W piątek GUS oszacował wstępnie, że PKB Polski powiększył się w II kwartale o 3,1 proc. rok do roku, po wzroście o 3,0 proc. w I kwartale. Dane te sugerują, że spowolnienie wzrostu z początku roku (w IV kwartale PKB urósł o 4,3 proc.), które ekonomiści początkowo uważali za przejściowy efekt zastoju w inwestycjach współfinansowanych z funduszy UE, przedłuża się.

Po piątkowych danych stało się jasne, że wzrost PKB w tym roku o 3,8 proc., który rząd zapisał w ustawie budżetowej, jest nieosiągalny.

W poniedziałek, w comiesięcznej analizie stanu gospodarki, Ministerstwo Rozwoju przyznało, że wzrost PKB będzie w tym roku niższy. Wynieść ma 3,5 proc.

Ta prognoza wciąż jednak jest dość optymistyczna. Ekonomiści przeciętnie spodziewają się, że PKB Polski powiększy się w tym roku o 3,3-3,4 proc.

- Naszym zadaniem polska gospodarka w 2016 r. urośnie o 3,2 proc., a zatem jeszcze mniej niż zakłada zrewidowana w dół prognoza resortu rozwoju. Aby osiągnąć 3,5-proc. dynamikę rozwoju, polska gospodarka musiałaby w II połowie roku rosnąć w tempie ok. 4,0 proc., co naszym zdaniem jest nadmiernie optymistycznym założeniem – napisali w poniedziałkowym raporcie ekonomiści Plus Banku.

Niższe od zapisanego w ustawie budżetowej tempo wzrostu PKB teoretycznie stwarza ryzyko, że deficyt sektora finansów publicznych będzie wyższy, niż 2,6 proc. PKB, jak zakłada rząd. Ekonomiści podkreślają jednak, że dla budżetu liczy się nie tylko tempo wzrostu PKB, ale też jego struktura. A ta jest obecnie dla finansów publicznych korzystna. Motorem rozwoju są wydatki konsumpcyjne, co pozytywnie przekłada się na wpływy podatkowe. Z kolei zastój w inwestycjach oznacza, że rząd ma mniejsze wydatki.

Z drugiej strony, wpływy podatkowe zależą także od dynamiki cen konsumpcyjnych. Tymczasem ona również jest wyraźnie niższa, niż założył rząd. W lipcu indeks cen konsumpcyjnych (CPI) spadł o 0,9 proc., po zniżce o 0,8 proc. w czerwcu. Według najnowszych prognoz Ministerstwa Rozwoju, średnioroczna dynamika CPI wyniesie w tym roku -0,5 proc., zamiast -0,4 proc., jak resort przewidywał miesiąc temu. W ustawie budżetowej zapisano jedna średnioroczną dynamikę cen na poziomie 1,7 proc.

Wiceminister finansów Leszek Skiba oceniał, że dynamika CPI o 1 pkt proc. niższa, od założonej, będzie oznaczała o 1,3 mld zł niższe wpływy z VAT. Obecnie zanosi się więc na to, że przedłużająca się deflacja odejmie od wpływów do budżetu co najmniej 2 mld zł. Jednak w porównaniu do 129 mld zł wpływów z VAT, jakich spodziewa się w tym roku rząd, to niewielki ubytek.