Na giełdach amerykańskich mamy huśtawkę nastrojów.
- W Wigilię wystarczyło pół sesji w USA, żeby były potężne spadki indeksów. A już na drugi dzień były wzrosty. Początek wzrostów był z jednego powodu. Indeks S&P500 spadł prawie 20 proc., a Amerykanie uznają, że to spadek typowy dla głębokiej korekty i zaczyna się rynek niedźwiedzia. To było idealne miejsce, żeby uderzyć popytem - tłumaczył Kuczyński.
Ocenił, że cały styczeń powinien zakończyć się wzrostem indeksów. - Jak długo to potrwa trzeba spytać szefów USA i Chin – zaznaczył.
Gość przyznał, że reakcja na wyniki spółek jest co najmniej dziwna. - Czasami bardzo słabe prognozy powodują spadki cen, czasami odwrotnie. Rynek jest rozchwiany. Wszystko raczej bazuje na pogłoskach – ocenił.