. Za MSZ i naszą namową prezydent Komorowski, kiedy leciał do Korei, zmienił trasę lotu, by towarzyszący mu przedsiębiorcy mogli odwiedzić Mongolię, która ma bogate zasoby surowcowe. I dzięki tej wizycie na dostęp do tych surowców mamy teraz szansę. Ale wciąż jest wiele do zrobienia, jak np. w Korei. Nie mamy jeszcze umowy z tamtejszą organizacją importową. Musi to zrobić PARP, dopiero potem zaczną się rozmowy pomiędzy firmami. Brakuje nam mocnych pośredników – izb handlowych, które działałyby na lokalnych rynkach, wspierając nasze firmy. To istotne, bo do Korei chcemy nie tylko eksportować, ale też zdobyć poparcie dla koreańskich inwestycji. Przedstawiliśmy Koreańczykom informację o przedłużeniu działania naszych stref ekonomicznych, zadeklarowaliśmy zrównanie warunków zezwoleń sprzed 2008 r., na których działają w strefach firmy koreańskie z warunkami obowiązującymi po roku 2008, bardziej korzystnymi. Chcemy także przyciągnąć kapitał na fuzje i przejęcia. Do tej pory tego nie robiliśmy, ale powinniśmy, bo nasze przedsiębiorstwa potrzebują kapitału i dywersyfikacji.

Do Afryki polecało z premierem aż pięciu ministrów. Jakie są efekty tej wizyty?

Początkowo nie było łatwo. Ale po pierwszych rozmowach zainteresowanie naszą ofertą znacznie wzrosło. Na przykład pojawiła się szansa na eksport drobiu do RPA. Na pierwszym forum gospodarczym w Johannesburgu było 200 afrykańskich firm, na drugim, dzień później, przyszło kolejnych 200. Nie spodziewaliśmy się tego. Dostaliśmy nawet list od naszych przedsiębiorców z podziękowaniami za organizację spotkań, którzy stwierdzili, że jeszcze nie mieli kontaktu z tyloma przedsiębiorcami w czasie jednego wyjazdu. Z kolei w Zambii kontrakty załatwia firma Izodom produkująca materiały budowlane. I choć w Afryce nic nie jest do końca pewne, to stwarza ona naszym firmom szerokie możliwości: przykładem jest Grupa Azoty, która w Senegalu przejęła kopalnie fosforytów używanych do produkcji nawozów. Będzie to dla niej przyczółek do ekspansji na inne kraje afrykańskie.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Co tak mocno ciągnie polski eksport?

Na przykład żywność, którą zamawiają sieci handlowe. Ale są to głównie produkty o przeciętnym lub niższym standardzie. Brakuje nam sprzedaży markowej żywności, co na dłuższą metę będzie nam szkodzić, a przykładem są Czechy i Słowacja. Najwięcej zarabiamy jednak nie na żywności, ale na eksporcie produktów zaawansowanych technologicznie. Tu doskonałą robotę wykonuje nasz przemysł wydobywczy, eksportujący maszyny górnicze, czy też firmy chemiczne. W przypadku surowców wartość eksportu z Polski podbija przede wszystkim miedź.

Najwięcej zarabiamy na eksporcie produktów zaawansowanych technologicznie. Tu doskonałą robotę wykonuje nasz przemysł wydobywczy eksportujący maszyny górnicze czy też firmy chemiczne

Kto najwięcej eksportuje?

Najlepszymi eksporterami z Polski są firmy zagraniczne, które u nas wcześniej zainwestowały w produkcję. To np. GlaxoSmithCline, Samsung, Volkswagen, General Motors, wcześniej był to Fiat. To również firmy z branży AGD. Ich rola jest bardzo ważna: udział zagranicznych inwestorów w naszym eksporcie wynosi obecnie 60 proc. Ktoś mógłby powiedzieć, że to handel wewnątrz koncernów: nie ma w tym jednak absolutnie nic złego. My na tym dobrze zarabiamy. Mamy nowe miejsca pracy, dochody z podatków, biznes robią polscy poddostawcy i firmy obsługujące te fabryki.

