Powodem odroczenia jest to, że sąd chce jeszcze przesłuchać świadka, co ma odbyć się zdalnie ze względu na jego stan zdrowia. Chodzi o pracownika pozwanej firmy JFC Polska, który zna techniczne okoliczności przygotowania spornej reklamy przydomowych oczyszczalni ścieków.

– Nie ukrywam, że chciałabym jak najszybciej ten spór zakończyć (...). Z punktu widzenia ekonomiki procesowej będę oceniać też kolejne wnioski, jeżeli się pojawią, pod tym kątem, czy one są rzeczywiście istotne dla rozstrzygnięcia sporu – zaznaczyła podczas piątkowego posiedzenia prowadząca sprawę sędzia Sylwia Wit vel Wilk. Oceniła też, że uzupełniająca opinia biegłego z zakresu fonoskopii w dużej mierze usuwa braki wcześniejszej opinii.

Czytaj więcej

Jarosław Łukomski: Ktoś sklonował mój głos i zrobił to po to, by zarobić pieniądze

Opinia biegłego została uzupełniona

Na wcześniejszym etapie postępowania sąd zdecydował o powołaniu biegłego z zakresu fonoskopii, który miał ocenić stopień podobieństwa głosu użytego w reklamie do głosu Łukomskiego. Ocena biegłego jest istotna, ponieważ od ustalenia rozpoznawalności głosu zależy odpowiedź na pytanie, czy mogło dojść do naruszenia dobra osobistego, jakim jest głos lektora. W czerwcu sąd uznał, że opinia wymaga uzupełnienia, ponieważ biegły ustalił przede wszystkim to, że głos z reklamy został wygenerowany przy użyciu sztucznej inteligencji, choć ta okoliczność nie była sporna.

W piątek pełnomocnicy Łukomskiego ocenili, że uzupełniająca opinia biegłego czyni ją w całości kompletną i potwierdza tezę pozwu. – Biegły jednoznacznie stwierdził, że głos z reklamy jest „łudząco podobny” i tym samym naszym zdaniem można mówić o sklonowaniu głosu pana Łukomskiego – podkreślił mec. Tomasz Ejtminowicz.

Prawnik zwrócił też uwagę, że dla naruszenia dobra osobistego nie jest ważne to, czy odbiorca rozpoznaje technologię AI. Ich zdaniem, istotne jest to, czy może obiektywnie skojarzyć użyty głos z Łukomskim. – Niezależnie od tego, czy odbiorca rozpoznaje AI czy nie rozpoznaje, istotna jest możliwość obiektywnego skojarzenia przez odbiorcę tego konkretnego głosu z reklamy z głosem powoda – przekonywał mec. Ejtminowicz.

Przypomniał też, że Łukomski nie wydał stronie pozwanej zezwolenia na jakiekolwiek wykorzystywanie swojego głosu i to bez względu na to, czy to miałoby się odbyć przy użyciu narzędzi sztucznej inteligencji.

Czytaj więcej

Sąd bada sprawę Łukomskiego. Biegły: łudząco podobny głos z reklamy AI

Pozwana firma kwestionuje opinię

Pozwana spółka zaprzecza, by celowo naruszyła prawa lektora. Jej prezes Mirosław Majewski wskazywał już wcześniej, że w reklamie nie użyto imienia, nazwiska ani wizerunku Łukomskiego. Firma podnosiła też, że proponowała polubowne rozwiązanie sporu.

Pełnomocniczki JFC Polska zakwestionowały jednak uzupełniającą opinię biegłego, zarówno co do zakresu badania, jak i metodologii. Poprosiły też o dodatkowy czas na zgłoszenie szczegółowych zastrzeżeń w tej sprawie, choć już od strony formalnej zwróciły uwagę, że biegły nie wykorzystał wszystkich materiałów wskazanych przez sąd w postanowieniu dowodowym, lecz oparł analizę wyłącznie na nagraniach załączonych do pozwu.

Dodatkowo ich zdaniem opinia biegłego nie wyjaśnia dostatecznie, kim byli uczestnicy jego badania i jak zostali dobrani. – Trudno uznać, żeby ta opinia była wiarygodna w związku z tym, że biegły oparł się na ocenie 24 osób, nie wskazując tak naprawdę, co to za osoby, jaka to była grupa, w jaki sposób wybrana – zwróciła uwagę mec. Monika Cieślak. Podnosiła też, że biegły postawił badanym inne pytanie niż to, które wynikało z postanowienia sądu.

– Biegły zapytał, który z tych materiałów został wygenerowany przez AI, a który jest czytany przez człowieka. Natomiast pytanie sądu było zupełnie inne: czy ten materiał wygenerowany przez AI może być pomylony z głosem powoda czy nie. To są dwa różne pytania – mówiła prawniczka.

Czytaj więcej

Gorący spór o trenowanie AI. Między prawem autorskim a rozwojem technologii

Pełnomocnicy lektora ocenili też, że ważne w tej sprawie jest przesłuchanie świadka.

