O bieżącej koniunkturze w handlu więcej mówi to, że po oczyszczeniu z wpływu czynników sezonowych sprzedaż detaliczna w czerwcu była aż o 3,2 proc. niższa niż w maju. Podobną lub większą zniżkę sprzedaży miesiąc do miesiąca GUS odnotował poprzednio w grudniu 2021 r., a wcześniej w kwietniu 2021 r. oraz marcu i kwietniu 2020 r. Te trzy ostatnie przypadki łączy to, że obowiązywały wówczas antyepidemiczne ograniczenia. W grudniu 2021 r. ich nie było, a załamanie popytu ekonomiści wiązali z wysoką inflacją i słabnącymi nastrojami konsumentów. Tak samo tłumaczyć można czerwcowe wyniki handlu, chociaż do osłabienia popytu w stosunku do maja przyczynić mógł się też w jakimś stopniu odpływ części uchodźców z Ukrainy. Dodatkowo, w czerwcu – za sprawą najwyższej od ćwierćwiecza inflacji oraz wyhamowania wzrostu płac i zatrudnienia – zmalała siła nabywcza dochodów z pracy gospodarstw domowych. Konsumpcję tłumił więc nie tylko strach przed pogorszeniem sytuacji dochodowej, ale też jej faktyczne pogorszenie.
W czerwcu, jak podawał pod koniec tamtego miesiąca GUS, tzw. bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej (BWUK), który odzwierciedla oceny i oczekiwania gospodarstw domowych dotyczące ich sytuacji finansowej oraz stanu gospodarki, a także skłonność konsumentów do dokonywania ważnych zakupów, tąpnął do -43,8 pkt z -38,4 pkt w maju. Był to jego najniższy odczyt w historii badań, prowadzonych od ponad dwóch dekad. Nawet w apogeum koronakryzysu, gdy Polacy powszechnie bali się utraty pracy, nastroje nie były tak minorowe. W lipcu, jak wynika ze środowych danych, nastroje konsumentów poprawiły się tylko nieznacznie.
Załamanie nastrojów konsumentów widać też w strukturze popytu konsumpcyjnego w czerwcu. Sprzedaż mebli oraz sprzętu RTV i AGD, która uchodzi za barometr skłonności do wydawania na towary inne niż niezbędne, zmalała (w ujęciu realnym) o 7 proc. rok do roku, po zniżce o 4 proc. w maju. Nie licząc wiosny 2020 r., to największa zniżka od 2010 r.
Łącząc czerwcowe wyniki handlu z opublikowanymi w środę wynikami przemysłu, ekonomiści z banku Pekao oceniają, że już w II kwartale w Polsce rozpoczęła się tzw. techniczna recesja, definiowana jako co najmniej dwa z rzędu kwartalne spadki PKB (oczyszczonego z wpływu czynników sezonowych).