Zagraniczne firmy mają dla eksportu z Polski ustalone rynki zbytu, kampanie reklamowe w ramach koncernów, więc jest im łatwiej. A jak możemy pomóc polskim eksporterom?

W ramach wsparcia politycznego są jeszcze działania wspierające ambasad i działających przy nich wydziałów promocji handlu i inwestycji. Kolejny element to marketing: programy branżowe, Marka Polskiej Gospodarki. Plakatujemy pół Europy naszymi markami. Teraz kupujemy 800 plandek z logo Polski dla tirów, które będą jeździły po całej Europie. Do tego dochodzą artykuły i reklamy w zagranicznych gazetach, a jak nasi wystawcy jadą na targi, mają jednolitą i rozpoznawalną aranżację stanowisk. Na takie działania firmy nie miały pieniędzy. Na taką skalę organizujemy promocję kraju po raz pierwszy, wszystko jest finansowane z unijnych funduszy. Jakby zebrać te działania razem, okazałoby się, że na promocję przedsiębiorstw poszedł blisko miliard złotych.

Ale firmy, oprócz promocji, potrzebują pieniędzy, by zrealizować kontrakty eksportowe. I narzekają, że tu wsparcie państwa jest za słabe.

Bo mamy wiele do nadgonienia. Pomoc realizuje Bank Gospodarstwa Krajowego i Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych, ale obie te instytucje mają zakres operacji odpowiadający wielkości naszego dawnego eksportu. Czyli skala tych narzędzi nie odpowiada obecnemu poziomowi handlu z zagranicą. Wchodzenie w ryzykowne projekty jest dla tych instytucji trudne. Nie mamy także dobrego instrumentu gwarancyjnego dla dużych inwestycji za granicą. Dam przykład: chcemy gdzieś budować elektrownię, ale państwo nie ma gotowych procedur, jak analizować i oceniać takie przedsięwzięcia. Jeśli mamy system de minimis wspierania kredytów dla przedsiębiorców, to w tych samych bankach, oprócz kredytów obrotowych, powinny być dostępne kredyty eksportowe z tą samą gwarancją państwa. Potrzebne są więc instrumenty, które trzeba dopiero zbudować.

BGK i KUKE podlegają ministrowi finansów, który wstrzemięźliwie podchodzi do wszelkich wydatków i gwarancji państwa. Czy jest jakiś system wspierający same banki pomagające eksporterom?

Niestety, nie ma. Banki lokalne nie umieją ocenić ryzyka przy transakcjach zagranicznych, wolą kupić obligacje, niż wchodzić w interesy, na których mogłyby stracić. Nie ma też instrumentów na dużą skalę, dzięki którym pieniądze na eksport dawałby nie jeden Bank Gospodarstwa Krajowego, ale każdy bank. Powinno być tak, że my dajemy instrument, a banki mają interes w tym, żeby go rozreklamować i w ten sposób zwiększać potencjał eksportowy. Potrzeba nam systemu finansowego nastawionego na wsparcie polskiego eksportu.

Wróćmy do dyplomacji biznesowej. Dotąd brakowało współpracy pomiędzy Ministerstwem Gospodarki a Ministerstwem Spraw Zagranicznych, były spory o to, kto ma realizować promocję Polski za granicą.

To się już zmienia. Lista priorytetów na przyszły rok jest ustalana wspólnie. Ważne, by działania były skuteczne. Na przykład w przypadku misji gospodarczych powinniśmy się skupić na konkretach: jeśli dla danego kraju firmy nie przygotowały konkretnych przedsięwzięć, np. wejścia z produktami do sieci handlowych, to nie ma sensu ich zabierać. Na rekonesans mogą pojechać w ramach programów branżowych, na co dostają pieniądze.