Białowieża turystyką stoi. We wsi działają pensjonaty, restauracje, są luksusowe apartamenty, dwa hotele, wiele innych obiektów noclegowych. Barbara Kempisty, właścicielka Centrum Wypoczynku Rodzinnego Ostoja, mówi nam, że goście nie wycofują rezerwacji, nie dzwonią w sprawie ewentualnego stanu wyjątkowego, który objąłby też Białowieżę.
– Czekam na formalne zatwierdzenie (lub nie) stanu wyjątkowego przez władze. Wtedy będziemy wiedzieć, na czym stoimy, jakie konkretnie ograniczenia nas dotyczą. Jednak niezależnie od decyzji pozostanie to bez uszczerbku dla naszej działalności – mówi.
Czytaj więcej
Przewoźnicy nie spodziewają się utrudnień w przejazdach przez granicę. Sytuacja może jednak zmienić się jesienią, kiedy tradycyjnie zwiększy się ek...
Podobne zdanie mają w Hotelu Białowieskim. Zapewniają nas tam, że nikt nie odwołuje rezerwacji, choć są goście, którzy dzwonią i pytają o ewentualny stan wyjątkowy. „Na razie zakładamy pozytywny scenariusz" – słyszymy.
Łukasz Zasim, zastępca wójta gminy Narewka, podkreśla, że turystyka jest w gminie bardzo ważnym źródłem dochodów mieszkańców.
– Nasza gmina jest bardzo atrakcyjnie położona. Tuż przy puszczy, na szlaku kajakowym rzek Narew i Narewka, które przyciągają gości. Mamy 60–70 kwater agroturystycznych, hoteliki i pensjonaty. W większości turystyka jest działalnością sezonową i dodatkową do gospodarstw rolnych, to z roku na rok coraz lepiej się rozwija – mówi wicewójt Narewki.
Ewentualny stan wyjątkowy objąłby cztery wsie tuż przy granicy. – To utrudnienie, ale nie ma paniki, choć ludzie pytają, z czym wiązałaby się ta sytuacja – przyznaje Zasim.
W gminie Giby na Suwalszczyźnie ewentualny stan wyjątkowy byłby dotkliwy dla organizatorów spływów Czarną Hańczą. Spływ kończy się we wsi Dworczysko, która znalazła się na liście objętych stanem wyjątkowym.
– Kajakarze pływają Hańczą do końca października. Miałem jeden telefon w tej sprawie, ale na razie jako samorząd nie otrzymaliśmy żadnych oficjalnych informacji, więc i ludziom nic konkretnego nie mogę powiedzieć – mówi wójt Robert Bagiński.
Giby to maleńka gmina, jeżeli chodzi o liczbę mieszkańców (2700), ale duża obszarowo. – U nas z turystyki dobrze żyje ok. 30 proc. mieszkańców. Resztę żywią lasy, których mamy tu dużo. Druga nadgraniczna wieś z rządowej listy, Muły, to tak naprawdę tylko leśniczówka. Ludzie tam jeżdżą do pracy w lasach. Nie wiem, jak to by wyglądało po wprowadzeniu stanu wyjątkowego. Na dziś wszystko funkcjonuje normalnie – dodaje.
W Kruszynianach, najbardziej znanej turystycznie wsi w podlaskiej gminie Krynki, z turystyki utrzymuje się większość mieszkańców. Wieś znana jest z mieszkających tam rodzin tatarskich i zabytków kultury muzułmańskiej.
Właściciele gospodarstw agroturystycznych nie chcą na razie wypowiadać się o sytuacji, choć przyznają, że ich ona niepokoi. Ewentualne straty z tytułu wymuszonego zawieszenia działalności byłyby – w ich ocenie – duże.