Reklama

Związkowcy będą walczyć o swoje

Wszystko wskazuje na to, że w tym roku będziemy często słyszeć nie tylko o sporach polityków. Nie rzadziej będzie się przebijał głos związków zawodowych. Powodów jest kilka

Publikacja: 25.02.2011 00:18

Związkowcy będą walczyć o swoje

Foto: Fotorzepa, Mirosław Owczarek MO Mirosław Owczarek

Red

Pierwszy powód bardziej słyszalnego głosu związków zawodowych jest oczywisty: jesienią odbędą się wybory parlamentarne. Rok wyborczy jest dla związków najlepszym okresem, by od polityków wydobyć nie tylko obietnice, ale wymusić również konkretne działania. Szczególnie taki układ sił politycznych, z jakim dzisiaj mamy do czynienia, zachęca do podobnych kroków.

Spójrzmy bowiem – Platforma Obywatelska ostatni rok obecnej kadencji zaczęła z kilkoma poważnymi potknięciami. Nagle okazało się, że straszenie powrotem PiS to za mało, by zatrzymać falę krytyki.

Rząd zbiera cięgi za pomysły wzmocnienia ZUS kosztem OFE, za śrubowanie budżetowego deficytu, za odkładanie w nieskończoność obiecywanych reform. Co ważne, w pierwszej linii krytyków stają osoby, które w żaden sposób nie mogą być uważane za adherentów Jarosława Kaczyńskiego. Czy bowiem za taką osobę można uznać Leszka Balcerowicza albo Stanisława Gomułkę?

Sondaże, ostatnio już nie tak łaskawe dla PO, pokazują jednak topniejącą przewagę partii rządzącej nad PiS. Donald Tusk, choć nie ma powodów do paniki, nie może żadną miarą uznać jesiennych wyborów za z góry wygrane. A już na pewno wątpliwa wydaje się teza o samodzielnych rządach PO w kolejnej kadencji.

Drugi powód jest taki, że prawdziwym kłopotem dla PO może się  okazać ewentualne pogorszenie sytuacji gospodarczej. Chociaż, na szczęście, ominął nas dotychczas kryzys na miarę Irlandii czy Grecji, to dwucyfrowe bezrobocie i umiarkowany wzrost gospodarczy są faktami, których nie da się przykryć urzędowym optymizmem. Jeśli sytuacja się pogorszy, Platforma będzie miała powody do poważnych obaw.

Reklama
Reklama

Polityczne i gospodarcze problemy, którym musi stawić czoła partia rządząca, to dla związków wyraźny sygnał: można coś ugrać. Tym bardziej że w wielu kwestiach mogą liczyć nie tylko na wsparcie opozycji, ale również koalicyjnego PSL. Słabszej niż jeszcze rok temu Platformie szalenie trudno będzie grać rolę twardego strażnika liberalizmu, piętnującego populizm związkowy. Partia będzie musiała podjąć grę – usiąść do stołu rozmów, na propozycje związków odpowiedzieć własnymi propozycjami. Będzie musiała się zgodzić na część postulatów – pytanie tylko, na ile i na które.

 

 

Jako trzeci – obok politycznego i gospodarczego – powód, dla którego w tym roku o związkach zawodowych będzie można usłyszeć znacznie częściej niż w latach ubiegłych, to zmiany w „Solidarności". Nowy przewodniczący Piotr Duda od razu przystąpił do działań, które mają zmyć ze związku piętno pisowskiej przybudówki.

Stąd podkreślanie, że związek będzie mniej angażował się w gry polityczne, a bardziej walczył o prawa pracownicze. Stąd także grożenie palcem sieciom handlowym i wspólny apel do pracodawców z Lechem Wałęsą. Piotr Duda jak na razie okazuje się zupełnie niezłym adeptem sztuki PR. Wciąż otwarte pozostaje pytanie, czy w imię tej sztuki nie zmarnuje szans, jakie to – prawdziwe czy pozorowane „nowe otwarcie" – stawia przed „Solidarnością" i związkami w ogóle.

Trudno mieć nadzieję, że „nowe otwarcie" przyniesie istotne i pozytywne zmiany, jeśli chodzi o relacje w trójkącie: związki zawodowe – politycy – przedsiębiorcy. Przez dwie dekady polskiej demokracji wytworzył się model, zgodnie z którym pracodawcy dla większości związkowych liderów nie są partnerami, ale przeciwnikami. Nie zaprasza się ich do rozmowy, by debatować o ulepszeniu istniejących mechanizmów, ale zmusza do negocjacji pod groźbą akcji protestacyjnej.

Reklama
Reklama

Rzecz oczywista, że takie zachowanie pociąga za sobą adekwatną reakcję drugiej strony. Niejeden przedsiębiorca nie próbuje nawet sprawdzić, na ile kontakty ze związkami mogą pomóc rozwiązać realne problemy. Woli od razu przyjąć ową wiodącą donikąd relację dwóch przeciwników, a nie dwóch partnerów.

 

 

Wtakiej sytuacji swoje próbują ugrać – i to nieraz z dobrym efektem – politycy. Niestety, są to najczęściej gry nastawione na doraźne, partykularne sukcesy: brak konfliktów, utrzymanie się u władzy, sondażowe poparcie...

