Przewoźnicy narzekają, że Europejska Agencja Kontroli Powietrznej Eurocontrol jest zbyt konserwatywna w swoich ocenach zanieczyszczenia powietrza, co utrudnia im jakiekolwiek planowanie lotów.
Mimo to połowa planowanych lotów nad Europą już się odbywa. Ruch jest jednak chaotyczny i ma niewiele wspólnego z rozkładem. Według oceny Europejskiej Agencji Żeglugi Powietrznej Eurocontrol wczoraj miało się ich odbyć 14,5 tys. wobec 9 tys. dzień wcześniej. W normalny dzień liczba lotów w Europie wynosi ponad 28 tys. Od ostatniej środy odwołano ponad 100 tys. lotów.
Dzisiaj jedno jest pewne: wielu przewoźników nie przetrwa kryzysu, jeśli nie otrzyma pomocy państwa. Czeski minister finansów Eduard Janota powiedział wczoraj, że narodowy przewoźnik CSA będzie mógł otrzymać taką pomoc, tylko musi dostarczyć swój rachunek strat wywołanych kryzysem. Taką pomoc otrzyma również linia czarterowa Travel Service. O pomoc państwową najprawdopodobniej zwróci się także polski LOT. Kłopoty finansowe spowodowane feralną chmurą dotknęły również dużych przewoźników – British Airways i Air France-KLM, które także chcą pomocy rządów. Na pomoc państwa liczy również największy turoperator na świecie – TUI, który dotychczas nie był w stanie ściągnąć 100 tys. klientów i funduje im bezpłatne wakacje. TUI swoje straty wylicza na 6 – 7 mln euro dziennie.
Ale wypłacenie choćby jednego centa nie jest możliwe bez zgody Komisji Europejskiej. O nadzwyczajnej sytuacji w europejskim lotnictwie debatowali też w Strasburgu eurodeputowani.
Nie tylko linie są stratne. Jak podaje Jan Pamuła, prezes spółki zarządzającej krakowskim lotniskiem, każdy dzień przestoju na niebie kosztuje port ok. 260 tys. zł. Wrocław traci od 100 tys. zł do ok. 150 tys. zł dziennie. Europejskie instytucje żeglugi powietrznej tracą z powodu zamknięcia przestrzeni powietrznej ok. 25 mln euro dziennie.