Prof. Simon: Amantadyna? A jeśli podając ją wyhodujemy lekoodporne szczepy koronawirusa?

- Amantadyna wywołuje szybkie mutacje. Nie wolno takich rzeczy stosować - powiedział prof. Krzysztof Simon, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Aktualizacja: 09.02.2021 06:20 Publikacja: 08.02.2021 22:35

Prof. Simon: Amantadyna? A jeśli podając ją wyhodujemy lekoodporne szczepy koronawirusa?

Foto: fot. tv.rp.pl

O stosowanie amantadyny w leczeniu Covid-19 prof. Simon został zapytany w czasie webinaru z cyklu Kierunek Zdrowie, organizowanego przez Wydział Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Lek zachwalał wcześniej wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, twierdząc, że dzięki niemu wyleczył się po zakażeniu koronawirusem i „to jest bardzo dobry lek”. Polityk przyznał, że lek wziął bez konsultacji z lekarzem, ale „w stanie wyższej konieczności”.

Odpowiadając na pytanie o amantadynę zakaźnik z Wrocławia zwrócił w pierwszej kolejności uwagę na problem kierowania na testy na koronawirusa, wskazując, że na początku pandemii „to był skandal, co się działo”. - Kiedyś podjeżdżałem do szpitala, ulica była zatkana, ponad 130 karetek stało, bo praca (lekarzy Podstawowej Opieki Zdrowotnej) była genialna - podnosi telefon, „kaszle pan, gorączkuje? Proszę jechać na zakaźny. Duszno panu? Na zakaźny”. Ci ludzi sobie doskonale zdawali sprawę, że robią świństwa. Na izbie przyjęć jeden, dwóch lekarzy. Przyjęcie trwało 1,5 doby, bo kto miał przyjmować? Fizycznie nie było możliwości. A z tego było oczywiście 20 procent zakażonych - mówił profesor.

- Oczywiście nie wszyscy tak robili, tylko część. Najlepszą pracę mieli. Podnosili telefon, 50 zł się należy, 20 konsultacji, to tysiąc złotych dziennie. Pięć dni w tygodniu - pięć tysięcy, można powiedzieć. W miesiącu 20 tysięcy na czysto. (...) Ale problem jest taki, jak ktoś jest strasznie ważnym lekarzem w powiecie, robi co chce - też tacy są - mówi „nic panu nie dolega, proszę leżeć”. Są pacjenci, którzy z banalnych rzeczy robią problemy, to jest bardzo trudno wypośrodkować. Ale jak pacjent leży, gorączkuje, kilka dni ma 40 stopni, się dusi, to jednak należy skierować do szpitala, a nie dawać na „dzień dobry” - bo kaszle - azytromycyny, deksametazonu i amantadyny - powiedział prof. Simon.

- Azytromycyna kompletnie nie działa na wirus. Jest makrolidem, więc to jest absurd. Deksametazon nakręca spiralę Covidu. A amantadyna jest nieuznanym nigdzie lekiem. Dopiero badania są robione, tylko w Polsce, i mała próba była w Meksyku - zwrócił uwagę lekarz.

- Ja jako młody lekarz, 40 lat temu, używałem amantadyny na grypę. I przestaliśmy. Po pierwsze, z piśmiennictwa wynikało, że jest to skuteczne tylko na etapie początkowym, przed zakażeniem. (...) Po drugie, wywołało bardzo istotne objawy, łącznie z neurologicznymi. (...) Po trzecie, amantadyna stosowana dłużej powoduje uszkodzenia narządowe, przede wszystkim upadki. Pacjenci padali z powodu zawrotów głowy. I następna rzecz - ona wywołuje szybkie mutacje. Nie wolno więc takich rzeczy stosować - apelował.

Zdaniem prof. Simona badania, finansowane przez Agencję Badań Medycznych, potwierdzą skuteczność amantadyny w leczeniu w najlepszym wypadku tylko małych grup pacjentów i na określonym etapie zakażenia. - Według mnie to się nie nadaje do niczego - stwierdził.

- Konsekwencje z tego są straszne - zaznaczył dolnośląski konsultant wojewódzki ds. chorób zakaźnych. - A jeśli wyhodujemy szczepy lekoodporne tylko podając amantadynę? To kto za to wszystko odpowie? Oczywiście wtedy będzie, że trzeba było nie dopuścić do badania, eksperci i rząd winni - zauważył.

O stosowanie amantadyny w leczeniu Covid-19 prof. Simon został zapytany w czasie webinaru z cyklu Kierunek Zdrowie, organizowanego przez Wydział Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Lek zachwalał wcześniej wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, twierdząc, że dzięki niemu wyleczył się po zakażeniu koronawirusem i „to jest bardzo dobry lek”. Polityk przyznał, że lek wziął bez konsultacji z lekarzem, ale „w stanie wyższej konieczności”.

Odpowiadając na pytanie o amantadynę zakaźnik z Wrocławia zwrócił w pierwszej kolejności uwagę na problem kierowania na testy na koronawirusa, wskazując, że na początku pandemii „to był skandal, co się działo”. - Kiedyś podjeżdżałem do szpitala, ulica była zatkana, ponad 130 karetek stało, bo praca (lekarzy Podstawowej Opieki Zdrowotnej) była genialna - podnosi telefon, „kaszle pan, gorączkuje? Proszę jechać na zakaźny. Duszno panu? Na zakaźny”. Ci ludzi sobie doskonale zdawali sprawę, że robią świństwa. Na izbie przyjęć jeden, dwóch lekarzy. Przyjęcie trwało 1,5 doby, bo kto miał przyjmować? Fizycznie nie było możliwości. A z tego było oczywiście 20 procent zakażonych - mówił profesor.

2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Diagnostyka i terapie
Rak piersi nie wybiera. Chora często dowiaduje się zbyt późno
Diagnostyka i terapie
Co ma żaba do depresji? Okazuje się, że może pomóc
Diagnostyka i terapie
Tabletka „dzień po” także od położnej. Izabela Leszczyna zapowiada zmiany
Diagnostyka i terapie
Zaświeć się na niebiesko – jest Światowy Dzień Świadomości Autyzmu
Diagnostyka i terapie
Naukowcy: Metformina odchudza, bo organizm myśli, że ćwiczy
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie. Jak zbudować efektywny HR i skutecznie zarządzać kapitałem ludzkim?