– Jest on jedyną osobą, która zna okoliczności naruszenia. I oczywiście z jednej strony argumentujemy, że technikalia to nie jest fundament tego sporu, natomiast z drugiej strony wydaje mi się, że zeznania świadka będą miały znaczenie dla ustalenia stopnia winy strony pozwanej. Ale też pokażą konsekwencje rzeczywistego naruszenia, czyli to, jakie narzędzie było zastosowane, czy jakie środki bezpieczeństwa były zastosowane przy jego wykorzystaniu, to ma znaczenie też dla stopnia tego naruszenia i dla potencjalnej jego dotkliwości – oceniła mec. Wiktoria Stasiewicz.

opinia dla „Rzeczpospolitej”
Dr Damian Flisak, radca prawny, doradca w kancelarii Lubasz i Wspólnicy

To, co jest ciekawe w tej opinii biegłego, to fakt, że opisuje on zbieżność głosów z technicznego punktu widzenia. Rozumiem, że wynika z niej, iż głos z reklamy nie został wypowiedziany przez pana Łukomskiego, natomiast jego barwa, tembr i inne parametry techniczne lokują się w przedziale typowym dla jego głosu, no i stąd wynika to „łudzące podobieństwo”. I tu jest właśnie pies pogrzebany, a mianowicie czy samo takie stwierdzenie wystarcza, żeby sąd uznał, że doszło do naruszenia prawa do głosu jako dobra osobistego. Moim zdaniem niekoniecznie. Głos, trochę inaczej niż wizerunek, jest mniej dystynktywny. Nasze twarze są znacznie bardziej charakterystyczne, podczas gdy zakres podobieństwa głosów jest większy. Nawet jeżeli ktoś ma tak charakterystyczny i atrakcyjny głos jak lektor filmowy, statystycznie mogą istnieć osoby, których głos pomieści się w podobnym paśmie. Dlatego opinia techniczna jest według mnie tylko jednym komponentem. Drugim musi być ocena przez sąd celowości całego zabiegu. Sąd powinien zrekonstruować, czy rzeczywiście działanie było nakierowane na pana Łukomskiego in persona, a więc czy chodziło o podpięcie się pod konkretną osobę i wykorzystanie jej rozpoznawalności, czy też ktoś po prostu chciał uzyskać mocny, ciepły, atrakcyjny głos i system wygenerował głos podobny. Jeżeli z okoliczności sprawy wynikałoby, że twórcy reklamy kojarzyli ten głos z Łukomskim i właśnie dlatego był dla nich atrakcyjny, można mówić o naruszeniu dobra osobistego. Samo wejście w podobne pasmo akustyczne byłoby jednak, moim zdaniem, niewystarczające. Ocena techniczna daje sądowi obiektywne narzędzie zmierzenia podobieństwa, ale musi do niej dojść analiza tego, czy działanie rzeczywiście było skierowane na konkretną osobę.

Reklama oczyszczalni i głos lektora

Spór dotyczy internetowej reklamy przydomowych oczyszczalni ścieków, w której  – według Łukomskiego – bez wiedzy i zgody Łukomskiego użyto głosu podobnego do jego głosu. Lektor twierdzi, że nie nagrał tego materiału, nie zgodził się na udział w kampanii reklamowej i nie otrzymał wynagrodzenia za komercyjne wykorzystanie rozpoznawalnego głosu. W jego ocenie krzywda polegała nie tylko na utracie wynagrodzenia, ale także na utracie kontroli nad własnym głosem i na tym, że odbiorcy mogli uznać reklamowy przekaz za nagrany przez niego osobiście. W związku z tym lektor domaga się od JFC Polska m.in. przeprosin i 50 tys. zł zadośćuczynienia.

Czytaj więcej

Teraz każdy z nas ma wiedzieć, czy rozmawia z człowiekiem, czy z botem

W rozmowie z dziennikarzami już po piątkowym posiedzeniu sądu Łukomski podkreślił, że wynik procesu może mieć znaczenie dla całego środowiska lektorskiego i innych zawodów twórczych, których przedstawiciele mogą być imitowani przy użyciu narzędzi AI. – Dopóki nie zostanie ostatecznie ogłoszony wynik w tej sprawie i nie stworzy się precedens, w wyniku którego zawaha się niejedna ręka przed sięgnięciem po znane, rozpoznawalne głosy i dowolne użycie ich w różnych przedsięwzięciach komercyjnych, to nasza praca w dużej mierze jest zagrożona – podkreślił.

Lektor zwrócił uwagę także na potrzebę rozwiązań systemowych, zarówno prawnych, w tym regulacji unijnych, jak i działań po stronie nadawców oraz podmiotów zamawiających i rozpowszechniających treści. – Po stronie emitentów i innych podmiotów uczestniczących w powstawaniu produkcji komercyjnych, reklam, ale nie tylko reklam, potrzebne są ruchy i stanowiska. Tak, żeby filtrować rzeczy, które docierają ostatecznie do internetu bądź na anteny i albo oznaczać je, że zostały stworzone przy pomocy narzędzi sztucznej inteligencji albo postawić tamę, że takowe nie będą dopuszczane – dodał Łukomski.

Sygnatura akt: XXII GW 724/2025