Rządzące ekipy wybierają niestety dwa modele koegzystencji ze związkami: albo uległość w myśl zasady, że lepiej obiecać gruszki na wierzbie, niż mieć w stolicy bitwę ze związkowcami, albo metoda divide et impera. Ta ostatnia polega na lawirowaniu: czasem dobre słowo związkom, czasem niezobowiązujące słowo otuchy dla biznesu, ale tak naprawdę unikanie poważnych decyzji.

Niestety, w takiej sytuacji przedsiębiorcy nierzadko padają ofiarą związkowych demonstracji siły. Jak pokazuje doświadczenie, łatwo mogą się znaleźć w sytuacji zakładnika, którego poświęca się po to, by pokazać, że żarty się skończyły.

Reklama
Reklama

Przykładów nie trzeba daleko szukać. Na początku roku „Solidarność" uderzyła na alarm, że wielka sieć handlowa Biedronka zwalnia pracowników z powodu ich przynależności do związku. Przez kilkanaście dni obie strony przerzucały się oświadczeniami, a w końcu wyszło na to, że podniesiony alarm był, łagodnie mówiąc, na wyrost.

Jak wynika z wyjaśnień Biedronki, sieć nie stosuje umów o pracę na okres próbny, a tylko umowy na czas określony i co roku nie przedłuża takich umów kilkuset pracownikom. Przecież jako pracodawca ma do tego prawo. Wśród nich znajdują się osoby, które są członkami „Solidarności" i innych związków, ale także takie, które ze związkami nie mają nic wspólnego.

Branżowa „Solidarność" próbowała zrobić z tego prześladowanie związkowców. Co ciekawe, nawet nie ukrywała, że chodzi jedynie o pracę dla własnych aktywistów. O przedstawicieli innych związków „Solidarność" nie wykazywała już takiej troski...

Cała ta sprawa pokazuje modus operandi  polskich związkowców. Żeby zaistnieć w świadomości opinii publicznej, trzeba przyłożyć wielkiej korporacji czy potężnej sieci. Jest to o tyle łatwe, że Polacy nadal nie ufają przedsiębiorcom. W ten sposób i biznes, i politycy otrzymują czytelny sygnał: z nami nie ma żartów.

 

Reklama
Reklama

 

Powtórzę – trudno mieć nadzieję, że ten rok przyniesie zmiany na lepsze. A przecież są w Europie kraje, gdzie dialog w trójkącie związki – pracodawcy – politycy stał się fundamentem korzystnych zmian.

W Holandii w latach 80., gdy kraj nękała recesja i wysoka inflacja, związki zgodziły się na wstrzymanie automatycznej indeksacji płac do zmian cen i zobowiązały się do ograniczenia przyszłych żądań płacowych. Mało tego, przystały na liberalizację zasad zawierania umów o pracę na czas określony oraz w niepełnym wymiarze etatu.

Rząd z kolei, by zrekompensować choć częściowo związane z tym skutki dla pracodawców i zatrudnionych, wystąpił z pakietem regulacji zmniejszających pozapłacowe koszty pracy. Pozwoliło to na opanowanie kryzysu, którego jednym ze źródeł był wymuszany przez związki duży wzrost płac w latach 70. Również w Irlandii w latach 90. związki zgodziły się na ograniczenia wzrostu płac i odsunięcie w czasie wprowadzenia płacy minimalnej.

Mam nadzieję, że sytuacja gospodarcza Polski w najbliższym czasie nie będzie aż tak poważna, by podobne ustępstwa były wymuszone przez kryzys. Zmiana relacji w trójkącie, o którym mowa, z wzajemnego rozgrywania się na dobry, efektywny dialog, nie tylko przyniosłaby konkretne korzyści gospodarce i pracownikom, ale również samym związkom.

Reklama
Reklama

Związki, co pokazują sondaże, tracą sukcesywnie poparcie Polaków. Badanie CBOS z jesieni 2010 r. pokazało, że aż 43 proc. Polaków ma do „Solidarności" niechętny stosunek. Na rynek pracy wkracza pokolenie, dla którego romantyczny mit związku walczącego z komunizmem to już odległa historia, której nie mogli być świadkami.

Jeżeli związkowi działacze nie wyciągną z tego wniosków, nie podejmą próby zerwania z modelem ukształtowanym w latach 90., to będą się musieli pogodzić z kurczącą się coraz szybciej liczbą nowych członków. A przecież nie chodzi o to, by związki zawodowe znikły z życia publicznego, ale by wykorzystały swój potencjał i doświadczenie dla dobra publicznego.

Autor jest prezesem Krajowej Izby Gospodarczej

Materiał Promocyjny
Lokaty mobilne: Nowoczesny sposób na oszczędzanie
Ekonomia
KGHM optymalizuje zagraniczny portfel
Ekonomia
Apelują do Orlen Termika. Chodzi o zamówienia dla dostawców spoza UE
Ekonomia
PGE odstąpiła od ważnej umowy. Naliczono wysokie kary
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama