Kto na początku tygodnia uwierzył, że po silnej przecenie na giełdę powróci wzrost, mocno się sparzył. Wczoraj przez światowe rynki akcji przetoczyła się kolejna fala wyprzedaży.
– W warunkach tak dużej zmienności jedyną dobrą metodą jest czekać na uspokojenie sytuacji. Inaczej próby kupowania, wydawałoby się przecenionych już papierów, przypominają przysłowiowe łapanie noża – uważa Grzegorz Łętocha, wiceprezes departamentu inwestycji w BPH TFI. – Polscy inwestorzy muszą patrzeć na dane z Ameryki i Niemiec. Nie od dziś wiadomo, że polska gospodarka reaguje z opóźnieniem na trendy światowe.
W Europie Zachodniej akcje taniały o prawie 5 proc. Jeszcze gorzej było w Warszawie. WIG20 spadł na zamknięciu o 5,8 proc., a w ciągu dnia straty sięgały 8,7 proc. Była to najgorsza sesja od czerwca 2009 roku. Spadkowa była też sesja na Wall Street, gdzie indeks Dow Jones zakończył dzień ze stratą 3,7 proc.
Zdaniem Konrada Łapińskiego, zarządzającego funduszami Total FIZ, wyprzedaż akcji ma wciąż to samo podłoże. Są nim obawy o niewypłacalność niektórych państw UE i widmo recesji. Napędza to spiralę strachu na rynkach kapitałowych. W jego ocenie czas na kupowanie akcji przyjdzie dopiero w 2012 r.
Przed recesją ostrzega w najnowszym raporcie bank Morgan Stanley, a jej nadejście częściowo potwierdzają bardzo słabe dane o aktywności gospodarczej w USA. Analitycy podkreślają, że sposoby walki z kryzysem proponowane przez światowych decydentów są nieskuteczne. Jeśli się to nie zmieni, to w połączeniu z coraz słabszymi informacjami ze światowych gospodarek będzie stanowić dla inwestorów powód do sprzedaży akcji.