Samochód elektryczny czerpie energię z akumulatora. Przy obecnej technologii deklarowany przez producentów zasięg wynosi od 200 do ponad 500 km. W tym drugim przypadku dorównuje modelom hybrydowym, czyli z napędem spalinowym i elektrycznym.

Auta hybrydowe, o ile nie są modelami plug-in, nie wymagają podłączania do gniazdka i wystarczy je tylko tankować paliwem.

Hybryda „z wtyczką” ma większą baterię od zwykłej hybrydy i część pojemności może być uzupełniona wyłącznie poprzez ładowanie z kontaktu. Zasięg takiego samochodu na prądzie wynosi od 30 do 100 km.

Do ładowania baterii hybrydy plug-in wystarczy od biedy nawet domowe gniazdko (z bezpiecznikiem na 10A), choć jest to rozwiązanie mało praktyczne, bo włączenie pralki może wysadzić domowe korki.

Praktyczniejsza jest niewielka ładowarka naścienna o mocy kilku kW, która w parę godzin naładuje niewielki akumulator hybrydy. Dla samochodów z napędem bateryjnym ładowarki małej mocy nie są rozsądnym wyborem, ponieważ zmuszają do wielogodzinnego ładowania samochodu. Minimum to 20–25 kW, aby w nocy naładować baterię trakcyjną dużej pojemności rzędu 80–100 kWh.

Jazda hybrydą i elektrykiem jest tak samo prosta – kierowca wybiera w przekładni jedynie jazdę w przód lub w tył i ewentualnie tryb pracy komfortowy, sportowy lub oszczędny. W trybie sportowym auto szybciej reaguje na wciśnięcie pedału gazu oraz na skręty kierownicą, w niektórych modelach utwardza się zawieszenie.

Do niedawna hybrydy plug-in miały zapewnione w wielu krajach Europy dofinansowanie, ale gdy okazało się, że większość użytkowników nie stosuje ładowania z sieci, administracje państw zniosły dopłaty.

Są one dostępne dla kupujących modele elektryczne. Ponieważ kwoty dopłat określone są w liczbach bezwzględnych, postępująca inflacja i podążające za nią podwyżki cen samochodów sprawiają, że rola dopłat maleje. Rządy niektórych państw już sygnalizują powolne wycofywanie się z dopłat do elektryków.

W Polsce auta elektryczne mają zapewnione refundacje w programie „Mój elektryk” (dla osób fizycznych dopłata wynosi 18,75 tys. zł), elektryki dopuszczone są także do jazdy po buspasach.

Na rynku wtórnym przyjęły się hybrydy. Nie jest przypadkiem, że taksówkarze chętnie korzystają z hybrydowych modeli, chwaląc niskie zużycie paliwa, bezawaryjną oraz stosunkowo cichą jazdę.

Popyt na używane hybrydy ze strony taksówkarzy sprawił, że te modele trzymają cenę. W przypadku niektórych marek hybrydy mają już pięć generacji, więc jest to technologia dobrze znana.

Dużo mniej zaufania jest na rynku wtórnym do modeli elektrycznych. W starszych egzemplarzach konieczna jest czasem wymiana baterii trakcyjnej, co zwielokrotnia cenę zakupu auta. Zatem egzamin dojrzałości jest jeszcze przed samochodami elektrycznymi, które będą musiały udowodnić, że są także efektywne kosztowo.