Na giełdach amerykańskich mamy huśtawkę nastrojów.
- W Wigilię wystarczyło pół sesji w USA, żeby były potężne spadki indeksów. A już na drugi dzień były wzrosty. Początek wzrostów był z jednego powodu. Indeks S&P500 spadł prawie 20 proc., a Amerykanie uznają, że to spadek typowy dla głębokiej korekty i zaczyna się rynek niedźwiedzia. To było idealne miejsce, żeby uderzyć popytem - tłumaczył Kuczyński.
Ocenił, że cały styczeń powinien zakończyć się wzrostem indeksów. - Jak długo to potrwa trzeba spytać szefów USA i Chin – zaznaczył.
Gość przyznał, że reakcja na wyniki spółek jest co najmniej dziwna. - Czasami bardzo słabe prognozy powodują spadki cen, czasami odwrotnie. Rynek jest rozchwiany. Wszystko raczej bazuje na pogłoskach – ocenił.
Kuczyński zaznaczył, że konflikt chińsko-amerykański przysłużył się rynkowi byka. - Póki trwają rozmowy to są nadzieje, na których często bazuje rynek – mówił.
- Nieco gorzej wygląda to w Europie. Tutaj ciągle ciąży sprawa brexitu – dodał.
W Stanach gospodarka jest rozgrzana, chociaż są pewne sygnały, które można uznać za zbliżające się spowolnienie.
- W Europie to już widać bardzo wyraźnie. Indeks nastrojów przedsiębiorców jest na trzyletnim dnie, indeksy PMI niziutko. To wygląda słabo - mówił analityk.
- Osłabienie gospodarcze występuje już w tej chwili, a większość analityków mówiła, że nadejdzie w 2020 r. Przedsiębiorcy jak nasycą się złymi informacjami od razu zawieszają sprawy inwestycji – dodał.
Kuczyński zauważył, że ten tydzień będzie niezwykle ciekawy.
We wtorek są głosowania w brytyjskiej Izbie Gmin. W środę koniec posiedzenia Federalnego Komitetu ds. Otwartego Rynku. Każde słowo będzie się liczyło. Następnie rozmowy chińsko-amerykańskie na temat umowy handlowej. A w piątek raport miesięczny z rynku pracy, który Amerykanie uznają za matkę wszystkich raportów – wyliczał gość.
- Po drodze wiele raportów kwartalnych. Oczekiwania są bardzo niskie i niezwykle łatwo je przekroczyć. Pytanie, jakie będą prognozy – dodał.
Gość podkreślił, że to, co się dzieje na polskiej giełdzie jest odbiciem tego, co widzimy na rynkach rozwijających się.
- To już jest początek gry pod Pracownicze Plany Kapitałowe, które teoretycznie startują od lipca. Pod takie wydarzenia fundusze często akumulują akcje. Nagle się zjawia kapitał na giełdzie, mamy 2 proc. wzrostu i pozostałe 4 sesje beznadziejne. Uderzają i patrzą ilu będzie chciało sprzedawać. Jak indeks zejdzie trochę niżej kupują znowu. Tak mogą się bawić. Indeksy powinny systematycznie zyskiwać – tłumaczył.
- Gdyby, chociaż się nie zanosi, OFE ostało rozłożone tak jak obiecywał premier Morawiecki (25 proc. do FRD, 75 proc. do prywatnych TFI), w połączeniu z PPK, mielibyśmy WIG20 za rok o 100 proc. wyżej. Jednak OFE na razie leżą jak świnka skarbonka na kredensie - dodał Kuczyński.