Soloch przedstawił plany państw członkowskich NATO dotyczące zabezpieczenia wschodniej flanki Sojuszu.
- Na razie mamy zapowiedź o przybyciu kilku tysięcy żołnierzy amerykańskich. Brytyjczycy chcą zdublować swoją wojskową obecność, czyli wysłać tysiąc swoich żołnierzy do Estonii. Wczoraj ministrowie obrony NATO dyskutowali na temat procedur, które przyśpieszyłyby mobilizację NATO-owskich sił reagowania. To pokazuje w jakiej fazie jest "kryzys ukraiński" - coraz mniej dyplomacji, a coraz więcej komunikatów wojskowych i mobilizacji oddziałów. Musimy to robić, żeby do ostatniej chwili odstraszyć Rosjan przed agresywnymi działaniami wobec Ukrainy - stwierdził polityk.
Specjaliści i historycy wojen, które miały miejsce po drugiej wojnie światowej wskazują, że deklaracje o wycofywaniu się wojsk, bardzo często poprzedzały rzeczywisty atak - tak było w przypadku konfliktów na Bliskim Wschodzie
Szef BBN-u skomentował też oświadczenie Kremla, w którym padły zapewniania o zakończeniu rosyjskich ćwiczeń wojskowych i wycofaniu swoich wojsk znad ukraińskiej granicy.
- Specjaliści i historycy wojen, które miały miejsce po drugiej wojnie światowej wskazują, że deklaracje o wycofywaniu się wojsk, bardzo często poprzedzały rzeczywisty atak - tak było w przypadku konfliktów na Bliskim Wschodzie. Rosja doskonale o tym wie. Wszystko wskazuje na to, że nie mamy do czynienia z deeskalacją - ocenił gość Polskiego Radia.
Czytaj więcej
Zdjęcia satelitarne dowodzą, że Rosja usunęła część sprzętu wojskowego rozmieszczonego wcześniej w pobliżu granic Ukrainy, ale w rejon ten skierowa...
Soloch został następnie zapytany o to, jak ewentualny atak Rosji na Ukrainę wpłynąłby na Polskę.
- Polska nie jest bezpośrednio zagrożona agresją wojskową, ale skutkiem ewentualnego ataku (Rosji na Ukrainę - red.) byłby masowy napływ uchodźców. Jasnym jest, że państwo polskie odczułoby taki atak i jego wszystkie konsekwencje, np. związane ze zwiększeniem sił NATO w Polsce - mówił polityk.