Sąd w Opolu zdecydował, że Tomasz Komenda za niesłuszne tymczasowe aresztowanie i skazanie dostanie 12 mln zł zadośćuczynienia, a w ramach odszkodowania otrzyma 811 tys. 533 zł. – Tak kończy się koszmar mojego życia – mówił dziennikarzom mężczyzna po wyjściu z sali rozpraw. Zarazem dodał jednak, że żadne pieniądze nie zwrócą mu tego, co stracił.

Zakończony w poniedziałek proces trwał niespełna dwa lata (wyrok jest nieprawomocny). Toczył się z wyłączeniem jawności z powodu drastycznych wydarzeń, o których opowiadał sam Komenda, jak i świadkowie. Tylko wyrok w tej sprawie był jawny. Pełnego uzasadnienia wysłuchały jedynie strony postępowania. Zanim sąd udał się na naradę, głos po raz ostatni w sprawie zabrali biegli. Dzięki temu sąd usunął wszystkie wątpliwości. Potem przyszła kolej na mowy końcowe. Pełnomocnicy Komendy (występowali pro bono) mówili o wyjątkowej sytuacji i tragedii, jaką przeżył klient. Prokurator zgodził się na żądane odszkodowanie, a wysokość zasądzonego zadośćuczynienia pozostawił do uznania sądu.

Czytaj też:

Prof. Ćwiąkalski: Winni pomyłki powinni zwrócić pieniądze

Nie płacą ci, którzy zawinili

Zarobki i krzywda

W pozwie do sądu niesłusznie skazany domagał się prawie 19 mln zł – po milionie zadośćuczynienia za krzywdę, jaką był każdy rok niesłusznie spędzony w więzieniu plus miliona odszkodowania. Sędzia Dariusz Kita wyjaśniał w uzasadnieniu, że wysokość odszkodowania wyliczono na podstawie zarobków, jakie osiągał Komenda w momencie utraty wolności, dodając okres, gdy przez niesłuszne uwięzienie został pozbawiony możliwości zarobkowania. Tak samo wysokość odszkodowania obliczali jego pełnomocnicy.

– Biegli psychiatrzy podtrzymali swe opinie dotyczące ogromu krzywd i negatywnego wpływu, jaki miał tak długi pobyt w więzieniu, w tak ekstremalnych warunkach, dla Tomasza Komendy. To sprawa bez precedensu w polskim wymiarze sprawiedliwości. Tomasz Komenda był poddany wielu szykanom ze strony współosadzonych, jak i kadry zakładów karnych. Był dręczony i prześladowany. Próbował popełnić samobójstwo (niejeden raz zresztą). Gdyby nie wsparcie rodziny, nie wiadomo, czy przeżyłby ten czas – mówił sąd.

Jego życie zaczęło się zmieniać w maju 2018 r. Wówczas to Sąd Najwyższy uniewinnił Komendę, który przez 18 lat odsiadywał wyrok za gwałt i zabójstwo 15-letniej dziewczyny. W sprawie domniemanych zaniedbań policjantów i prokuratorów oraz innych osób, które doprowadziły do tego niesłusznego skazania, śledztwo prowadzi Prokuratura Okręgowa w Łodzi. Postępowanie toczy się w sprawie.

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

Sąd się przygotował

W 2003 r. Komenda został skazany na 15 lat więzienia, a rok później sąd drugiej instancji zaostrzył mu karę do 25 lat więzienia. Na wolność wyszedł po 18 latach.

Zanim opolski sąd zdecydował o wysokości ostatecznie zasądzonej kwoty, przyjrzał się 42 wyrokom, jakie w polskich sądach okręgowych zapadły w podobnych sprawach. Przyznał rację pełnomocnikom, którzy bardzo starannie obliczyli kwotę odszkodowania.

Podczas procesu Tomasz Komenda przed sądem w Opolu mówił m.in. o kulisach swojego zatrzymania, o pobycie w więzieniu, o tym, jak był traktowany przez współwięźniów i strażników więziennych, a także o trudnościach z dostosowaniem się do życia poza więzieniem.

Jego przesłuchanie odbyło się w obecności psychologa. Poza przesłuchaniem w swojej sprawie Komenda nie brał udziału w procesie. Twierdził, że jest to ponad jego siły. Stawił się jednak na ogłoszeniu wyroku.

Zbrodnia w Miłoszycach

Tomasz Komenda został skazany za zamordowanie 31 grudnia 1996 r. 15-letniej dziewczyny. Nastolatka bawiła się na dyskotece w Miłoszycach pod Wrocławiem, kilkanaście godzin później znaleziono ją martwą – zmarła wskutek wyziębienia organizmu i odniesionych ran.

Jesienią rok temu ponowne dochodzenie w sprawie zabójstwa Małgosi z Miłoszyc doprowadziło do nieprawomocnego skazania na 25 lat więzienia dwóch mężczyzn: Ireneusza M. i Norberta B.

Poniedziałkowy wyrok wywołał wiele komentarzy wśród prawników. Ci coraz częściej twierdzą, że za podobne pomyłki wymiaru sprawiedliwości powinni płacić także winni ich popełnienia – w tym przypadku sędziowie.

Opinia dla „rzeczpospolitej"

prof. Brunon Hołyst, kryminolog

Prawdę mówiąc, nie spodziewałem się takich kwot, choć jestem w stu procentach przekonany, że utrata wolności nie ma ceny. I żadna kwota orzeczona przez sąd nie zwróci człowiekowi tego wszystkiego, co stracił w więzieniu. W przypadku Tomasza Komendy sytuacja była szczególna. Po pierwsze sądy się pomyliły, po drugie jego sytuacja w kryminale ze względu na powód skazania była bardzo trudna. Życie za kratami utrudniali mu nie tylko współwięźniowie, ale i funkcjonariusze. Myślę, że poniedziałkowy wyrok musi – a z pewnością powinien – być przestrogą dla wymiaru sprawiedliwości. Kultura prawna, w której dziś funkcjonujemy, nie pozwala, by obciążać wypłatą pieniędzy sędziów, którzy wydali wyroki skazujące wobec osób niewinnych. W efekcie za takie pomyłki płacimy my wszyscy. I niestety z roku na rok płacimy coraz więcej.